Referat VI – Prasowy  Jędrzejowskiego Obwodu Armii Krajowej

Istniejące w 1939r. środki masowego przekazu – to radio i prasa. O ich roli w życiu społeczeństwa nie trzeba nikogo przekonywać, wzrastała ona z chwilą narastającego napięcia politycznego w Europie i osiągnęła swój szczyt z chwilą wybuchu wojny. Toteż nic dziwnego, że wróg atakował bombami rozgłośnie polskie: w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i innych miastach polskich, dążąc do ich zniszczenia lub opanowania zbrojnego; skutkowało to brakiem wiadomości lub, z chwilą opanowania radiostacji polskiej, dezinformacją o sytuacji wojennej w kraju. Prasa polska stała się niedostępna od momentu wejścia wojsk niemieckich. W Jędrzejowie stało się to 4 września 1939r. (poniedziałek).

Andreovia.pl

Lista i miejsce ich przechowywania publikacji Referatu VI – Prasowego, stan na rok 1980.
Egzemplarze posiadanie przez Heronima Piaseckiego przekazano w 2003 roku do Archiwum Akt Nowych w Warszawie

Jednym z pierwszych zarządzeń niemieckich był nakaz oddawania odbiorników radiowych, by ludność polska nie słuchała czynnej jeszcze wówczas radiostacji raszyńskiej. Za posiadanie radioodbiornika groziło aresztowanie, obóz koncentracyjny, a nawet śmierć. Pod koniec września 1939r. zamilkła radiostacja Raszyn. Nad Polską zapadła okupacyjna noc.

Społeczeństwo polskie od tej chwili zdane było tylko na informacje podawane przez wroga (megafony, tzw. „szczekaczki” i prasę „gadzinową”). Pojawiają się dzienniki w języku niemieckim i polskim. W Jędrzejowie zaczyna wychodzić dwutygodnik „Nowy Ład” redagowany przez zdrajcę – volksdeutscha Joachima Benka, byłego urzędnika starostwa jędrzejowskiego.

Odważniejsi posiadacze przechowywanych, mimo surowego zakazu odbiorników radiowych, wydobywają je z ukrycia na czas nadawania wiadomości w języku polskim przez radiostację francuską Tuluza i angielską BBC. Wiadomości przekazywane są potem ustnie najbardziej zaufanym znajomym, ci z kolei przekazują je swym bliskim. Krąg informacji powiększa się, ale jednocześnie wiadomości te ulegają zniekształceniu. Z biegiem czasu ci, którzy zachowali radioodbiorniki, a mieli dostęp do maszyny do pisania, piszą wiadomości radiowe na maszynie, często przez kalkę, a więc zaledwie w kilku egzemplarzach i kolportują wśród znajomych.

Okres taki trwał w Jędrzejowie przez okupacyjne lata 1939 i 1940. W listopadzie 1940r. na teren Obwodu Jędrzejowskiego ZWZ przybył nowy Komendant Obwodu, mjr Zygmunt Żywecki „Dzięcioł”. Wtedy w ramach reorganizacji Komendy Obwodu ZWZ powołano Referat VI Prasy i Propagandy. Kierownikiem został „Wojtek” – Wiktor Pękalski, harcerz, absolwent Jędrzejowskiego Seminarium Nauczycielskiego (JSN) z 1932r., nauczyciel i student polonistyki Wszechnicy Warszawskiej. Przy pomocy „Dzięcioła” zdobył płaski powielacz, biurową maszynę do pisania (FK), materiały do powielania (matryce, papier cyklostylowy i farbę drukarską). Z Wiktorem Pękalskim współpracowali harcerze: Kazimierz Jęczmyk, ps. „Korzec” (długoletni harcmistrz, członek Kręgu Instruktorskiego „Łysica”), Stanisława Fałkowska, ps. „Krysta”, Bolesław Dziewięcki, ps. „Koraban” (absolwent JSN z 1934r.) a od listopada 1942r. Hieronim Piasecki ps. „Zola” (także absolwent JSN z 1934r.).

W pierwszych dniach stycznia ukazał się pierwszy numer tygodnika ZWZ Obwodu Jędrzejowskiego „Wiadomości tygodniowe”. W kwietniu 1942r. po scaleniu ZWZ i AK, tygodnik przyjął nazwę „W marszu” i do końca okupacji hitlerowskiej ukazywać się będzie regularnie, każdego poniedziałku.

Pismo było redagowane na maszynie w mieszkaniu „Wojtka” przy ul. Głównej 92 (obecnie 11 Listopada); powielane przez Bolesława Barańskiego (absolwent JSN z 1935r.). Nakład pisma wynosił ok. 180 egzemplarzy, rozprowadzanych przez 14 skrzynek prasowych do komendantów placówek (gmin). Pismo formatu A4 zawierało 2-3 kartki treści. Pod koniec 1941r. powielanie pisma przejął Kazimierz Jęczmyk a miejscem powielania był dom przy ul. Kieleckiej 16, gdzie Jęczmyk wraz z żoną Reginą mieli sklep.

Pod koniec maja 1942r. przybył do Jędrzejowa Hieronim Piasecki, „spalony” na terenie Nowego Sącza, gdzie przed wojną pracował w Służbie Ochrony Kolei. Skontaktował się z „Wojtkiem”, który zaproponował mu współpracę w Ref. VI. W tym momencie było to jednak niemożliwe, ponieważ Piasecki był poszukiwany przez gestapo za działalność w ZWZ na terenie Nowego Sącza i, jak przypuszczał, mogli za nim trafić do Jędrzejowa. Faktycznie, 18 sierpnia 1942r. o godz. 13 dwóch gestapowców (Helmut Kapp i gestapowiec kielecki) odwiedziło rodzinny dom Hieronima Piaseckiego. Na szczęście nie zastali go tam. Siostra Irena była przygotowana na taką ewentualność i powiedziała im, że go nie ma, bo przebywa nadal w Nowym Sączu. Na dowód prawdziwości swoich słów pokazała im kartki, które zawczasu brat napisał i zostawił znajomym przed wyjazdem z Nowego Sącza, by co jakiś czas wysyłali. Po tym incydencie Piasecki do domu już nie wrócił. Do końca października ukrywał się kolejno w Szczucinie nad Wisłą, w Bodzentynie (u B. Arendarskiego), w Kielcach i w Ludyni u swojej rodziny. Pod koniec października 1942r., gdy wszystko się uspokoiło, wrócił do Jędrzejowa, włączając się w nurt pracy konspiracyjnej Ref. VI. Na zaprzysiężeniu Hieronim Piasecki przyjął pseudonim „Zola”.

Jedną z pierwszych rzeczy było wykonanie pieczątek do kenkart. Człowiek o nazwisku Hieronim Piasecki musiał oficjalnie zniknąć. Zamiast niego pojawił się warszawiak Henryk Pawlik, bo na takie nazwisko wystawił sobie kenkartę, którą będzie się legitymował do sierpnia 1945r. „Zola” wykorzystał do zrobienia pieczątek linoleum, które było na tyle miękkie, że dało się je precyzyjnie nacinać i na tyle twarde, że odbitki wychodziły czysto. Blankiety były zakupywane lub zdobywane i wystawiane na fałszywe nazwiska „spalonym” członkom AK. Pieczątki i inne dane na kenkartach podawały jako miejsce wystawienia Warszawę, by w ten sposób uniemożliwić weryfikację podpisów urzędników. W sumie „Zola” wykonał ok. 200 kenkart i żaden z ich posiadaczy nigdy nie wpadł.

 Andreovia.pl

Kenkarta wykonana przez Hieronima Piaseckiego ps. 'Zola'


Andreovia.pl

Początek stycznia 1943r. przyniósł Redakcji i tygodnikowi pewne istotne zmiany:

W tytule pisma wstawiono winietę (fot. obok) – orła na tle litery „W” w napisie „W marszu”. Orzeł spoczywa na skrzyżowanym karabinie i szabli(fot. obok). Autorem i każdorazowym wykonawcą jest „Zola”. Od tej chwili aż do końca okupacji każdy numer tego tygodnika ukazuje się z taką winietą każdorazowo wykonywaną. Wyjątkowo w dziesiątą rocznicę śmierci Józefa Piłsudskiego nr 19 (10.V.1943r.) strona tytułowa została zmieniona. Całą stronę zajmuje rysunek profilu Marszałka i wkomponowanego w niego orła (fot. poniżej).

Andreovia.plW numerze 2, z dnia 10.01.1943r., ukazała się na pierwszej stronicy pisma notatka od Redakcji: Witamy serdecznie dotychczasowych czytelników dwutygodnika „Jeszcze Polska Nie zginęła”, dla których „W marszu” staje się od bieżącego numeru własnym pismem.” W szeregi ZWZ-AK włączyła się Polska Organizacja Zbrojna (POZ).

Zwiększono nakład ze 180 do 300 egzemplarzy dla nowo pozyskanych czytelników POZ-u i z czasem objętość wzrosła do 10 stron.

Drugą ważną sprawą było zorganizowanie lepszych i bezpieczniejszych warunków dla pracy referatu. „Zola” zwrócił uwagę „Wojtkowi” na niebezpieczeństwo pisania i trzymania materiałów konspiracyjnych w mieszkaniu. Zaproponował mu wykorzystanie do tych celów lochów po klasztorem Cystersów. Znane mu jeszcze z okresu przedwojennego wejście znajdowało się w ogrodzie klasztornym od strony boiska sportowego. Wstępne rozpoznanie ustaliło, że w odległości kilkudziesięciu metrów od wejścia zapadło się sklepienie, blokując przedostanie się w głąb korytarzy. Próba przebicia się, tj. usunięcia gruzu na zewnątrz, przez „Zolę”, „Wojtka” i Jęczmyka nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W tej sytuacji zaniechali tego pomysłu.

Dzięki szpiclom wróg miał coraz lepsze rozeznanie, kto zajmuje się działalnością antyniemiecką. Uderzał coraz częściej i celniej. Aresztowania dokonywane są według sporządzonej wcześniej listy, połączone z rewizjami mieszkań, a nawet całych domów (np. w dniu 19.01.43r. aresztowano bliskich sąsiadów „Wojtka”, B. Migalskiego, Jerzego Świtalskiego, przyszli też po braci „Zoli” Stanisława i Tadeusza Piaseckich). W tej sytuacji „Zola” zaproponował budowę ziemianki. Wiktor Pękalski zgodził się, by była wybudowana u niego w ogrodzie. Przez cały styczeń i luty, wciągnięci do organizacji i zaprzysiężeni „Wróbel” Dominik Piasecki i „San” Edward Blicharski rozbierają strzelnicę małokalibrową dawnego Seminarium Nauczycielskiego i dostarczają grube, solidne deski do ogrodu „Wojtka”, niezbędne w budowie ziemianki.

„Zola” sam ją projektuje i osobiście zajmuje się jej wykonaniem. Pomaga mu w tym „Wojtek”. W ciągu dwóch miesięcy ziemianka jest gotowa. Posiada pracownię o wymiarach 2 x 2 m i 1,9 m wysokości, z wentylacją w suficie, wnękę na pryczę do spania, wnękę - magazyn na papier cyklostylowy, oraz korytarz łączący ziemiankę z królikarnią, umieszczoną przy altance ogrodowej. Królikarnia ma dwie przegrody po to, aby ułatwić korzystanie z włazu prowadzącego do ziemianki. Po odjęciu ścianki altanki przylegającej do królikarni należało przegonić króliki do drugiej przegrody, podnieść dno w pierwszej przegrodzie i po drabince zejść do tunelu. Otwór wentylacyjny w suficie zakrywany był na dzień i w czasie pracy drewnianą skrzynią z krzakiem agrestu. Wyposażenie lokalu w stół, krzesła, regały, itp. nie przedstawiało już trudności. Wszystkie te prace, ze względu na ścisłą konspirację, zostały wykonane tylko przez dwie osoby: „Zolę” i „Wojtka”. Jedynie podłączenie kabla do sieci energetycznej poza licznikiem w domu Wiktora wykonał Kazimierz Jęczmyk, specjalista elektryk.

Andreovia.plWszystkie materiały konspiracyjne z domu „Wojtka” zostały przeniesione do ziemianki: maszyna do pisania, powielacz, radio, archiwum oraz materiały do powielania. Światło dawała żarówka, ciepło pochodziło z kuchenki elektrycznej. Nasłuch radiowy możliwy był w każdej chwili. Praca konspiracyjna mogła odbywać się bezpiecznie. Cała praca nad tygodnikiem „W marszu” została skoncentrowana w jednym miejscu, do którego dostęp mieli tylko „Wojtek” i „Zola”. Kolportaż przejmują Józef Piasecki i Dominik Piasecki „Wróbel”. Łącznością z Komendą Obwodu i Kierownictwem Wydz. VI w Okręgu zajęła się „Krysta”, Stanisława Fałkowska.

Prasę centralną i okręgową („Biuletyn Informacyjny”, „Rzeczpospolita”, „Żołnierz Polski”, „Insurekcja” i inne) odbierała Zofia Imborowa, czasami Bolesław Dziewięcki, w Kielcach ze skrzynki prasowej Okręgu. Jednak dostarczana była ona nieregularnie. Paczki z prasą bywały porzucane w chwili niebezpieczeństwa, łapanek itp., poza tym przychodziły mocno opóźnione. Łącznicy byli stale narażeni na aresztowanie, a w konsekwencji na przesłuchania i tortury. Postanowiono zmienić sposób otrzymywania prasy centralnej. Zaczęła docierała pocztą bezpośrednio z Warszawy. Między Jędrzejowem a Warszawą kursowała paczka z dykty o podwójnym dnie zrobiona przez „Zolę”. Z Warszawy przesyłano starą bieliznę i ubrania, które maskowały prasę podziemną schowaną w skrytce. Do stolicy wędrowała ta sama paczka wyładowana tanimi artykułami spożywczymi, jak cebula, mąka żytnia itp. Paczkę adresowaną na fikcyjny adres w Jędrzejowie odbierał rozwożący paczki poczciarz Kwiatkowski (członek AK) i przez trzecie osoby przekazywał ją Redakcji. W ten sposób otrzymywali prasę warszawską regularnie aż do wybuchu Powstania Warszawskiego.

Praca w ziemiance dawała gwarancję bezpieczeństwa osobistego i przechowywanych tam materiałów konspiracyjnych. Mimo tego, obaj konspiratorzy zdawali sobie sprawę, że jeden taki „lokal” nie dawał pełnej gwarancji bezpieczeństwa i sprawnej pracy Ref. VI, co niestety znalazło potwierdzenie we wrześniu 1943r. Trzeba było szybko pomyśleć o drugim bunkrze. Wiosną 1943r. państwo Kazimierz i Regina Jęczmykowie przeprowadzili się z ul Kieleckiej do własnego domu położonego przy ul. Św. Barbary 13 (obecnie 25), tuż nad Brzeźnicą. Zdecydowano wykorzystać ten fakt dla swoich celów. Wiktor Pękalski zaproponował Jęczmykom budowę „lokalu” w ich domu, na co wyrazili zgodę. „Zola” wybrał odpowiednie miejsce pod budynkiem gospodarczym i zaprojektował bunkier. Sposób budowy odbiegał od ziemianki u Pękalskiego. To miał być bunkier betonowy. Przy produkcji pustaków cementowych pracowali wszyscy: „Wojtek”, „Zola”, „Krysta” oraz w miarę możliwości Jęczmykowie. W sierpniu rozpoczęli budowę, tj. wykop, zabezpieczenie ścian przed obsunięciem się gruntu, oraz murowanie ścian bunkra pustakami. Praca była bardzo niebezpieczna. Mimo wielu przeszkód udało się doprowadzić ją do końca. Pod koniec września bunkier był już gotowy. Strop bunkra stanowiła płyta betonowa zbrojona prętami żelaznymi, która jednocześnie stanowiła podłogę pracowni gospodarza domu. Kuchenka w pracowni kryła wentylację bunkra. Dostęp do „lokalu” było z wnętrza budynku przez ubikację, której podłoga po podniesieniu umożliwiała zejście do bunkra. W tym samym czasie osobno została wykonana nieduża piwniczka dla użytku gospodarzy, która m.in. miała stanowić pretekst do wykonywanych robót budowlanych.

(zobacz także publikację: Schron AK)
Uwaga autorki artykułu: Wspomnienia pani Jęczmykowej są ciekawym uzupełnieniem, ale zgodnie z regułami konspiracji nie było ona wtajemniczona w wiele spraw. Nazwa schron nie była nigdy używana na określenie bunkra prasowego w domu Jęczmyków.


Andreovia.pl

We wrześniu 1943r. Wiktor Pękalski otrzymał ostrzeżenie, że jego osobą interesuje się jędrzejowskie gestapo i musi na jakiś czas zniknąć. Z tego względu budowa bunkra została przyspieszona. W dniach 24 i 25 września założono instalację elektryczną (oświetlenie i ogrzewanie). Bunkier był gotowy na przyjęcie „Wojtka”.

Andreovia.plW sobotę 25 września „Wojtek” (fot. obok) ukryty w swojej ziemiance pisał sprawozdanie miesięczne dla Okręgu AK, które miała przewieźć „Krysta”. Miało to być jego ostatnie zadanie przed zniknięciem, a stało się jego ostatnią pracą w konspiracji i … w życiu. O godzinie 13.30 kiedy matka zawołała go na obiad, przerwał pisanie i poszedł do domu. Niedługo później usłyszeli pukanie do drzwi. To byli gestapowcy w cywilu, wśród nich szpicel Tadeusz Jażdżyński z Kielc, pracownik Wydziału VI Okręgu AK (syn pułkownika, dowódcy 72 pp w Radomiu). Przyjechali z Kielc po donosie Jażdżyńskiego na „Wojtka”. Skrupulatna rewizja w domu Pękalskich nie przyniosła nic, co mogło być dowodem pracy konspiracyjnej „Wojtka”. Mimo to on i jego siostra Maria, również nauczycielka, zostali aresztowani. Wiadomość o wpadce „Wojtka” dotarła do „Zoli” o godzinie 14, kiedy zajmował się pracami wykończeniowymi w nowym bunkrze. To był olbrzymi cios dla wszystkich współpracowników „Wojtka” i wielka strata.

„W marszu” wychodziło w każdy poniedziałek. Brak pisma w skrzynkach prasowych i w terenie w najbliższy poniedziałek mógł być dowodem obciążającym „Wojtka”. Należało odciągnąć wszelkie podejrzenia łączące go z wydawaniem tygodnika i w ten jedyny możliwy sposób pomóc koledze. W nocy z 26 na 27 września „Zola” wszedł na teren ogrodu Pękalskich od strony podwórza sąsiadów, dostał się do ziemianki, dokończył pisanie sprawozdania miesięcznego, zrobił kolejny numer „W marszu” i nad ranem opuścił „lokal” z partią powielonego nowego numeru pisma. Składanie w paczki do wysyłki odbyło się już w nowym bunkrze u Jęczmyków. Dom Pękalskich przez dłuższy czas był pod obserwacją agentów gestapo. „Wojtek” został potwornie pobity jeszcze w domu, a następnie w Kielcach. Głowa, ręce, plecy były całe w siniakach, pocięte bykowcami, a najgorzej wyglądały pośladki. Po kilku dniach wystąpiła martwica, mięśnie stwardniały, spuchły, podeszły ropą. W Radomiu Pękalski, trawiony gorączką, już nie mógł wytrzymać z bólu. Jeden z aresztowanych, dr Bernardzikowski mówił, że konieczne jest chirurgiczne usunięcie martwych tkanek. Wiktor dostał się w ręce dr Fijasa, który gdy zobaczył stan pośladków „Wojtka”, powiedział: „Że też ciebie bandyto ziemia święta jeszcze nosi” i na stojąco, bez znieczulenia wycinał martwe tkanki wielkości połowy dłoni. Wiktor nie krzyczał, tylko zacisnął zęby i zasyczał parę razy. Operację tę przeprowadzono 4 października 1943r. Do Oświęcimia wywieziono go 19 lub 20 grudnia, a w pierwszych dniach czerwca 1944r. rodzina otrzymała zawiadomienie, że Wiktor Pękalski zmarł 1 czerwca 1944r. Dzieje Wiktora po jego aresztowaniu zostały przedstawione według relacji współwięźnia, a jednocześnie wspólnego kolegi „Wojtka” i „Zoli”, Bolesława Wierzchowskiego z Kielc. Po aresztowaniu „Wojtka” agenci gestapo, jak było do przewidzenia, otrzymali zadanie sprawdzenia, czy „W marszu” nadal wychodzi. Niestety pojawienie się nowego numeru pisma nie pomogło w uratowaniu Wiktora Pękalskiego.

Zapotrzebowanie w terenie na pisma podziemne wzrastało, należało więc zwiększyć nakład do 500 egzemplarzy, a wkrótce potem po włączeniu Batalionów Chłopskich do Armii Krajowej w grudniu 1943r., „W marszu” zaczęło wychodzić w nakładzie 1000 egzemplarzy. W tym celu trzeba było wykorzystywać podwójne matryce na każdą stronę, gdyż jedna nie wytrzymywała tak wielokrotnego powielania. Praca nad cotygodniowym wydaniem pisma odbywała się w bezpiecznych warunkach. Obecność „Zoli” w domu Jęczmyków była w pełni uzasadniona i nie dziwiła sąsiadów. Oficjalnie pracował jako pomocnik gospodarza przy produkcji koszyków i sit rolniczych dla Spółdzielni „Społem”. W nowym bunkrze prowadzony był nasłuch BBC i radiostacji Świt oraz innych w języku polskim i niemieckim. Odbiór wiadomości odbywał się w każdych warunkach, nawet wtedy gdy nie było prądu z sieci ZEORK-u. Przesunięcie dźwigni na przystawce odbiornika radiowego pozwalało na czerpanie prądu z akumulatora zasilającego zarówno aparat radiowy jak i oświetlenie bunkra.


Andreovia.pl Andreovia.pl Andreovia.pl
Grupa żołnierzy Armii Krajowej, w środku Stanisława Fałkowska Dwuczęściowa matryca (sztanca) do wybijania orzełków AK, poniżej gotowy produkt
Oryginalna maszyna do pisania marki 'Underwood', używana m.in. w Referacie VI, z tyłu po prawej stronie zdjęcie Stanisławy Fałkowskiej

Wyposażenie bunkra, oprócz biurowego umeblowania, stanowiło 5 maszyn do pisania (F.K. Radom – większa czcionka, Erica – mniejsza czcionka, Torpedo, nowa Olivetti, przenośna Underwood), 3 radia (w tym jedno przerobione do odbioru na prąd zmienny 220volt i prąd stały 24volt z akumulatora), 2 kuchenki elektryczne, lampa naftowa, wentylator, akumulator 24V i inne, oraz broń do obrony (1 pistolet automatyczny Colt kal. 11mm + 2 magazynki z amunicją, 1 pistolet maszynowy Sten + 2 magazynki + 77 sztuk amunicji, 2 granaty ręczne angielskie). Z chwilą mobilizacji I batalionu Jędrzejowskiego Pułku Piechoty na początku 1944r. broń została przekazana do lasu. Na ścianie wisiała flaga polska i orzeł wyrzeźbiony przez Hieronima Piaseckiego. W bunkrze mieściło się też archiwum Komendy Obwodu ZWZ-AK, prasa podziemna własna i centralna oraz innych organizacji wojskowych i politycznych. Przetrwała przez cały okres okupacji. Uległa zniszczeniu w sierpniu 1945r.

Z okazji większych wydarzeń wojennych redagowano i powielano ulotki rozrzucane nocą po całym mieście, celem szybszego przekazania społeczeństwu Jędrzejowa pomyślnych wiadomości z frontu. W sumie było ich cztery:

Zdobycie Bizerty i Tunisu, 8 maja 1943r.
Lądowanie aliantów na Sycylii, 10 lipca 1943r.
Zdobycie Monte Cassino, 18 maja 1944r.
Lądowanie wojsk alianckich w Normandii, 6 czerwca 1944r.

Został wydany także zbiorek poezji okupacyjnej (1943). Były to przedruki ze zbiorków „Szlakiem wojny” i „Werble wolności”. Zakres prac zlecanych Ref. VI obejmował także powielanie instrukcji bojowych. W 1944r. powstało także nowe pismo - dwutygodnik „Pod wschodni wiatr”, formatu połowy A5, pisany na maszynie F.K., powielany w nakładzie 200 egzemplarzy. Jego celem jest przeciwdziałanie propagandzie sowieckiej i komunistycznej.

Styczeń 1944 rok - wnętrze bunkra Armii Krajowej przy ul. Św. Barbary, miejsce działania Referatu VI,
gdzie m.in. prowadzono nasłuchy radiowe i przygotowywano wydania gazetki 'W marszu'

Andreovia.pl Andreovia.pl Andreovia.pl
na pierwszym planie Stanisława Fałkowska 'Krysta', z tyłu por. Hieronim Piasecki 'Zola', w głębi na ścianie orzeł polski wyrzeźbiony przez 'Zolę' na zdjęciu  mjr. Stefan Gądzio 'Kos' (komendant obwodu jędrzejowskiego AK)  i Stanisława Fałkowska 'Krysta' (zastępca szefa Referatu VI)
na zdjęciu z lewej por. Hieronim Piasecki 'Zola', obok mjr Stefan Gądzio 'Kos' (przy maszynie do pisania)

W ramach małego sabotażu członkowie Ref. VI wykonywali napisy patriotyczne na ścianach budynków. Na przykład, w nocy z 2 na 3 maja 1943r. „Zola” wypisuje NIECH ŻYJE POLSKA i znak Polski Podziemnej najpierw wapnem literami wielkości jednego metra na ścianie młyna „Róż”, a później ten sam napis, ale już farbą drukarską, na ścianie Gaststätte (dawnym przedszkolu) od strony ul. Kościelnej. W obu przypadkach ubezpieczał go „Wojtek”. Na początku czerwca we trójkę rozlepiają antyniemieckie afisze: „Zola” rozprowadzał klej na murze, Jęczmyk nalepiał afisze, a Dziewięcki stał na czatach. Ponownie Dziewięcki ubezpiecza „Zolę”, gdy ten maluje napis na schodach budynku żandarmerii. W noc sylwestrową z 31 grudnia 1943r. na 1 stycznia 1944r. „Zola” maluje razem z Jęczmykiem na ścianach domów i parkanach wiele znaczące cyfry „1918”.

W związku z zaistniałą sytuacją na froncie wschodnim w sierpniu 1944 i zmobilizowaniu I batalionu Jędrzejowskiego Pułku Piechoty, „Zola”, mający stopień porucznika, został powołany na stanowisko dowódcy 2. Kompanii, a funkcję kierownika Ref. VI przejęła dotychczasowy zastępca Stanisława Piasecka (Fałkowska) ps. „Krysta”, prowadząc go do końca okupacji. Jej zastępcą została Danuta Kajderowicz ps. „Kora”. Ostatni numer „W marszu” z rozkazem Komendanta Głównego AK, gen. L. Okulickiego ps. „Niedźwiadek” o rozwiązaniu AK, redagowali wspólnie. „Krysta” i „Zola”. W tym momencie kończy działalność Ref. VI w Jędrzejowie. Z początkiem grudnia 1945r. „Zola” zostaje przeniesiony do Wydziału VI BIP Okręgu Kielecko-Radomskiego Organizacji „Nie” z siedzibą w Kielcach, gdzie pracuje do dania aresztowania, tj. 4 sierpnia 1945r. Współpracownicą „Zoli” zostaje „Krysta”, której udaje się uniknąć aresztowania dzięki ostrzeżeniu, że w mieszkaniu-skrzynce jest kocioł. Niestety wcześniej tego dnia wpadł szef BIP mjr Stefan Gądzio ps. „Kos”.


Oprócz Referatu Prasowego (VI a), w skład całego Referatu VI wchodziły Referaty VI b i VI c.

Ref. VI b – Walka Cywilna. Referat prowadzony przez „Mikę” Michalinę Pękalską (siostrę Wiktora). Praca jej polegała na wysyłaniu ostrzeżeń pisemnych do Polaków, którzy swym zachowaniem naruszali godność Polaka: zbyt zażyłe kontakty służbowe czy towarzyskie (imieniny, urodziny, wesela itp.) rażące w sytuacji, gdy olbrzymia większość społeczeństwa polskiego przymierała głodem, gdy część rodaków przebywała w obozach koncentracyjnych lub ginęła w egzekucjach publicznych, a całe społeczeństwo pogrążone było w żałobie. Kobietom, które utrzymywały zbyt zażyłe stosunki z Niemcami strzyżono włosy. Ostrzeżenia tego typu „Mika” wysyłała do Warszawy, a stamtąd wysyłano je ponownie do Jędrzejowa na właściwy adres przez koleżankę „Miki”, Zofię Makówkę. Ona również nadawała pocztą prasę centralną z Warszawy do Jędrzejowa wykorzystując pudło o podwójnym dnie.

Ref. VI c, tzw. „N”, działał na podobnej zasadzie jak Ref. VI b, z tym że akcję prowadzono wśród Niemców, oczywiście w jęz. niemieckim. Z Jędrzejowa wysyłano do Warszawy prywatne adresy Niemców jędrzejowskich (Reichsdeutsche i Volksdeutsche), a stamtąd nadchodziły do nich listy i paczki oraz gazety o treści antyhitlerowskiej, ponadto ostrzeżenia, że Polska Podziemna pilnie obserwuje ich odnoszenie się do ludności polskiej i w odpowiednim czasie wyciągnie konsekwencje. Niemcy dziwili się, skąd w Warszawie znają ich adresy i wiedzą, jak oni się zachowują. Referat ten prowadził „Śliwa”, Roman Ciechanowski, późniejszy dyrektor Liceum Przedszkolnego w Jędrzejowie.

Osoby współpracujące z Referatem VI

Skrzynki prasowe:

1.  Włodzimierz Butenko, ul. Okrzei
2.  Zofia Imbor ps. „Hanuś”, ul. Kościelna (sklep)
3.  Żurawska, ul. Skroniowska 3 (dom T. Przypkowskiego)
4.  Włodzimierz Lechowicz ps. „Burza”, Zielonki
5.  Tadeusz Malinowski ps. „Mech”, Sudół
6.  Stefan Rogulski ps. „Picard”, ul. Wodzisławska
7.  Dziwiszowa, ul. Przemysłowa (k. dworca kolejowego)
8.  Wielińska, ul. Prosta
9.  Wypych, ul. 11 Listopada
10.Władysława Sękowa ps. „Weronika”, ul Pińczowska (sklep papierniczy „Społem”).

Dostawa materiałów do powielania:
1.  Stanisław Kleczewski ps. „Ryś”, sklep prywatny przy ul. 11 Listopada
2.  Edward Rogowski ps. „Ghandi”, sklep papierniczy „Społem” przy ul. Pińczowskiej.

opracowanie: Agnieszka Piasecka

Zdjęcia i dokumenty z archiwum Hieronima Piaseckiego.
Tekst opracowany na podstawie:
- referatu pt. „Z działalności Jędrzejowskiego harcerstwa w latach okupacji” wygłoszonego przez Hieronima Piaseckiego w 1982r. na sesji historycznej „Z dziejów harcerstwa na Kielecczyźnie w latach 1912-1982”,
- artykułu Hieronima Piaseckiego pt. „Referat VI Prasowy Jędrzejowskiego obwodu AK” opublikowanego w Biuletynie Koleżeńskiego Koła Jędrzejowiaków (do użytku wewnętrznego), ok. 1979r.,
- wspomnień Bolesława Dziewięckiego „Z dna piekła”, Novae Res 2015,
- artykułu Edwardy Opoczyńskiej „Ważniejsze niż życie” napisanym po wywiadzie udzielonym przez Hieronima Piaseckiego ps. „Zola”, a opublikowanym w tygodniku „Wiadomości” dnia 14 lipca 1977r.

Czytany 955 razy