Topic-icon Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu - 4 lata 4 miesiąc temu #1 przez Krzysiek
Krzysiek stworzył temat: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
NOWA KSIĄŻKA

Udało nam się zakupić egzemplarz unikalnej książki dra Antoniego Artymiaka
Ofiary zbrodni niemieckich w powiecie jędrzejowskim, w latach 1939 - 1945 --> czytaj


Niepozorna książeczka, setki nazwisk, dat i faktów...
Pan profesor miał dar przewidywania: Wiedział, że pamięć ludzka jest ulotna a kiedyś będzie to bardzo ważne.
Załączniki:

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu - 4 lata 4 miesiąc temu #2 przez Lech
Lech odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Dziękuje za publikacje tej książki ,jest to cenna pozycja która mówi nam o czasach wojny napisana tuż po niej bo w 1947 roku.Znajdują się w niej rzeczy niedopisane do końca bo myślę że profesor Artymiak dwa lata po wojnie pewnych rzeczy nie wiedział ale nie wiedziały tez rodziny o losach ofiar wymienionych przez profesora.Dlatego odważyłem się coś dopowiedzieć.Chodzi tu o ofiarę z gminy Węgleszyn Jana Zakrzewskiego cytuję

ZAKRZEWSKI Jan, (data urodzenia nieznana), kierownik szkoły powszechnej w Oksie, aresztowany dnia 6.08.1940r., zamordowany w obozie koncentracyjnym w Buchenwald 5.08.1941.

wkleję tu tablice z obozu w Buchenwaldzie informująca o więźniu Janie Zakrzewskim

andreovia.pl/Historia/galeria/picture.php?/1220/category/46


A tu znajduje się opis zdarzenia w którym zginął mój dziadek wiem to bo przeżył kolega dziadka który widział moment nalotu i był tego świadkiem.


Za książką Józef Pribula"Tylko raz w życiu"
W piękny słoneczny dzień 24 sierpnia 1944 roku ogłaszały syreny kilkakrotnie alarm przeciwlotniczy. Wysoko w górze w zwartych grupach bojowych szybowały szeregi lśniących bombowców. Przeleciały o wiele szybciej, na jeszcze wyższym pułapie.
- O czym myśli i co czyni teraz marszałek Goering, który zapewniał fuhrera i naród niemiecki, że nad obszarami Rzeszy nie pojawi się nigdy żaden z wrogich lotników - zastanawiałem się nieraz, kiedy na spotkanie nadlatujących bombowców nie wzbił się ani jeden hitlerowski myśliwiec.
Wracałem z prosektorium, kiedy nad apel placem przeleciał samolot. Nie zwróciłem na niego zbytniej uwagi. Mało to samolotów przelatuje dniem czy nocą? Zainteresowały mnie jednak opadające pasemka błyszczącej folii. Spojrzałem w górę. W powietrzu unosiły się ich tysiące.
Kiedy ale zjawił się nad obozem samolot, który nakreślił jasnym dymkiem jedną, a potem jeszcze drugą kreskę i odleciał, by po chwili powrócić z odmiennego kierunku i połączyć te dwie olbrzymie smugi jeszcze dwoma, pomyślałem, że coś się szykuje.
Prostokąt z dymu zawisł nad obozem jak klątwa.
Od północnego zachodu zbliżała się chmara bombowców. Wkrótce potem zauważyłem, jak kilkadziesiąt maszyn oddziela się od formacji, zatacza olbrzymi łuk i zawraca.
Kiedy świdrujący szum i odgłos werbli przeciął powietrze, rzuciłem się na ziemię, na twardy bruk apel placu. Eksplodowały pierwsze bomby. Piekielny huk, któremu towarzyszył błysk, a potem grad kamieni, obłok dymu i kurzu. Bomby spadały gdzieś bardzo blisko. Według mego zdania - koło kamieniołomu, a niektóre tuż za bramą.
- Koło kamieniołomu są koszary SS i wille naszych dowódców - pomyślałem.
Zapanowała cisza. Podniosłem się. Do patologii mam kilka skoków. Główną bramą otwartą na oścież wbiegają pierwsi przerażeni i wystraszeni więźniowie. I o dziwo ! Nikt nie wymaga zwartych pokrytych kolumn, choć koło bramy kręci się kilka oficerów SS, którzy szukają schronienia przed bombami właśnie w obozie. Wpadam w otwarte drzwi patologii.
- Co się dzieje!?
- Otwierać okna, by Ne popękały szyby !
- Uwaga na odłamki !
- Popatrz w górę! Widzisz te małe, ciemne opadające punkty?
To bomby!
- Odejść od okien!
- Kłaść się!
- Otworzyć usta!
Eksplozje oddalają się, przybliżają. Nadlatuje kolejna fala bombowców. Płoną hale Gustloff Werke… Znikły z powierzchni zabudowania oddziału politycznego, komendantury sztabu SS, adiutantury.
- Co z Gustloff? Tam pracuje 5 i pół tysiąca naszych ludzi. Zdążyli?
- A inne komanda?
Na to pytanie w tej chwili nikt nie potrafił odpowiedzieć.
Rozszalało się prawdziwe piekło. Samoloty nadlatują fala za falą. Olbrzymie fontanny strzaskanego na drzazgi drewna, cegły, kamienia wylatują z niezwykłą siłą w górę i opadają w szerokim promieniu wokół olbrzymich lejów powstałych w miejscach trafień.
Jest kilka minut po godzinie dwunastej. Minęło południe, zrobiło się bardzo ciemno. Gęsta, czarne chmara dymu i pyłu zasłoniła słońce.
Z apel placu znoszą rannych, którym starczyło sił na wydostanie się z deszczu bomb, ale nie starczyło na schronienie się w bloku czy na dotarcie do rewiru.
- Na obóz nie powinna spaść ani jedna bomba. Prostokąt z dymu jeszcze ogranicza tereny obozu. Pali się jeden z bloków. Nikt go nie żałuje. Był zagnieżdżony pluskwami.
- 2 -

A może więźniowie sami puścili go z dymem….
Koło krematorium spadło kilka bomb. Brakło tylko parę metrów, a krematorium znikłoby z powierzchni obozu. Róg budynku został uszkodzony.
- W bramę wbiegają nieustannie grupki więźniów. Wykorzystują krótkie przerwy między falami nadlatujących bombowców, zrywają się z ziemi, biegną co sił.
Koło bramy kręci się już pełno esesmanów, a na tereny przy obozowe spadają kolejne setki bomb. Ziemia drży, jakby się miała rozstąpić i pochłonąć wszystko wokół, razem z tysiącami wynędzniałych postaci, których wystraszone oczy patrzą zrezygnowanie, jakby miał nadejść dzień ostateczny.
- Taki chyba będzie koniec świata!
- Jeśli spadnie na obóz kilka bomb, baraki spłoną jak słoma, a my razem z nimi.
- Ale rąbią!
- Precyzyjnie!
- Będzie co robić do końca wojny.
- Myślisz, że zaczniemy od nowa?
- A ty myślisz, że nie będziemy tego odgruzowywać?
- Nie ma dogodniejszego terenu jak ten, który wykarczowaliśmy.
- Pod obóz?
- Pod Gustloff!
- Ale macie, chłopcy, zmartwienia.
Może teraz pofolgują?
- Od dziś zaczną nas nosić na rękach.
- Też mi logika.
Przyszedł Kazek Matela z buzią od ucha do ucha.
- Bandwacha wystawiona!?
- Tak jest, towarzyszu lagerszuc.
- Wiadro z wodą i piachem jest?
- Tak jest!
- Ile spadło bomb?
- Nie liczyłem.
- A śpiewałeś, “Nalot, nalot w to mi graj” - czy jak to było w tej ostatniej piosence - “a pan komendant bloki dostał nagle szoku, i jak wariat lata tu i tam,,, w górze bombowiec trójmotorowiec, dziś nad nami władzę ma…”
- Heca hecą, ale jak skończą, ruszamy!
- Jestem gotów!

Kiedy wychodziliśmy przez główną bramę, nikt się nad nie czepiał, nikt nie kontrolował. Na noszach, drzwiczkach szaf, zwykłych deskach transportowali więźniowie rannych kolegów do obozu. Był to straszliwy widok. Wszystko odbywało się sprawnie, szybko, prawie milcząco.
Nie tylko rannych, ale i tych którzy nie dawali znaku życia, znosiliśmy do rewiru.
Sanitariusze i lekarze mieli pełne ręce roboty…

Zmęczeni, postanowiliśmy z Kazkiem spenetrować teren, który nas interesował. Są miejsca, gdzie nie można było dotrzeć, Palą się zakłady Gustloff, Mi-Bu, budynki gospodarcze, zabudowania i wille SS. Płoną drzewa, pali się cegła i kamienny bruk. Fosforowe zapalne bombki w kształcie 30-centymetrowych sztabek to straszliwa rzecz. Wśród tumanów unoszącego się dymu i kurzu poruszają się setki widm. Spod zgliszcz wyciągają ogorzałe szczątki ludzi.
- 3 -

Czasem trudno rozpoznać, czy to więzień lub esesman.

Znajdujemy kilku takich, którym sztaba fosforowa przebiła czaszkę, plecy i utkwiła w ciele, niszcząc doszczętnie jego część albo wypalając dziurę wielkości menażki. Tych zapalających bomb fosforowych spadło chyba kilka tysięcy.
Suchy trzask płomieni miesza się z setkami eksplozji. To wybucha amunicja w przyległych magazynach SS. Jest niebezpiecznie i dlatego idziemy w kierunku osiedla dowództwa SS. Mijamy z daleka koszary SS. Napotykamy patrole SS, które na nas nie zwracają uwagi. Przystają, gestykulują żywo, sprzeczają się. Olbrzymie po bombowe leje znaczą miejsca, gdzie spadały bomby.
- Skąd wiedzieli, że tu są schrony przeciwlotnicze?
- Muszą wiedzieć, skoro bombardowali.
Jest to cośkolwiek czystsze powietrze. Dym palących się willi esesmanów ciągnie się na północny wschód. Tu miesza się z palącą się benzyn i oliwą z garaży SS. Nieco dalej widać w płomieniach hale produkcyjne Gustloff Werke i zakładów Mi-Bau.
Mijamy grupę oficerów SS, stojących nad wylotem otworu wentylacyjnego jednego z wielu schronów przeciwlotniczych.
Oficerowie o czymś żywo rozmawiają, odmierzają krokami przestrzeń, zawracają, znowu mierzą.
Przechodząc, zrywamy czapki.
- Halt! Czego tu szukacie?
- Zabitych i rannych.
- Tu w tych stronach? Tu jest więźniom wstęp wzbroniony.
Z kamieniołomu blisko. Mogli się zapędzić. Czy możemy odejść?
Po krótkiej naradzie odbytej półgłosem rozkazali pozostać,
- Nie mów głupio! W wejście trafiła “luftmina”!
- Który z was zejdzie otworem wentylacyjnym do schronu?
- Otworem wentylacyjnym?
Spojrzałem na Kazka. Mrugnął do mnie.
- Ja wejdę, jestem szczuplejszy w biodrach… i górnikiem z zawodu…
Ugryzłem się w język. Było za późno! Już się zdradziłem!
- Was, Bergmann? A co ta biała bluza z przepaską na rękawie “Laufer Pathologie”?
- Jestem kwalifikowanym sanitariuszem.
- Coś w rodzaju ratownika?
- Tak jest!
- Więc schodź! A tak… co ci potrzebne?
- Piłka do żelaza, dwie liny i latarka elektryczna.
- Po co ci piłka do żelaza?
Kiedy wytłumaczyłem, co trzeba zrobić, by wejść w otwór, wydał polecenie jednemu z grupy, który się oddalił i przyniósł po chwili, co było trzeba. Wkrótce potem, po odcięciu masywnego daszku z blachy, opuszczono mnie w dół, w głąb schronu.
Nieznośny zapach i gorąco. Widok w nikłym świetle latarki makabryczny. Porozrywane na strzępy ciała dzieci, kobiet i mężczyzn były poprzyklejane do ścian i przewodów porozrywanych kabli i zwojów drutów. Prawie nagie ciała o olbrzymich brzuchach i piersiach nadętych na skutek potężnej siły podmuchu w czasie eksplozji powietrznej miny. Nie ma co, żelbetonowy schron był mocny, elegancko urządzony i zaopatrzony we wszystko. Były zapasy jedzenie : mnóstwo konserw, puszek, konfitur, soków. Wszystko zmieszane, stłuczone, zgniecione.
- 4 -

Wejście do schronu było zawalone. Znalazłem kilka zniekształconych, nie nadających się do użycia świec.
Gorący trupi zapach stał się nieznośny. Bliski omdlenia dałem sygnał. Po wyciągnięciu mnie zdałem relację o sytuacji w schronie. Wtedy zapytano, czy jestem gotów ponownie zejść do schronu.
Zgodziłem się, zabierając z sobą kilka świec i zapałki. Długi gumowy wąż posłużył mi za przewód powietrzny.
Płomień świecy, którym próbowałem w kilku miejscach nieszczelność zawalonego wejścia, ani drgnął. Otworem nie przechodziło żadne powietrze. Zawał był kilkunastometrowy i szczelny! Bomba to bomba.
Podciągałem zwłoki dzieci i kobiet po otwór, wiązałem pod pachami i w ten sposób wyciągano ofiary na powierzchnie. Tych którzy w otwór nie weszli, zostawiałem w schronie. Znalezione dokumenty, kabury z pistoletami i inne drobiazgi przesłałem kilkakrotnie osobnym wyciągiem.
Goniłem już resztkami sił, kiedy nareszcie skończyłem tę paskudną robotę.
Było już zupełnie ciemne, kiedy po wyjściu położyłem się ze zmęczenia na murawie.
Wysoko na prawym udzie miałem przymocowany za pomocą sznurka i obcisłych damskich wełnianych majtek pistolet z magazynkiem pełnym naboi należący do jednego z tych, którego zostawiłem pod otworem wentylacyjnym.
Wokół ciągle jeszcze się paliło.
Zwłoki i strzępy wydobytych ciał, przykryte resztkami ubiorów i szmat ułożono w równym szeregu. Po esesmańsku. Opodal nad zwłokami rozpoznanej żony i dzieci stał Schobert, pierwszy po Bogu, schutzhaftlagerfuhrer Max Schobert, morderca tysięcy bezbronnych więźniów i jeńców. Stał niepodobny do siebie, przerażony, załamany, obdarty ze swego nadczłowieczeństwa, bezradny jak zbity pies.
- Mein Gott, mein Gott - szczękał zębami, nie mogąc powstrzymać łez.
W rękach trzymał bezradnie swoją esesmańską czapkę, na której widniała trupia czaszka.
Poprosiliśmy o oddalenie się.
Po odnotowaniu naszych numerów i szczeknięciu “ hau ab “ znikliśmy czym prędzej.

Płomienie licznych pożarów oświetlały nam drogę do obozu, do którego wciąż jeszcze wnoszono rannych i zabitych. Bilans dnia, w którym kilkaset alianckich bombowców dokonało 40-minutowego nalotu na przyobozowe fabryki i koszary SS, był “zadowalający”, jak to niektórzy określili. W czasie bombardowania zginęło 315 więźniów, przeszło 1500 odniosło ciężkie rany, a kilkaset zaginęło. Nikt nie zdołał uciec.
Straty esesmanów były niewspółmiernie niższe. Zaginęło zaledwie 80, przeszło dwustu odniosło rany, 60 zaginęło.
W czasie nalotu zginęła w obozie odosobnienia ( “Fichtenhain”) który mieścił się między koszarami SS a zakładami Gustloff - prócz czterech innych uprzywilejowanych więźniów - księżniczka Mafalda, córka króla włoskiego, Wiktora Emanuela III. W prosektorium nie różniła się niczym od innych kobiet, które poszły na wolność kominem buchenwaldzkiego krematorium.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu #3 przez Lech
Lech odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Następną osobą z książki której losy nie są do końca dopisane jest Kazimierz Majchrzak

Tragiczny los znanego kupca jędrzejowskiego, MAJCHRZAKA Kazimierza, ur. w Prząsławiu 21.11.1889r., zasługuje na wzmiankę. Został on aresztowany dnia 11.11.1942r. za syna absolwenta tajnego liceum jędrzejowskiego, który ścigany za pracę konspiracyjną przez gestapo, zdołał ujść przed aresztowaniem. Za syna aresztowano i wywieziono do więzienia kieleckiego ojca, który też pracował w organizacji wojskowej i umieszczony był na liście podejrzanych przez gestapo. Stąd wysłany do Oświęcimia, przybył tam z transportem 20.12.1942r. Po strasznych torturach obozowych, przewieziony we wrześniu 1943r. do obozu koncentracyjnego w Hamburgu, Neuengamme. Przebywał tam do chwili zbliżenia się frontu i zginął tam najprawdopodobniej zatopiony w morzu wraz z innymi więźniami politycznymi.


można przeczytać o jego śmierci pod tym linkiem

pl.wikipedia.org/wiki/SS_Cap_Arcona

Był jednym z więźniów statku "Cap Arcona" i tam zginął.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu - 4 lata 4 miesiąc temu #4 przez Stanisław
Stanisław odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Do informacji podanej w pierwszorzędnej książce dr Artymiaka podam dodatkowe, które udało mi się zdobyć, a dotyczą one innych ofiar II wojny światowej na „moim” terenie.

Jan SĘDEK z Miąsowej ur. 10.02.1898r. mieszkający w czasie okupacji w Będzinie, został aresztowany i zesłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie w dniu 06.09.1942r. został zamordowany.

Jan GRABALSKI s. Walentego i Agnieszki z d. Kaczmarczyk, został w wieku 70 lat zabrany przez Niemców w 1941r. na tzw. podwodę. Wraz z koniem i wozem konnym Niemcy zabrali go na wschód w rejon walk z Armią Czerwoną i tam gdzieś zginął.

Jan GNIAZDO z Mnichowa ur. 14.03.1914r. został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie został zamordowany w dniu 20 grudnia 1943r.

Andrzej DZIOPA ur. 19.10.1895r. pochodzący z Mnichowa, został zabrany z Brusa i wywieziony do Oświęcimia, tam zamordowany w dniu 11.03.1943r, nr obozowy 14409.

Mieszkaniec Brzezna – Franciszek GRUSZKA ur.15.10.1899r. został aresztowany w Brzeźnie we wrześniu 1943r. a w październiku osadzony w obozie koncentracyjnym w Auschwitz ( Oświęcim), nr obozowy to 154268. Następnie został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie w kraju związkowym Turyngia. Później przeniesiono go do obozu w Doora niedaleko od Buchenwaldu, gdzie doczekał wyzwolenia w kwietniu 1943 roku przez amerykańską 3 Armię.

Wraz z Gruszką aresztowany został inny mieszkaniec Brzezna – NASIDŁOWSKI ur. 15.05.1903r. Osadzony w Oświęcimiu, gdzie został zamordowany, jego nr obozowy to 162536.

W obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu przebywał także inny mieszkaniec Brzezna – Mikołaj PAKUŁA ur. 15.12.1896r. który poniósł tam śmierć dnia 29.03.1943r. Przed aresztowaniem mieszkał w Czeladzi.

Jan KAMIŃSKI z Brzegów, ur. 26.10.1907r. został uwięziony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, a następnie przewieziony do Mathausen w Austrii, i tam 26 października 1942 roku został zamordowany, nr obozowy to 37683.

Z Bizorendy w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu przebywał CHATYS Wincenty ur. 06.02.1906r. Poniósł tam śmierć w dniu 04.03.1943r. Chatys przed aresztowaniem mieszkał w Częstochowie.

W grupie 24 Polaków rozstrzelanych 31 stycznia 1944r. w Miąsowej przy nasypie kolejowym, znalazł się również Jan ZIĘTAL ur. 7.10.1918r. syn Michała z Brzezna.
Ziętala dlatego aresztowano, ponieważ nosił to samo nazwisko co zastrzelony dnia 1 kwietnia 1944r w Brzegach pierwszy dowódca placówki BCH (Bataliony Chłopskie) - Jan Ziętal. Jego żona Helena z Michalskich z Brzegów, została wywieziona do obozu koncentracyjnego. Dowództwo po zabitym Ziętalu objął jego szwagier - Władysław MICHALSKI przedwojenny podoficer Wojska Polskiego. Jan Ziętal ur.1914r. s. Piotra - dowódca placówki BCH z Brzegów został zadenuncjowany Niemcom przez mieszkającego w Brzegach wysiedleńca z Wielkopolski, będącego na usługach gestapo. Zdrajca zajmował się w Brzegach skupem i przyjmowaniem mleka. Po zabójstwie Ziętala został przez Niemców przeniesiony do Sędziszowa i zatrudniony na kolei jako peronowy. Podobno w biały dzień 4 czerwca 1944r. został zastrzelony na dworcu przez dwóch uzbrojonych partyzantów. Zdrajca prawdopodobnie nazywał się Adalbert Hertmanowski, Gdy Niemcy otoczyli dom Ziętala, aby go aresztować, wybiegł on z domu i próbował uciec, Niemcy zaczęli strzelać i został zabity, gdy przeskakiwał przez płot.

Noszący także nazwisko - ZIĘTAL inny mieszkaniec Brzegów, został przez Niemców zwabiony w następujący sposób. Aresztowano podczas łapanki jego ojca Szymona, i Niemcy ogłosili że jak się syn zgłosi, to zwolnią ojca. Syn Szymona - Jan mający 23 lata, zgłosił się do Niemców, został aresztowany, a następnie po bestialskim przesłuchaniu - kijami zatłuczony na śmierć przy jędrzejowskim cmentarzu. Było to we wrześniu 1944 r

Podczas okupacji Niemcy zastrzelili także 23 letniego MROZIŃSKIEGO Władysława s. Stanisława z Brzegów, 19 letniego CIELIBAŁĘ Józefa s. Wojciecha z Brzezna, 18 letniego Stanisława ŁACHWĘ s. Wincentego z Brzezna, 24 letniego Jana GRUSZKĘ s. Stanisława z Brzezna.
W 1943 roku przebywający u sołtysa w Brzeźnie żandarmi zauważyli wieczorem, że w jednej z wiejskich stodół migoce światełko. Gdy znienacka do niej wtargnęli znaleźli w niej drzewo skradzione z wagonów i kilku młodych chłopaków, którzy usiłowali je skryć pod słomę. Zostali oni natychmiast zabrani i przewiezieni do Jędrzejowie. W śledztwie ujawnili jeszcze kilku innych chłopców z Brzezna. Gdy Niemcy zawitali do Brzezna i po nich, już ich w domach nie było. Żandarmeria zabrała więc ojców; Stanisława PAKUŁĘ zwanego we wsi „Rybokiem”, Józefa Molendę i Wojciecha CIELIBAŁĘ. Zapowiedzieli ludziom, że aresztowani zostaną zwolnieni jak się synowie zgłoszą do Niemców.
Jan MOLENDA i Józef CIELIBAŁA się zgłosili. Ich ojcowie odzyskali wolność a synów już więcej nikt nie zobaczył. Zostali zamordowani przez Niemców w niewiadomym miejscu. Nie zgłosił się PAKUŁA. Starego Pakułę Niemcy skatowali i wypuścili z aresztu. Młody Władysław ukrywał się, a po jakimś czasie sam zgłosił się na dobrowolny wyjazd na roboty do Niemiec. Wojnę przeżył.
W 1943 roku przy cmentarzu w Brzegach Niemcy zastrzelili niejakiego ROJKA (prawdopodobnie z Podchojen). Polecili mu uciekać i wtedy do niego strzelali. Kule do dosięgły gdy usiłował przeskoczyć przez cmentarny mur. Jego ciało zakopali Sobieraj i Kwieciński, później zostało ono zabrane przez rodzinę Rojka.

W październiku 1944 roku Stefan Michalski z Brzegów pasący krowy niedaleko cmentarza spostrzegł, że zatrzymał się tam samochód osobowy z umundurowanymi Niemcami. Wśród nich rozpoznał gestapowca Kappa z Jędrzejowa przezwanego przez ludność „Kapuśniakiem” (przezwisko nadane było przez społeczeństwo od prawdziwego nazwiska gestapowca, które brzmiało: Konstanty Kapuścik). Między Niemcami siedział cywil, któremu Niemcy rozkazali wysiąść. Ten jednak nie chciał dobrowolnie wyjść z samochodu. Został siłą wyciągnięty i już poza samochodem Kapp trzykrotnie strzelił mu w głowę. Zabitego Polaka Stefan Michalski nie znał.

Inny świadek, Słoma Jan z Brzegów przesłuchiwany w 1970 roku przez sędziego Łatę z Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich zeznał, że widział jak w 1944 roku przy cmentarzu SS mani zastrzelili 2 nieznanych mu mężczyzn.

Starszy sierżant Milicji Obywatelskiej Tadeusz Nelle z posterunku w Sobkowie w sporządzonej w dniu 31 sierpnia 1967 roku notatce służbowej, zawarł informację, że w 1943 lub 1944 roku żandarmi jędrzejowscy przywieźli 8 Polaków i zastrzelili ich na polu między Miąsową a Brzegami, zwanym „szczotkami”. Rok później MO z Sobkowa ustaliła, że było to we wrześniu 1943 roku. Strzelającym do przywiezionych miał być gestapowiec Kapp. Świadkami zdarzenia byli Konstanty Kamiński, Konstanty Sutowicz, Ignacy Skrzypiec – mieszkańcy Brzegów.

Także przesłuchiwany w 1970 roku Szymon Molęda z Brzegów zeznał, że widział jak w 1943 lub 1944 roku Niemcy wyprowadzili jakiegoś Polaka z pociągu (w Sokołowie ?) i zastrzelili go przy cmentarzu w Brzegach. Zeznał także, że na polecenie sołtysa brzegowskiego, Władysława Słomy, zakopywał owych zabitych na „szczotkach” 8 Polaków.

W dniu 3 września 1939 roku zrzucona bomba w pobliżu nastawni kolejowej w Miąsowej zabiła 7 letnią Zofię JUSZCZYK pasącą w pobliżu krowy. Jej brat – Jan został ranny odłamkiem. Były to pierwsze dni wojny, chaos i wszechobecny strach. Rodzice zabitej Zosi nie mieli wtedy ani głowy ani możliwości wyprawienia jej należytego pogrzebu. Włożyli więc ją do drewnianego korytka, przybili z wierzchu deski i zakopali na własnym podwórku. Dopiero później zdobyli trumienkę i pochowali dziewczynkę na cmentarzu mnichowskim. Z tej samej rodziny Juszczyków w dniu 27 października 1943r. ok godziny 12 w południe granatowi policjanci z posterunku w Brzegach zastrzelili 22 letniego Władysława (brata małej Zosi i Janka). Zabójcą miał być polski policjant Saganowski, ten sam który 19 kwietnia koło Wodzisławia przyczynił się do śmierci dzielnego partyzanta AK – Józefa MAJA „Balleta”. Saganowski został wkrótce zlikwidowany przez partyzantów.
Podczas niespodziewanego najścia policjantów do gospodarstwa Juszczyków i próby aresztowania Władysława poszukiwanego przez okupanta za ucieczkę z przymusowych robót w Niemczech, ten niespodziewanie wyskoczył z domu przez okno i zaczął uciekać. Granatowi pobiegli za nim i zastrzelili go za rodzinną stodołą tuż przy kopcu z ziemniakami.
Ojciec Jana, Zofii i Władysława podczas okupacji aby podreperować domowy budżet, pewnego dnia wyruszył w podróż z wiejskimi wiktuałami, aby je sprzedać gdzieś w Krakowie lub na Śląsku. Do domu już nigdy nie wrócił, a rodzina nigdy się nie dowiedziała co się z nim stało. Było to prawdopodobnie w sierpniu 1943 roku.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu - 4 lata 4 miesiąc temu #5 przez Marek
Marek odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Stasiu czapka z głowy do ziemi i szacunek .To jest właśnie znajomość historii i umiejętność jej przekazania,( bez konsultacji z wujkiem google). :P. Zapewne publikacja dr Artymiaka nie jest zbyt dokładna więc jeśli ktoś posiada informacje na temat innych zbrodni hitlerowskich to może je opublikować na stronie, dobrze byłoby też zamieścić zdjęcia osób zamordowanych przez okupanta podczas wojny jeśli ktoś z rodziny takowe posiada.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu - 4 lata 4 miesiąc temu #6 przez Krzysiek
Krzysiek odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Stasiu, co by nie pisać powiem krótko - masz u nas flaszkę! :)

Tylko jeszcze dodam: Gdzieżeś był do tej pory? :)
Dziękujemy

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 4 miesiąc temu #7 przez Marek
Marek odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
To ja drugą flaszkę mam dla was i kurczę pieczone :). Dzięki Stasiu jeszcze raz , że wreszcie dałeś się na mówić na podzielenie się swoimi wiadomościami na forum .

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 3 miesiąc temu - 4 lata 3 miesiąc temu #8 przez Stanisław
Stanisław odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Do tematu II wojny światowej pewnie jeszcze nie raz będziemy wracać. W każdej prawie miejscowości miały miejsce zdarzenia, o których wiedzę należałoby „ocalić”. pewnie o wielu już się nie dowiemy jako że i świadkowie tamtych strasznych dni wymierają.
Dodam poniżej jeszcze niektóre informacje wojenne z „mojego” terenu.

W Chojnach (mała leśna wioseczka za Żernikami) od lata 1944 roku istniał obóz pracy dla robotników budujących na linii Nidy umocnienia wojskowe. Obóz mieścił się w zabudowaniach Stefanii Kozłowskiej żony młynarza. Jej mąż przebywał w oflagu. Obszerne podwórko (ok. pół morgi) Niemcy ogrodzili drutem kolczastym. Przebywało tam około 60 osób z okolicznych wsi. Spali w stodole i w młynie. Po 3 dniach Niemcy zwalniali ich do domów, a przywożono następną partię. Pracowali mężczyźni i kobiety. Opieszałych w pracy Niemcy bili, ale przypadków zabójstw nie było. Pracownicy byli pilnowani przez uzbrojonych wartowników, noszących żółtawe mundury. Ponoć zdarzały się ucieczki, ale nie było za nie represji wobec pozostałych.
Istniał także obóz pracy przymusowej (ok 200 osób) w Mokrsku Górnym, zlokalizowany w zabudowaniach Adama i Jana Szczerbów. Osadzeni tam Polacy budowali umocnienia i kopali okopy, a spali w dwóch stodołach. Obóz nie był ogrodzony a tylko pilnowany przez uzbrojonych wartowników. Wartownicy zakwaterowani byli na plebani oraz u Stanisława Bawoła Antoniego Duchniaka i Juliana Panka. Komenda obozu mieściła się w majątku Szymanowskich. Oprócz gorącej zupy z kuchni polowej mieszczącej się u Józefa Sęka, robotnikom Niemcy raz dziennie wydawali wódkę i papierosy. Ale jak to u Polaków bywa, jeden z nich Antas Marian gdy wziął już raz swoją „dolę”, papierosy schował, a wódę wypił - na bezczelnego podszedł po raz drugi. Niemiec przyjrzał się uważnie gębie Antasa i bez słowa strzelił otwartą ręką w pysk. Później była w ruchu jeszcze kolba i podkute wojskowe buty. Antas pozbierał się co prędzej i z pokrwawioną gębą czmychnął sprzed oczu Niemca. Jakiś „usłużny' doniósł Niemcom, że Woźniczko z Chomentowa namawia ludzi, aby nie dawali się zapędzić do budowy umocnień, tylko uciekali w lasy. Żandarmi pojechali do Chomentowa, złapali niczego nie spodziewającego się Woźniczkę i przywiązali za ręce do wozu konnego. Żandarmi jechali a Woźniczko biegł przy wozie. W Mokrsku został bardzo mocno pobity i ponoć wywieziony do Jędrzejowa. Ucieczki z obozu „mokrskiego” się zdarzały, ale Niemcy podobnie jak w Brzeźnie czy Chojnach nie stosowali represji. Widmo nadciągającej od wschodu klęski wojennej osłabiło ich butę i okrucieństwo. Tuż przed nadejściem frontu radzieckiego większość robotników zbiegła. Pozostałych Niemcy uformowali w kolumnę i zaprowadzili na stację kolejową do Jędrzejowa. Tam pociągiem wywieźli w głąb Niemiec w okolice Monachium. Tam doczekali się wyzwolenia od armii amerykańskiej i szczęśliwie wrócili do domu.
W dniu 27 czerwca 1944 r na polach między Miąsową a Mnichowem wylądował niemiecki samolot zwiadowczy Storch, z którego wysiadła grupa niemieckich mierników. Następnie pod obstawą żołnierzy dokonywali pomiarów w celu wytyczenia lotniska polowego. Lotnisko takie niebawem tam powstało. Nawieziony był kamień, utwardzony, położone były jakieś płyty i tam lądowały i startowały niemieckie samoloty. Były to raczej niezbyt duże maszyny, może zwiadowcze, raczej nie bombowce i myśliwce. Żołnierze niemieccy z obsługi lotniska zakwaterowani byli po domach wiejskich. W pamięci ludzi zachowały się o nich raczej dobre wspomnienia, byli życzliwi, wspomagali biedniejszych przynoszoną zupą wojskową z mięsem i cukierkami dla dzieci. Interesowali się pracą wiejską, bo jak wynikało z ich rozmów byli to synowie bauerów, czyli gospodarzy niemieckich. Jednym z żołnierzy niemieckich był niejaki Ślązak nazwiskiem Wala, który nie lubił Polaków i dość często wyraźnie dawał to odczuć. Ludzie musieli się go dość dobrze pilnować, bo znał dobrze język polski i lubił wyciągać od swoich rozmówców różne informacje. Dziwnym trafem po wojnie siostra mojego ojca -Stefania Grabalska spotkała tego Walę w Świdnicy koło Wrocławia. Poznała go bez żadnych wątpliwości i gdy doszła do niego i zagadnęła, przypominając jego pobyt we wsi jako żołnierza niemieckiego, spłoszył się, nie przyznał do niczego, udał że jej nie poznaje i pośpiesznie odszedł.
Od sierpnia 1944 roku aż do stycznia 1945 roku mieszkańcy wsi Brzegi, Chojny, Brzezna, Żernik i Bizorendy przymusowo pracowali pod obstawą Niemców przy budowie fortyfikacji oraz lotniska wojskowego na terenie wsi Miąsowa, Mnichów i Ossowa.
W dniu 28 października 1944 roku w Brzegach miała miejsce duża ludzka tragedia. Do pracy przy wojskowych umocnieniach Niemcy przywieźli chłopów z Chorzewy, Laskowa, Wolicy k/Tokarni. Byli też ludzie z Brzegów i Żernik. Okopy kopali nie tylko mężczyźni, ale także kobiety i dzieci powyżej 14 lat. Szacuje się, że było ich około 2 – 3 tysiące. Niemcy dawali im skromne wyżywienie. Co dwa tygodnie następowała wymiana robotników, dotychczasowych zwalniano i przywożono nowych. Robotnicy ci spali w stodołach, między innymi w stodole Konstantego Kamińskiego s. Józefa w Brzegach. Wartę przy stodole trzymała policja ukraińska będąca na usługach Niemców. Z uwagi na zimne noce do stodoły wstawiony został piecyk grzewczy ustawiony na klepisku. Przed 5 rano od piecyka zapaliła się leżąca w pobliżu słoma, i od razu stodoła Kamińskiego stanęła w ogniu. Nie wszyscy zdążyli się wybudzić z twardego snu. Spłonęło 24 osób, a dalszych 13 zmarło w drodze do szpitala i w samym szpitalu w Jędrzejowie. Razem śmierć poniosło 30 chłopów. Po pożarze mieszkańcy Brzegów widzieli na podwórzu u Kamińskiego 24 trumny ze zwłokami.
Jednym z dwóch ocalałych z pożaru, był Wojtyś z Wolicy.
Robotnikiem był też 31 letni Słoma Jan z Brzegów. Wspominał, że w dniu 7 stycznia 1945 roku przyjechali do Brzegów gestapowcy, wśród pracujących oddzielili kobiety i dzieci, a chłopom kazano udać się do Brzezna. Polacy przeczuwali, że będą tam zabici. Na miejscu w Brzeźnie czekały na nich wykopane doły, ale egzekucji przeszkodził niespodziewany ostrzał czołgów sowieckich zza Nidy. Wszyscy się rozpierzchli, a Niemcy po ochłonięciu zaczęli ostrzeliwać uciekających robotników, ale na szczęście niecelnie.
W Brzegach w ostatnich miesiącach 1944 roku przebywała także grupa Cyganów szacowana na ok.40 – 50 osób. Swoim odwiecznym zwyczajem po wsi kradli. Dodatkowo ukraińscy strażnicy łazili do Cyganek. Wieś skarżyła się na to u dowództwa niemieckiego. W rezultacie Cyganów ze wsi wywieziono w niewiadomym kierunku. Być może to oni zostali zastrzeleni w lesie motkowickim, o czym pisze dr Artymiak.
U Józefa Słomy w Brzegach Niemcy przetrzymywali dwóch jeńców radzieckich lotników. Zatrudniani byli pod nieustanną strażą do prac pomocniczych przy kuchni. W nocy także pod strażą spali w spichlerzu. 8 lub 9 stycznia 1945 roku Niemcy wzięli konie i furmankę od prof. Rykowskiej (mieszkającej w wojnę w Brzegach), i wywieźli dwóch lotników w nieznanym kierunku. Po godzinie żandarmi konie i furmankę oddali. Rykowskiej powiedzieli, że jeńców zlikwidowano. Miejsce ich śmierci i pochówku pozostało nieznane

Chyba w 1943 roku latem we wsi Ossowa pochwycony został przez niemieckiego żandarma ukrywający się tam Żyd. Niemiec miał karabin i psa wilczura. Związanego więźnia prowadził ścieżką obok toru kolejowego do stacji kolejowej w Miąsowej, aby go dowieźć pociągiem do Jędrzejowa. Po drodze bił zatrzymanego i nieustannie szczuł psem. Tresowany do takich celów pies gryzł i szarpał zębami ciało coraz bardziej słabnącego Żyda, aż wreszcie zagryzł go przed dojściem do stacji. Niemiec dobił starzałem konającego nieszczęśnika i odjechał z psem do Jędrzejowa. Miasowscy chłopi ciało wywieźli za wieś „na gromadzkie” i tam zakopali.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 3 miesiąc temu #9 przez Krzysiek
Krzysiek odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Sądzę, że wiedza, jaką prezentuje tu Stanisław jest zbyt cenna, żeby pozostawić ją tylko na forum. Może dopisać to do opublikowanej książki p. Artymiaka, jako uzupełnienie / rozszerzenie, czy jak tam to nazwać? Czytelnik szukający jakichś informacji miałby wówczas wszystko razem.
Co myślicie?

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 3 miesiąc temu #10 przez Marek
Marek odpowiedział w temacie: Ofiary zbrodni niemieckich 1939-45
Popieram sugestie Krzyśka .Informacja które publikuje Stasiu powinny być dołączone do książki Artymiaka. Mam nadzieję ,że nie tylko Stasiu przyczyni się do do uaktualnienia tej publikacji. Zachęcam innych forumowiczów do jeszcze ... aktywniejszej współpracy z portalem Andreovia.pl która zaowocuje publikacją na stronie ciekawych materiałów .

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.