Stare trakty, gościńce i karczmy

Zanim w Krakowie ukształtował się ośrodek administracyjny państwa polskiego, rozchodziła się z owego miasta sieć dróg traktowych do warowni, grodów i osad, posiadłości książęcych i biskupich. Prowadziły misjonarzy, rycerzy, kupców oraz handlarzy pędzących tabuny trzody, owiec i bydła rzeźnego, nie poprzez płaskowzgórza Małopolski porośnięte odwiecznym borem, lecz przez osiedla ludzkie, dolinami rzek, rzeczułek i strumieni. Z tych lokalnych traktów powstały większe, zwane gościńcami, z przydrożnymi karczmami dla strudzonych gości, gdzie znajdowali dla siebie wytchnienie i nocleg, strawę oraz obrok dla koni. Tak oto z biegiem czasu ukształtował się gościniec zwany Traktem Królewskim, prowadzący z Krakowa na północ, wgłąb ówczesnej Polski przez Przesławice, Komorów (Miechów), Uniejów, Żar nowiec, Nową Wieś (Słupię), Ślęcin (Nagłowice), Tworzów (Oksa), Małogoszcz, Łopuszno, Radoszyce, Końskie, Opoczno w kierunku Łęczycy, w późniejszym czasie przez Tarczyn i Sękocin do Warszawy.

Wypadek w podróży – Alfred Wierusz-Kowalski

Z głównego gościńca zjeżdżano na mniejsze trakty – z Komorowa do Miechowa, ze Ślęcina (Nagłowice) do Jędrzejowa, z Małogoszczy do Chęcin i Kielc. Traktem Królewskim, w roku 1218 podążał pieszo z Krakowa przez Ślęcin (Nagłowice) do klasztoru cystersów w Jędrzejowie błogosławiony dziś biskup Wincenty Kadłubek. Kiedy wieść o pielgrzymującym dotarła do opata Teodoryka, ten, wraz z innymi zakonnikami, wyruszył na jego powitanie. Do spotkania dojść miało w Sudole, gdzie w roku 1918, w 700 letnią rocznicę Jego przybycia do Jędrzejowa usypany został kilkumetrowej wysokości kopiec, zwany Powitalnym. Pod skrzydłami klasztoru osada Brzeźnica nabrała znaczenia, zaczęto ją zwać Jędrzejowem, a w 1271 otrzymała prawa miejskie. Z tego cysterskiego miasta z biegiem lat ukształtował się od rynku krótszy trakt do Krakowa przez Skroniów i Warzyn w kierunku Sieńska. Następnie do Małogoszczy oraz dwa trakty w kierunku Chęcin – ważnego ośrodka administracji królewskiej w ówczesnym województwie Sandomierskim. Prowadziły dalej, do Kielc - miasta słynącego z eksploatacji rud ołowiu, miedzi oraz żelaza i gdzie zwykle przesiadywali biskupi krakowscy. Trakty te, miały swój początek tuż obok kościoła Świętej Trójcy, odchodziły od głównej wówczas drogi prowadzącej z klasztoru do miasta i prowadziły podróżnych przez brody na rzece Nida.

Stan dróg w średniowiecznej Polsce był fatalny. Zimą i suchym latem przejezdne, ale wiosną i jesienią owe drogi można było przebyć jedynie konno albo pieszo. Z braku mostów przeprawiano się przez rzeki brodami lub za pomocą promów. Dopiero pod koniec XVI wieku polecono administracji królewskiej zlustrować i spisać, a także wymierzyć drogi na szerokość 10 łokci (5, 86m) oraz powierzyć ich utrzymanie dziedzicom, przez których posiadłości przechodzą, w zamian za myto i opłaty mosto we, którymi już wcześniej „łupili” podróżnych, nie dbając zbytnio o stan dróg. Obowiązek budowy mostów i grobli obciążał właściciela przyległych gruntów. Z tego tytułu byli oni uprawnieni do pobierania opłat od przejeżdżających. Dochody musiały być spore, jako że żądali niekiedy pięciu myt naraz; grobelnego, spaśnego, targowego, wozowego i pomiernego. Przed wiekami, terminem grobla oznaczano również nasyp ziemny pod drogę, wykonany na terenach grząskich i bagnistych. A takich „grobli" było znacznie więcej niż mostów.

Transport marmurowej kolumny do Wisły
– fragment sztychu W. Hondiusa

Już w konstytucji z 1447 roku Nida jest wymieniona, jako rzeka spławna. W roku 1598 król Zygmunt III Waza wydał dodatkowo mandat w sprawie wolnej żeglugi na Nidzie, w celu zapewnienia sobie bezkonfliktowego spławu drewna z królewskich lasów starostwa chęcińskiego. Realizowanie tego przedsięwzięcia wymagało likwidacji mostów, grobli i młynów. Są też tacy bajarze, którzy twierdzą, że dzięki temu jego syn Władysław IV Waza w roku 1643 mógł spławić Nidą blok marmuru chęcińskiego, na ufundowaną ojcu kolumnę w Warszawie, zwaną dziś Zygmuntowską. Jest to rzecz jasna wierutna bzdura, bowiem kolumnę transportowano do Wisły - Nida jest zbyt płytka. Marmurowy walec długości dziewięciu metrów, załadowano na specjalnie skonstruowaną, mocną platformę o szerokich pełnych kołach i przewieziono nad brzeg Wisły, odległy od kamieniołomu o prawie 100 kilometrów. Oczywistym, zatem było, że po takich rozporządzeniach królewskich, podróżni zmuszeni byli korzystać z brodów. Wtedy to, zyskały na znaczeniu owe dwa trakty z Jędrzejowa do Chęcin przez brody, na rzece Biała Nida w Żernikach i na Nidzie pod Sobkowem.

Zachowała się w Jędrzejowie ulica, poczynając od przydrożnej kapliczki Świętego Ducha, zwana od wieków Bizorędzką, nie wiedzieć czemu przemianowana niedawno na ulicę Piastowską? Był to początek traktu z Jędrzejowa, przez Rudki i Mzurową w stronę Bizorędy, a stamtąd do brodu przez Białą Nidę w Żernikach lub w późniejszym czasie do mostu w Chojnach.

TRAKTY:     z Krakowa do Jędrzejowa    do Małogoszczy    trakt „Bizorędzki” do Chęcin    do Chęcin i Sobkowa przez bród pod „zamkiem”  
                     szlak „solny”  
      (mapa - rosyjska „trzywiorstówka” z 1839r.)

 Do dziś zachowały się w pobliżu owego brodu krzyże pojednania (pokutne), które są reliktami średniowiecznego wymiaru sprawiedliwości. Ustawiane przy rozstajach dróg, w pobliżu dawnych traktów, były znakiem pokuty i symbolem zadośćuczynienia za popełnione zbrodnie i nie oznaczały automatycznego darowania winy. Własnoręcznie wykuwając w kamieniu krzyż, złoczyńca często umieszczał na nim oznaczenie narzędzia, którym popełnił zbrodnię- na jednym z tych w Żernikach dało się przed laty zauważyć miecz. Winowajca mógł uniknąć skazania, – jeżeli zgodę na to wyraziła rodzina ofiary, z którą zawierał stosowną umowę – musiał jednak spełnić cały szereg warunków: opłacić pogrzeb zabitego, zapłacić rodzinie tzw. „kwotę pokutną”, zamówić msze święte w intencji ofiary, łożyć na utrzymanie jej dzieci, odbyć pokutną pielgrzymkę do sanktuarium i złożyć w kościele określoną ilość wosku. Złoczyńcy doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego czynu, wiedzieli, za co muszą odpokutować i robili to całkowicie dobrowolnie.

Krzyże pokutne w Żernikach

Tym traktem, zwanym być może „Bizorędzkim” podążał Nuncjusz Papieski Claudio Rangoni w 1605 roku z Krakowa, do króla Zygmunta III przebywającego wówczas na zamku w Chęcinach i do krakowskiego kardynała Bernarda Maciejowskiego bawiącego w Kielcach, zahaczając przy tym i o klasztor w Jędrzejowie, srodze skarżąc się biskupowi na niewygody w podróży. Wizyta u króla i kardynała miała zapewne związek z tak zwanymi dymitriadami, czyli polsko-papieskimi próbami obsadzenia tronu Moskwy przez uzurpatorów i przywracania Rosji katolicyzmowi. Jak twierdzą niektórzy dzisiejsi historycy było to dla Rosji wydarzenie historycznie traumatyczne, które położyło się cieniem na całych późniejszych stosunkach polsko-rosyjskich.

Jest mało prawdopodobne by już w połowie XVI wieku istniał most w Chojnach, ale legenda opowiada, że ponoć zawalił się pod ciężarem wozu ze skarbami, jakie przewoziła królowa Bona z Krakowa do zamku w Chęcinach, by je tam bezpiecznie w skarbcu ukryć i wywieźć w późniejszym czasie, udając się do Włoch, na wdowi byt po śmierci Zygmunta Starego. Od tego czasu, do dziś jeszcze, rzeka tuż za mostem od strony młyna jest o wiele głębsza. Wierzący w prawdziwość słów legendy, niezrażeni trudami poszukiwacze skarbów, wydobywają z tego miejsca piasek przepłukując go w poszukiwaniu owych klejnotów, oczywiście znalezione, jako dobro wspólne deponują w Muzeum Narodowym w Kielcach lub w Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie.

Bród - przeprawa przez rzekę
– Alfred Wierusz-Kowalski

Drugi trakt z Jędrzejowa, biorąc początek na dzisiejszej ulicy Kieleckiej, od Ignacówki prowadził borem w stronę dzisiejszej wsi Wygoda i dalej przez Wólkę Kawęcką do brodu na Nidzie obok „zamku sobkowskiego”. Po przekroczeniu brodu można się było udać w prawo, do Sobkowa, lub dalej przez Sokołów i Tokarnię do Chęcin. Był z pewnością mniej uczęszczanym z Jędrzejowa, bowiem w Tokarni należało znowu przekraczać rzekę- Czarną Nidę. Wzmiankuje się, że przez Sobków prowadził w połowie XVI wieku szlak „solny” do Bochni, gdzie mieszczanie kasztelańskiej Małogoszczy oraz starostwa chęcińskiego zaopatrywali się w sól. Prowadził ów szlak z Sobkowa do Małogoszczy, przez Mnichów, Rudki i Mniszek, skąd już dalej do miasta traktem z Jędrzejowa.

Trakty z Jędrzejowa do Chęcin przechodziły przez dobra mnichowskie należące na przełomie XVIII/XIX wieku do chorążego pancernego Stefana Dunin-Wąsowicza. Następnie odziedziczył te dobra jego syn Józef Kalasanty i dał je w posagu córce Emilii, od której nabył je w 1839 roku Karol baron Larysz z Osieka. Był to ostatni pan dóbr Mnichowa przed uwłaszczeniem chłopów. Dobra mnichowskie do końca XVIII wieku administracyjnie należały do Starostwa Chęcińskiego w województwie Sandomierskim. Dzisiejsza droga od wsi Brus w stronę cmentarza parafialnego w Mnichowie przy DK7, to dawna granica województw Sandomierskiego i Krakowskiego tak zwany ujazd. Stąd też pochodziła nazwa nieistniejącego już folwarku Ujazd obok wsi Wygoda, należącego do dóbr mnichowskich. W zasobach internetowych znalazłem taką oto wzmiankę: „diec. krakowska, dek. andrzejowski, parafia Mnichów - Bizarendki czyli Chałupki, Miąsowa, Mnichów, Mzurowa, Ossowa, Rudki młyn, Szczepanów, Tomaszów chałupa, Wygoda karczma - wszystko to (cała parafia!) Wąsowiczowa, wdowa po Stefanie Dunin-Wąsowiczu, staroście budziszewskim”

Mapa i powyższa wzmianka wskazują na to, że przy skrzyżowaniu traktu z Jędrzejowa do Chęcin przez Sobków z drogą prowadzącą z Brusa do Mnichowa, stała karczma zwana „Wygoda”. Karczmom, położonym zwłaszcza pod miastami i u przewozów, nadawano często nazwy charakterystyczne, takie jak: Wygoda, Uciecha, Rozkoszna, Łapigrosz, Ostatnigrosz, Hulanka, Pohulanka, Wymysłów (nazwa jedna z pospolitszych). Jakby na wyszydzenie niewygodnych gospód, najpospolitszą, między nazwami karczem polskich przy gościńcach jest „Wygoda". Już Długosz wspomina o karczmie w Mnichowie, a wykazy z płacenia podatku za 1540 rok wyliczają dwie karczmy w samym Mnichowie.

Nie wiadomo, jak długo karczma zwana Wygodą, mogła trwać na owym miejscu. Może jeszcze do połowy XIX wieku? Wiadomo, że w 1830 roku, za czasów Królestwa Polskiego, Bank Polski wytyczył i wybudował, nową pierwszorzędną szosę państwową z Warszawy do Krakowa, istniejącą do dziś pod nazwą DK7. Ciągle modernizowaną- aktualnie na tak zwaną trasę szybkiego ruchu. Wypada nadmienić, że od 1840 roku z Warszawy do Krakowa, zaczęły codziennie kursować tą drogą dyliżanse dziesięcioosobowe zaprzężone w cztery konie. Uruchomiono też znacznie szybsze karety „kurierskie" zaprzężone w trzy konie. Podróż taką karetą do Krakowa trwała 22 godziny i kosztowała 61 złotych polskich, co odpowiadało wówczas miesięcznej pensji średnio uposażonego urzędnika. Jechało się z szybkością „kurierską”, to jest około... 13kilometrów na godzinę. Ostatecznie, cały układ komunikacyjny przypieczętowała budowa kolei Iwanogrodzko- Dąbrowskiej w roku 1885 przecinając dawne trakty, zmieniając krajobraz okolicy oraz układ urbanistyczny Jędrzejowa i okolicznych wsi.

Karczma „Ostatni grosz"
– Jan Feliks Piwarski

Nic dziwnego, że wobec takiej „rewolucji komunikacyjnej” upada prastary trakt- gościniec krakowski zwany królewskim, a i mniejsze stare trakty z Jędrzejowa straciły na znaczeniu, podobnie jak Chęciny i Sobków, jako miasta. Karczma „Wygoda”, też zapewne straciła rację bytu z powodu owej nowej i wygodnej dla podróżnych szosy i kolei w późniejszym czasie, na których teraz skupił się cały dość duży ruch między północą a południem kraju.

Przy nowym trakcie, dziedzice Mnichowa wybudowali nowe zyskowne karczmy dla przejezdnych, oddając je w arendę Żydom. W połowie XIX wieku zaś, zamknęli wszystkie drogi i stare trakty prowadzące przez lasy ich dóbr, jak powiadali „dla ochrony zwierzyny przed kłusownikami i złodziejami drzewa”, ale myślę, że głównie dla zwiększenia zysku w nowych karczmach. Stare trakty jeszcze uczęszczane nie przynosiły już dziedzicom dochodu z myta, a ponadto, Komisja Województwa Krakowskiego z dniem 1 stycznia 1835 roku ustanowiła dzierżawców do pobierania myta drogowego na nowym trakcie Warszawsko- Krakowskim, a mianowicie „od jednego konia lub wołu zaprzężonego albo luźnego oraz krowy za jedną milę groszy dwa...”. Na końcu rozporządzenia zaznacza się: „Gdyby Władza Administracyjna uznała, ze droga jaka poboczna nie jest potrzebna, która do przemycania opłaty drogowej posłużyć by mogła, w takim przypadku za otrzymanym rozkazem, Dzierżawca wedle przepisów technicznych swym kosztem zamknąć je winien, chroniąc się zaś ma wszelkiej samowolnej na Przejeżdżających bocznie napaści”.

Ale i za sprawą kasaty zakonu cystersów w roku 1819 nastąpił powolny upadek karczm w okolicy Jędrzejowa. Zapyta ktoś, co wspólnego mają braciszkowie cystersi z karczmą? Otóż, po trzecim rozbiorze Polski austriackie władze okupacyjne Jędrzejowa wystosowały pismo do ówczesnego magistratu z pytaniem: „Z jakich to przyczyn nie wolno Żydom mieszkać w mieście Jędrzejów?” Magistrat grzecznie, acz dobitnie, odpowiedział mniej więcej tak: „Miasto Jędrzejów przywilejami monarchów dawnej Polski fundowane, jednak pozostaje pod władzą klasztoru cystersów, jest, więc miastem duchownym. Żydzi mogą w mieście prowadzić interesa, jednak osiedlać się nie mogą i do zmroku, pod groźbą kary, miasto mają opuścić”.

Karczma w Miąsowej

W takim stanie rzeczy zapobiegliwi Żydzi z okolicznych miasteczek i osad, za dnia, po stosownej opłacie pobytu, handlowali i prowadzili interesy w Jędrzejowie, a na nocleg wynosili się do pobliskich karczm w wioskach nienależących do klasztoru, natomiast na czas szabasu powracali do miejsca swego zamieszkania. Zapewne byli to też i Żydzi z pobliskich Chęcin, którzy dostali przywilej osiedlania się w tym mieście w roku 1777, a już w końcu owego wieku tylu ich mieszkało, że zajęli cały rynek i pobliskie ulice, tym samym przyczynili się do upadku reszty przemysłu, kamieniarstwa, rzeźbiarstwa i wszelkiego rodzaju rzemiosła prowadzonego przez tubylców.

Tak to trwało prawie do drugiej połowy XIX wieku, od kiedy w Jędrzejowie zaczęły się osiedlać pierwsze grupy Żydów, a tym samym takie karczmy wokół Jędrzejowa jak „Wygoda” zaczęły upadać. Po karczmie została nazwa wsi Wygoda kształtującej się zapewne już w pierwszej połowie XIX wieku. Pierwsza, wiarygodna wzmianka pisana o wsi Wygoda, jaką znalazłem, pochodzi z książki „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” wydanej w 1880 roku. Jak wynika z opisu, „wieś” należała, do tzw. Dóbr Mnichowskich i składała się wtedy z dwóch osad na 23 morgowym gruncie.

źródła:
S. Borkiewicz, Z przeszłości ziemi jędrzejowskiej, W. Jaskłowski, Wieś Mnichów w powiecie Jędrzejowskim, „Wisła” 1904, t.18, Wiśniewski J., Historyczny opis kościołów, miast, zabytków i pamiątek w jędrzejowskiem, Kielce 2006, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t.VI, str.552, Ks.Witalis Grzeliński „Monografia Chęcin”, Kielce 1908, Galeria Malarstwa Polskiego, Województwo Sandomierskie, Zespół rezydencjonalny w Sobkowie, Znaki drogowe, Racjonalista

 Antoni Ryszard Sobczyk

 

Więcej w tej kategorii: