Topic-icon Piekarnia w Rynku

Więcej
1 tydzień 1 dzień temu - 1 tydzień 2 godzin temu #11 przez Krajanka
Krajanka odpowiedział w temacie: Piekarnia w Rynku
W pracy Sokoła napisano, że głównym naczelnikiem straży ogniowej w 1901r. czyli u początków jej powstania ( za mianowaniem carskich władz guberni ) został Adolf Wardzichowski, który pełnił tę funkcję od 1900 r do lutego 1905 roku.
W tym okresie przebywać musiał i pracować (gdzie? w kancelarii powiatu?) w Jędrzejowie. Na pewno był znany naczelnikowi Głowackiemu. Być może z jego opinią opuścił "osadę" Jędrzejów (tak, bo ukazem z 1869 r." z powodu ubóstwa" car zabrał prawa miejskie aż 336 miastom Królestwa Polskiego), skierowany do miasta Pińczowa (prawa miejskie o dziwo Pińczów jednak zachował), gdzie od 1906 do 1913r. obejmował urząd referenta d/s wojskowo-policyjnych w administracji tamtejszego powiatu.
W rubrykach zaznaczono, że był kawalerem. Polacy mieli ograniczone możliwości awansowania w hierarchii carskiej administracji, ale niższe stanowiska obejmowali.

Co ciekawe, wcześniej w Pińczowie pomocnikiem naczelnika powiatu d/s policyjno-wojskowych i jednocześnie naczelnikiem straży ziemskiej został por. Nikołaj Głowackij ( w latach 1886- 1888) w oczekiwaniu na awans z Petersburga.. Mianowany wreszcie naczelnikiem powiatu jędrzejowskiego, zarządzał nim tutaj spokojnie aż do nakazu ewakuacji administracji rosyjskiej z powodu wojny w 1914 r. Jednak stanowiska naczelników powiatu i ich zastępców zawarowane zostały wyłącznie dla oficerów - Rosjan.

Przedziwna sprzeczność, że naczelnik powiatu jędrzejowskiego Nikołaj Głowackij , najwyższa cywilna władza lokalna , jednocześnie prezes Towarzystwa Ogniowego "zwalczał" strażaków, zamiast wspomagać. Za dużo chcieli ? A mimo jego nieżyczliwości zwyciężył upór jędrzejowian.

Z powyższego wynika też inna konstatacja. Jako naczelnik straży Adolf Wardzichowski był fotografowany między 1900 a 1905 rokiem, więc fotografii w Galerii Andreovii z jego osobą należałoby szukać i datować na wskazany okres pięciolecia.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
6 dni 2 godzin temu - 6 dni 38 minut temu #12 przez Krajanka
Krajanka odpowiedział w temacie: Piekarnia w Rynku
Można mieć wątpliwość, czemu w wątku o piekarni w Rynku nr 4 rozpisałam się o ochotniczej straży ogniowej. Nie bez przyczyny.
Dwóch braci piekarzy przybyło z końcem XIX wieku do Jędrzejowa z takiego miasta, które duuużo wcześniej , bo w 1874 roku samorzutnie zorganizowało prężną obronę przeciwogniową, złożoną ze 150 ochotników ! W Miechowie pozostał trzeci z braci Szczecińskich, Jan, też piekarz, ale i strażak ,:P oczywiście.

miechow.info/gazeta?id=904

Nowoprzybyli zorientowali się też, że mieszkający nieopodal miejscowy lekarz Feliks Przypkowski ma autorytet, zdolności przywódcze, skutecznie podejmuje inicjatywy i przyłoży się do organizacji tak ważnego przedsięwzięcia , pokonując górę formalności i trudne negocjacje z rusyfikatorskimi władzami,
byle nie działał w próżni.
Postanowili połączyć siły. Doktor mobilizował światlejszych znajomych organizacyjnie od góry, a oni praktycznie, oddolnie. Trudno przecież wymagać, by sam pan doktor pilnował przestrzegania przepisów ogniowych we wszystkich zagrodach i zakamarkach Jędrzejowa, a zaniedbań zauważono moc.
Mieszkańcy sami prosili się o pożar, niechętnie przestrzegając zaleceń, no bo kto im będzie się rządził na ich podwórkach. Tymczasem nawet upychanie siana i koniczyny na okolicznych drewnianych stryszkach musiało się wreszcie skończyć "niezłym fajerwerkiem" ( i skończyło pewnej lipcowej niedzieli 1904 r.),
a co dopiero sparciałe węże do istniejących dwóch sikawek, połamane bosaki czy spróchniałe drabiny, przy korzystaniu grożące "śmiercią lub kalectwem". No i brak sensownej koordynacji działań wśród "pospolitego ruszenia", które w krytycznym momencie głupiało zamiast gasić.
Piekarnia w Rynku okazała się doskonałym miejscem agitacji dla pozyskania chętnych do pracy w straży ogniowej.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
5 dni 21 godzin temu - 5 dni 21 godzin temu #13 przez Krajanka
Krajanka odpowiedział w temacie: Piekarnia w Rynku
Czy widział ktoś wydawany po polsku w Królestwie Polskim ( 1900 - 1912 ) fachowy miesięcznik pt."Strażak", do którego korespondencje z regionu pisał również
pan dr Feliks?
Oto notka o wydawcy- patriocie:
pl.wikipedia.org/wiki/Leopold_Szyller

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
1 dzień 20 godzin temu - 1 dzień 20 godzin temu #14 przez Krajanka
Krajanka odpowiedział w temacie: Piekarnia w Rynku
Czasopismo może być w archiwum straży pożarnej, chociaż zasobów Muzeum nie lekceważyłabym. Wszak pisał dr Feliks Przypkowski.
Wracając do tematu głównego: piekarnia mieściła się w parterowym budynku i miała dwa wejścia. Pierwsze od rynku, prowadziło przez sklepik/kantorek, w którym sprzedawano wypieki własne; drugie od zaplecza, z wjazdem od ulicy Łysakowskiej ( dziś ul. Głowackiego). Tędy dostarczano wodę, worki z mąką,solą czy drewno opałowe. Na zapleczu piekarni mieścił się też niewielki pokoik - służbówka z metalowym łóżkiem. Korzystali zeń np. zatrudnieni, ale przyjezdni pomocnicy piekarscy.
Ponoć jeden z nich popełnił tam samobójstwo przez powieszenie.
Jego historia jest smutna i przedziwna, choć nie pamiętam, kiedy to wydarzenie miało miejsce. Znam je z relacji. Może coś słyszeliście albo czytaliście?

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
1 dzień 20 godzin temu #15 przez Lech
Lech odpowiedział w temacie: Piekarnia w Rynku
Pamiętam jeszcze drewno ułożone wzdłuż ściany ,potrzebne do opalania pieca chlebowego.Mieszkali tez tam lokatorzy w podwórku z wejściem od Łysakowskiej
Mieszkał tam bodajże szewc taki niski pan nazwisko już mi uleciało z pamięci.miał córkę która chodziła z nami do szkoły Nr 2

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
1 dzień 4 godzin temu - 1 dzień 3 godzin temu #16 przez Krajanka
Krajanka odpowiedział w temacie: Piekarnia w Rynku
Lechu, pokazywano mi wszystkie pomieszczenia piekarni , mieszczące się w tym parterowym budynku. Oglądałam je pod koniec lat sześćdziesiątych XX w.. Szczególnie zafascynował mnie piec chlebowy i duże sita wykonane z włosia z obręczami drewnianymi do przesiewania mąki oraz mosiężne wagi z odważnikami, a także różnej wielkości moździerze. Pamiętam wyrobiony już drewniany blat stołu mieszczącego się przy oknie, nad którym zwieszała się lampa z jedną żarówką. Pieczywo formowano i wypiekano przeważnie nocą, by wczesnym rankiem sprzedawać jeszcze ciepły chleb.
Tuż po wojnie piekarnię odwiedzały rozmaite kontrole.
Pewnego razu kontrolerzy przybyli nocą. Musieli udać się do właścicielki pod nr 3, bo w piekarni pod nrem 4 było ciemno i drzwi zamknięte.
Pracował tam jednak legalnie na nocnej zmianie pomocnik piekarski. Cicho otworzone drzwi i przyciszona rozmowa nie przerwały mu pracy.
Nie odpowiedział na pozdrowienie, ani nie odwrócił głowy w stronę nieoczekiwanych gości.
Właśnie stał przy stole i robił bułki. Oczy miał zamknięte. Jeden z kontrolerów poruszył więc dłonią tuż przed jego oczyma. Nie było żadnej reakcji :huh: .
Okazało się, że ów pracownik posiadł pewną umiejętność (być może wyniesioną z wojska?) Zgasił światło, by go nie raziło
i drzemał, stojąc oparty o blat, co nie przeszkadzało mu jednocześnie lepić bułek i układać je na dużej tacy :ohmy: .
Po chwili obserwowania wykonywanych przez sen czynności, komisja sprawdziła na wadze gramaturę produktu. Rezultat wywołał zdumienie, bo wszystkie bułki miały prawidłową , zgodną z przepisami wagę. Nie były ani lżejsze, ani cięższe, tylko w sam raz !:cheer:
Jednak pracownik został mimo to obudzony i pouczony, żeby nie spał w pracy, bo wobec wystąpienia jakichkolwiek nieoczekiwanych wydarzeń sama rutyna nie wystarczy, aby mógł szybko i prawidłowo zareagować.
Przeprosił więc, obiecał poprawę i sprawa ta nie miała żadnych dalszych konsekwencji ani dla niego ani dla piekarni.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.