Wszelkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania i publikacji fragmentów lub całości bez zgody autorów

 

Pamiętniki Andrzeja Walerona    (odcinek 8)

b 8a

ciąg dalszy rozdziału:

część III    Praca w szkolnictwie

Zaczynam od swej orientacji politycznej w r. 1914. Już poprzednio nadmieniłem, że na konferencji w Motkowicach ostatecznie zdecydowałem swoje ideologiczne przystąpienie do PPS. Piszę „zdecydowałem”, i piszę szczerze prawdę, bo przed tą konferencją nie byłem zdecydowany i szukałem wyboru pomiędzy PPS i ND (Nar. Dem.)

Już pisałem, że w Zielone Świątki r. 1901r. przed ukończeniem Seminarjum Nauczycielskiego byłem w okolicy Jędrzejowa w „Gaju” na tajnym zebraniu t.z. seminarzystów - maturzystów, na którym przemawiał i polityczne sprawy referował przedstawiciel PPS - Antoni Anusz, późniejszy poseł ludowy z PSL - „Wyzwolenie”, a po ukończeniu seminarjum, w końcu czerwca tegoż roku byłem w Warszawie (pierwszy raz w życiu) na tajnym zebraniu tychże maturzystów, zorganizowanym przez Arcichowskiego; zebranie to zaś było endeckie i na nim przemawiała jakaś wielka endecka powaga (chyba sam Dmowski!

Toteż pomiędzy zebraniem tajnym A. Anusza (początek czerwca 1901) i zebraniem w Motkowicach, które było albo w końcu r. 1901, albo wczesną wiosną roku 1902 - byłem chwiejny. Dopiero po tym zebraniu odrzuciłem program NDecji na całe swe życie. Przeciągnąłem też do PPS na jesieni 1902r. swego przyjaciela Romana Prochoskę, który w lecie r 1902 ukończył seminarium też w Jędrzejowie i od 1 września 1902r. aż do lata 1914 był nauczycielem w podstawowej fabrycznej polskiej szkole przy kopalni „Saturn”. Do PPS należałem do końca 1906r. Cały ten czas byłem nauczycielem w Chomentowie.

O swej działalności w PPS już po krótce pisałem. Teraz napiszę o rozłamie w PPS. Agitacyjne różnice pomiędzy większością cywilną PPS, z której powstała PPS-Lewica, a organizacją bojową PPS, z której powstała PPS - Frakcja Rewolucyjna, stanowiła sprawa niepodległości Polski. PPS przed rozłamem głosiła hasło, że walka o niepodległość to główne zadanie PPS i że walka o socjalizm - to również główne zadanie PPS. Jechała więc PPS dwoma końmi agitacyjnymi: walką o niepodległość i walką o socjalizm. Szło to bardzo dobrze przed rokiem 1905 i w roku 1905, bo była w tym czasie w Rosji rewolucja, i walka zbrojna PPS z carem szła, ale gdy rewolucja w Rosji przegrała i stworzyły się nadzwyczaj nikłe widoki jawnej pracy w Związkach Zawodowych, powstało zagadnienie: czy wobec upadku w Rosji rewolucyjnej walki zbrojnej z carem - zawiesić również chwilowo walkę zbrojną PPS z Rosją o niepodległość, czy też ją kontynuować. Na tym punkcie wynikł rozłam (przynajmniej tak nam mówiono).

PPS-Lewica głosiła: ponieważ proletariat rosyjski zaprzestał walki zbrojnej z carem (bo był przez cara rozbity) to i my w Polsce zawieśmy walkę zbrojną z carem o niepodległość, bo dalsze prowadzenie tej walki to awanturnictwo; przedstawiciele zaś frakcji rewolucyjnej mówili: walkę zbrojną z Rosją o niepodległość Polski należy prowadzić nadal, a tego że ma być ta walka przefasonowana na ruch wojskowo-legionowy i w łączona w akcję pierwszej wojny światowej - nie ujawniali.

Podczas więc rozłamu, gdy w Kielcach na Słowika odbyła się konferencja okręgowa, ja, jako przedstawiciel pow. Jędrzejowskiego, głosowałem za lewicą PPS jako za stanowiskiem (wydawało się) logicznym. Głosowałem z całego okręgu (guberni) sam jeden, wszyscy inni w liczbie przeszło 210 delegatów głosowali za frakcją. Nietylkom głosował, alem się nawet z okręgowej organizacji PPS-Frakcja wyłączył zupełnie, a natomiast nawiązałem kontakt z okręgową organizacją PPS - Lewica w Zagłębiu Dąbrowskim przy pomocy Romana Prochoski, gdyż w Zagłębiu znowu - na odwyrtkę - prawie cała organizacja PPS przeszła do lewicy.

I odtąd straciłem łączność z frakcyjnymi Kielcami, a nawiązałem ją z lewicowym Zagłębiem; w tym czasie (od 1906 do 1914) co rok organizowałem w Jędrzejowie z tymi seminarzystami, którzy seminarium kończyli w czerwcu każdego roku, zebrania konspiracyjne, na które zawsze przybywał delegat PPS - Lewicy z Zagłębia. Z tego wcale nie wynika, by mię cokolwiek łączyło z SDKPiL. Przeciwnie: czułem do tej partii awersję a to z powodu Róż Luksemburg, która głosiła, że walkę o Niepodległość Polski z programu SDKPiL należy zupełnie usunąć co też owa partia wtedy wykonała i walczyła tylko o socjalizm.

Przyznam, że nie miałem wcale ochoty walczyć o ten potrójny socjalizm trójzaborowy: o socjalizm w cesarstwie niemieckim, o socjalizm w cesarstwie austriackim i znowu o socjalizm w cesarstwie rosyjskim. Że to była fikcja (to jest taki program SDKPiL) wykazał przebieg pierwszej wojny światowej, który zmiótł w ogóle wszystkich trzech cesarzy i w ogóle uniemożliwił walkę o trójcesarski socjalizm. Ale w tej sprawie Róża Luksemburg napisała nawet książkę, w której starała się udowodnić, że Norwegowie, którzy się wtedy oderwali od Szwecji, mają podstawy gospodarcze dla swej niepodległości, że ówczesna kilkumilionowa Serbia i takaż Bułgaria takoż mają podstawy gospodarcze dla swego niepodległego bytu, i że ma podstawy dla swego bytu nawet Czarnogóra licząca 250.000 osób, tylko nie ma podstaw gospodarczych dla swej niepodległości jedynie naród polski, liczący wtedy w Europie ponad 20 milionów głów.

Takie pozbawione logiki stanowisko Róży Luksemburg i SDKiL było nie do przyjęcia przez Polaka. To też i ja z powodu takiego luksemburgizmu też odsunąłem się od SDKPiL. Ale jednak moja ideologiczna współpraca z PPS-Lewicą i odseparowanie się od Frakcji PPS dała taki wynik, iż nie miałem żadnej łączności z ruchem strzeleckim, który w Galicji zorganizowała Frakcja, przeniósłszy tam z Kongresówki swą działalność. Poszczególne grupy strzelców ujrzałem w Krakowie dopiero na początku roku 1914, gdym po dłuższej chorobie i operacji opuścił lecznicę profes. Rutkowskiego w Krakowie przy ul. Siemiradzkiego 1.

Zaznaczam jednocześnie, że już w roku 1907 otrzymałem polecenie z ramienia PPS-Lewicy, bym się przeniósł do ruchu ludowego, a mianowicie do PZL, który już w tym czasie powstawał, gdyż jestem synem chłopa i wieś znam dobrze, a życie robotnicze jest mi obce, co było prawdą. Wkrótce też przybył do mnie delegat PZL (Polskiego Związku Ludowego) w osobie Zygmunta Nowickiego. Do dziś pamiętam to pierwsze swoje spotkanie z Z. Nowickim. Pamiętam, że dzień był pochmurny, i że spotkanie nastąpiło na przedmieściu Jędrzejowa - Podklasztorzu, na placyku przed ówczesnym sklepikiem Beoka Garfinkiela, który już dawno nie żyje.

Od tego dnia przeszedłem więc do ruchu ludowego, opuściwszy działalność w PPS-Lewicy. Razem z ówczesnym ruchem ludowym PZLu przeszedłem do ruchu (...), w którym brałem czynny udział aż do wybuchu wojny, zachowując tylko luźny kontakt z PPS-Lewicą w Zagłębiu. A więc w chwili wybuchu wojny nie miałem żadnej łączności z ruchem strzeleckim a następnie legionowym.

Józef Kruk
Józef Kruk

Zaraz po wybuchu wojny wszelkie władze carskie gubernialne uciekły z Kielc do Radomia, nie zapłaciwszy nauczycielstwu nawet poborów za sierpień (był to początek sierpnia 1914). Kilkunastu nauczycieli obecnych w Jędrzejowie wydelegowało nas obu z Józefem Krukiem, nauczycielem z Jędrzejowa, do Radomia po pieniądze dla nauczycielstwa. Wynajęliśmy więc dobre konie bo kolej nie chodziła, i udaliśmy się do Radomia. Na kilkanaście minut przed naszym wyjazdem z Jędrzejowa przed wieczorem, weszła do tego miasta Kompania Kadrowa Strzelców i zakwaterowała się w Jędrzejowie w szkole. Od jej więc dowództwa otrzymaliśmy już przepustkę na wyjazd z Jędrzejowa do Radomia i powrót.

Wyjechaliśmy wczesnym wieczorem. Posterunek strzelecki stojący na szosie z Jędrzejowa do Kielc pod Podchojnami, ujrzawszy naszą przepustkę, nie czynił nam żadnych przeszkód. Pojechaliśmy więc żwawo do Radomia końmi na noc. Po drodze nie widzieliśmy już żadnego wojska. W Kielcach dopiero na przejeździe szosowym przez tory kolejowe pod samym miastem ujrzeliśmy żandarma kolejowego carskiego na warcie. Nie robił nam żadnych przeszkód do wjazdu do Kielc, tylko nas zapytał, czy to prawda, że do Jędrzejowa weszli już Austriacy. Powiedzieliśmy mu, że wczoraj wieczorem wszedł do Jędrzejowa oddział piechoty polskiej. Bardzo się tym zasmucił i zdziwił.

Pojechaliśmy więc dalej do Radomia i zajechaliśmy wieczorem, gdzieś tam przenocowaliśmy i rano udaliśmy się w poszukiwaniu władz; okazało się, że władze kieleckie uciekły z Radomia do Dęblina. W Radomiu było jeszcze wojsko carskie. Wyjechaliśmy zaraz z Radomia do Kielc z powrotem. Nikt nam nie czynił przeszkód. Tegoż dnia nie spotykając żadnych przeszkód przejechaliśmy przez bezpańskie Kielce i szybko skierowaliśmy się w stronę Jędrzejowa; dopiero w Tokarni pod Chęcinami spotkaliśmy Kompanię Kadrową strzelców w marszu do Kielc.

Dopiero po przybyciu do Jędrzejowa pierwszy raz usłyszałem, że wodzem marszu strzeleckiego jest Józef Piłsudski. W kilka dni zobaczyłem go też jadącego dorożką, a wyróżniał się swoimi wąsami. Widziałem też wtedy i Sosnowskiego, który był młody, wysoki, przystojny, w binoklach.

Jakiż więc był mój stosunek do ówczesnego ruchu strzelecko-legionowego? Obserwacyjny i wyczekujący. Wyjaśniam: zawsze się interesowałem historią Polski i byłem już wtedy w tej sprawie dość dobrze oczytany. Ruch strzelecki (legionowy) Piłsudskiego uważałem za powstanie przeciw Rosji. A trzeba wiedzieć, że oba poprzednie powstania: i listopadowe z r 1831 i styczniowe z r. 1863 uważałem za wyczyny polskiej lekkomyślności. Pierwsze zaprzepaściło polski rząd, skarb i wojsko królestwa kongresowego; drugie zaprzepaściło wprowadzenie statutu organicznego A. Wielopolskiego.

Dziś na projekty Wielopolskiego mam pogląd nieco inny, ale wtedy uważałem że lepszy by był nawet bardzo lichy samorząd (Wielopolskiego) niż popowstaniowa rusyfikacja, bardzo zresztą długa bo około 50 lat. A więc w stosunku do ruchu legionowego byłem ostrożny po chłopsku i czekałem, jaki będzie wynik wojny: rozumowałem, że jeżeli Rosja carska wygra, to ruch legionowy przeciw Rosji jest szkodnictwem, bo wywoła represje ostre ze strony zwycięzcy w stosunku do tych, którzy brali udział w ruchu legionowym, a jeżeli Rosja przegra, to ruch okaże się trafnym, bo popiera Austrię, która Polakom dała w Galicji autonomię, i stanowi on polski samodzielny orężny wkład zbrojny w akcję pierwszej wojny światowej.

Ale czekałem tylko do bitwy pod Gorlicami. Byłem zdania, że bitwa ta na zawsze usunęła panowanie w Kongresówce Rosji carskiej. Wtedy się zdecydowałem. W porozumieniu więc z legionowym oficerem werbunkowym w Jędrzejowie udałem się do Piotrkowa do Departamentu Wojskowego NKN, by wstąpić do legionów. Ale tam spotkałem się z Zofią Praussową, żoną Ks. Praussa, kierownika Wydziału Oświaty Krakowskiego NKN. na (...). Pani Praussowa mówi mi: „A poco ma się Pan zapisywać do Legionów, kiedy właśnie Piłsudski dał dyspozycję, by zaprzestać legionowy nabór? Natomiast będziemy organizować nową organizację wojskową POW, skierowaną raczej przeciw Niemcom. Tą organizację powinniście tworzyć, tym bardziej że na wieś będziemy z tą organizacją przenikać przez nauczycieli. Właśnie odbędzie się wkrótce zjazd nauczycieli z okupacji austriackiej w Częstochowie, to powinien Pan na ten zjazd przybyć.

Opuściłem więc Piotrków i wróciłem do Jędrzejowa. Wkrótce też odbył się ów zjazd nauczycieli w Częstochowie, przybyłem na ten zjazd i nawet na nim przewodniczyłem. Było kilku dziesięciu nauczycieli. Przemawiał Ksawery Prauss. Zjazd miał charakter niepodległościowy. Po zjeździe w porozumieniu z P. Praussową zorganizowaliśmy w lecie roku 1915 w Jędrzejowie miesięczny kurs nauczycielski. Przemawiałem przy otwarciu tego kursu. Głównymi wykładowcami byli: Weyhert-Szymanowska - historia literatury polskiej; Witkowska - historia Polski, H. Radlińska - sprawy oświatowe dorosłych, Piwowar - nauki przyrodnicze i Ksawery Prauss - organizacja szkolnictwa w Polsce niepodległej (projekt). Pani zaś Praussowa wykładała potrzebę równouprawnienia kobiet.

Kurs ten miał oblicze bardzo patriotyczne i niepodległościowe. Najwięcej się do tego przyczyniła Weyhert Szymanowska. Co się zaś tyczy mojej pracy w szkole na wsi w Łysakowie, to w jesieni roku 1914 nie było żadnych zajęć szkolnych z powodu częstych zmian frontów. Dopiero wiosną roku 1915 uruchomiłem naukę w Łysakowie; nauka odbywała się w języku polskim; dzieci chodziły do szkoły chętnie aż do końca czerwca.

Podczas wakacji odbył się ów kurs nauczycielski wakacyjny, a od 1 września rozpocząłem (i wszyscy inni nauczyciele) naukę w szkole. Zaszło ciekawe zjawisko, że nawet nikomu na wsi nie przyszło do głowy odkładać naukę do listopada, jak to było za czasów carskich. Razem z ustąpieniem władzy carskiej odpadł też i ten głupi obyczaj rozpoczynania nauki dopiero w listopadzie.

Ale praca moja w szkole trwała w Łysakowie w jesieni roku 1915 tylko 2 miesiące. Austriacy postanowili bowiem ściągać z chłopów kontyngent zbożowy. W tym celu kazali nauczycielom zrobić po wsiach spis rolny i urodzajowy jako podstawę do owego kontyngentu. To wykonaliśmy. A wtedy postanowili uczynić z nauczycieli aparat do ściągania tegoż kontyngentu zbożowego. A że te zamiary okupanta były bardzo źle widziane pośród chłopów, nie można było tego robić. To też nauczycielstwo w całym powiecie urządziło strajk i postanowiło odmówić swego udziału w ściąganiu kontyngentu zbożowego. Austriacy ustąpili i nauczycieli zwolnili od sprawy poboru tego kontyngentu zbożowego, ale mnie jako organizatora tego oporu (zresztą słusznie) - zwolnili z pracy w szkole podstawowej.



część IV    Praca SPOŁECZNA

Pracy w progimnazjum było mało. W wolnych chwilach, a miałem ich dużo, zacząłem organizować POW. Zaczęło się to od przybycia do mnie pierwszego organizatora POW na okręg kielecki - ob. Sewera. Zebrało nas się kilkunastu w lesie na Podchojnach, samych nauczycieli. Sewer przemówił do nas w sposób następujący (w streszczeniu): „Sytuacja wojenna jest już wyklarowana: jest widoczne, że Rosja carska już do Polski nie wróci. Pozostają więc dla nas dwie alternatywy: albo zgodzić się na to, by Polska była pod panowaniem Austrii lub Niemiec, ale na razie walczyć o niepodległość Polski. Wybieramy to drugie. A jeżeli tak, to powinniśmy tworzyć siłę wojskową, gdyż wojsko jest najwybitniejszą cechą państwa. Takim naszym wojskiem ma być Polska Organizacja Wojskowa. Przeciw komu ją tworzymy? Przeciw państwom centralnym”.

Te argumenty trafiły nam do przekonania; toteż kilkunastu z nas złożyło przyrzeczenie jako członkowie POW. Powstała więc pierwsza sekcja nauczycielska POW. Należeli do niej: ja, Kruk, Jan Szwaczka, Al. Kaczorowski, Kacper Niemiec, Gabriel Czerwik i inni. Ja byłem komendantem tej sekcji. By się ta organizacja mogła w powiecie rozwijać, należało wykonać bardzo dużo propagandy. Do tego ja byłem najwięcej przygotowany. Zaś Kacper Niemiec zdradzał najwięcej chęci do nauki wojskowości. Wobec tego Sewer wysłał go na kilkutygodniowy kurs oficerski. Ja zaś rozpocząłem w powiecie pracę propagandową i organizacyjną.

Oczywiście prowadziłem ją przede wszystkim po wsiach, ale także i w Jędrzejowie, gdzie wkrótce powstał kilkunastoosobowy oddział POW. Wyróżniali się z pomiędzy tego oddziału bracia Jachimowscy i młody Kulesza. Najwybitniejszym jednak promotorem i protektorem ruchu peowiackiego w Jędrzejowie był aptekarz Smagłowski i jego żona, z domu Chrząstowska. Była też w tych czasach w Jędrzejowie legionowa i peowiacka działaczka ob. Tekla Dulińska. Dziś ani Smagłowski, ani jego żona już nie żyją; Dulińska zaś całą drugą wojnę światową przesiedziała w Ravensbrück, a wróciwszy w roku 1945 do Jędrzejowa z tego obozu, zmarła wkrótce po powrocie, t.j. w roku 1945.

Co się zaś tyczy udziału powiatu Jędrzejowskiego w ruchu legionowym, to zaznaczam, iż z tego powiatu brało udział w walkach legionowych około trzystu osób. Spośród nauczycieli do legionów wstąpił Jabłoński z Niegosławic, który następnie po zakończeniu pierwszej wojny światowej przez długie lata pracował jako kierownik szkoły w Bogucicach pod Pińczowem. Próbował też wstąpić do Legionów również i naucz. Ignacy Majecki z Lubczy (pow. Jędrzejów), ale go nie przyjęli z powodu defektów fizycznych. Pozostał więc w Lubczy na nauczycielstwie aż do śmierci; zmarł w Jędrzejowie w 1957 roku.

Propagandę na rzecz POW rozpocząłem najpierw w Seminarium Nauczycielskim w Jędrzejowie, później na przedmieściu - Piaski, następnie na drugim przedmieściu Podchojny, a wreszcie po wsiach - Skroniowie, Sudole, Łysakowie i t.d. W czasie nieobecności Kacpra Niemca obowiązki komendanta pełnił inżynier Toczyski z Jędrzejowa (dyr. ubez. od ognia).

W seminarium zgłosiło się do POW kilkudziesięciu uczniów i powstała tam dość mocna grupa POW. Dyrektor seminarium Naszydłowski nie przeszkadzał, a zaciekle prześladował peowiaków obskurny endecki agitator ks. Stanisław Marchewka, który wtedy był w seminarium katechetą. Oczywiście uczniowie nastawieni patriotycznie, nie słuchali go i do POW należeli, a że ich często prześladował, znienawidzili go do szczętu. W chwili wybuchu wojny byłem zaraniarzem, a więc ludowcem. W roku 1915, gdy wojska carskie usunęły się na wschód poza Bug i gdy Lublin nieco odetchnął, powstała tam grupa inteligencji niepodległościowej, a pośród niej wyłoniono inteligencki zalążek ruchu ludowego. Z tego powstało Pol. Str. Ludowe w Lublinie z zasięgiem na całą okupację austriacką.

Austriacki generalny gubernator hr. Szeptycki - żadnych przeszkód nie czynił. Zaczęło więc wychodzić w Lublinie pismo (tygodnik) ludowe p.t. „Polska Ludowa”. Redaktorem była Jadwiga Marcinowska. Pojechałem więc do Lublina, przystąpiłem do tej organizacji ludowej i stałem się kolporterem tego organu. Tam pierwszy raz w życiu spotkałem się z Kazimierzem Bagińskim (Florek) który robił w Lubelszczyźnie propagandę POW i ruchu ludowego; postanowiłem i ja robić to samo, a to tym bardziej, że propaganda niepodległości i POW była znacznie na wsi skuteczniejsza, gdy się ją podawało z wyraźną cechą ludową.

Nie można powiedzieć, by chłopi w powiecie jędrzejowskim byli nastawieni carosławnie, ale byli ostrożni; przez 50 lat widzieli niczym nie zachwianą potęgę cara i nie mogli uwierzyć, że jego panowanie już się w Polsce skończyło. Obawiali się więc angażować masowo w kierunku niepodległościowym, by się nie narazić na zemstę carskich urzędników, gdyby wojska i rządy do Polski powróciły. Dopiero bitwa pod Gorlicami i przegrana wołyńska ofensywa wojsk carskich Brusiłowa - przekonała ich, że car już nigdy nie wróci. A jeżeli tak, to trzeba pomyśleć o niepodległości, by nie być pod panowaniem „dziadów” (Austriaków). Ale nie wystarczy myśleć, trzeba też stworzyć taką organizację, która ma za zadanie walczyć o niepodległość Polski. Z kim? Z Austriakami i Niemcami! Taką organizację powinna stworzyć młodzież chłopska. Im więcej będzie w tej organizacji synów chłopskich, tym większe znaczenie będą mieć w Polsce chłopi. Taką organizacją jest POW; do tej organizacji powinna należeć cała młodzież chłopska. Taka była propaganda na wsi na rzecz POW.

W sprawie rozwoju Stronnictwa Ludowego trzeba powiedzieć, że agitacja była następująca: Polska niepodległa powstanie na pewno, ale kto będzie w niej rządził? Szlachta i bogacze, czy chłopi i robotnicy? By Polską rządzili chłopi i robotnicy, trzeba żeby już teraz, póki jeszcze czas, organizowali swoją siłę polityczną. Robotnicy już to robią. Już czas, by i chłopi robili to samo. Taka chłopska organizacja już jest; nazywa się Polskie Stronnictwo Ludowe, a jego gazeta nazywa się „Polska Ludowa”. Czytajcież więc „Polskę Ludową” i twórzcie organizację PSL. A więc chłopi do PSL, a wasza młodzież do POW! Jeżeli zaś tego nie zrobicie, to Polską rządzić będzie szlachta i kapitaliści, a wy będziecie w Polsce popychadłem! Taka była moja agitacja za PSLem.

Gdzie ta propaganda szła najłatwiej, a gdzie najtrudniej? Najłatwiej szła w tych miejscowościach, gdzie był ruch zaraniarski lub gdzie byłem nauczycielem. A więc: parafia krzcięcicka: Słaboszowice, Mierzawa, Krzęcice, Piołunka, Deszno, cała gmina wodzisławska, cała gmina nawarzycka, cała gmina mstyczowska, okolice Jędrzejowa, a szczególnie Piaski, Łysaków, Skroniów, Sudół. Robiłem również propagandę w południowej części gm. Nagłowice, ale sprawa była ciężka. Łatwe to było w Chomentowie, gdzie byłem 7 lat nauczycielem. W gminie Brzegi cała praca i propaganda opierała się o Walentego Kamińskiego i o młodego Strojka, który później długie lata służył w Policji Państwowej. W gminie Małogoskiej praca ludowa i peowiacka opierała się o osobę Stanisława Forczewskiego, późniejszego wójta tejże gminy. W gminie węgleszyńskiej promotorem był Kazimierz Golka. W gminie złotnickiej pomagał pisarz gminny (człowiek wyjątkowo światły) - Grosicki, późniejszy długoletni pisarz gminny w Wodzisławiu.

Najtrudniejsza do poruszenia a jednocześnie najwięcej nasiąknięta carosławiem była gmina Imielno. Ale ona się też w całym powiecie wyróżniała tym, iż przed wybuchem pierwszej wojny światowej nie było w niej ani jednej szkoły, czyli była to gmina najciemniejsza. Dopiero w końcu wojny wynalazłem w tej gminie w Turze Górnym jednego światłego chłopa: nazywał się Józef Biały. Ale nie wiele już tam mogłem zrobić, gdyż wtedy wojna dobiegała już końca.

Trzy wsie były pod względem kulturalnym i politycznym przez długie lata najgorsze: Cierno i Mnichów i Nagłowice. Jaka była przyczyna tego zjawiska? Pijaństwo. Cierno dostało dużo lasu przy uwłaszczeniu; Nagłowice zaś i Mnichów - przy likwidacji serwitutu. Oczywiście otrzymany las chłopi z tych wsi sprzedawali, a pieniądze przepijali; kwitło, a raczej śmierdziało tam w tych wsiach długie lata przed pierwszą wojną światową - pijaństwo. To też podczas pierwszej wojny światowej wsie te nie nadawały się do żadnej pracy społecznej. Dopiero w końcu okresu międzywojennego wsie te zaczęły się nieco budzić z martwoty umysłowej spowodowanej pijaństwem. Otrzeźwienie więc nastąpiło dopiero po dwudziestu latach od czasu zupełnego wyprzedania otrzymanych kiedyś lasów.

Inżynier Toczyski, pełniący obowiązki komendanta powiatowego POW, nie miał czasu na pracę organizacyjną w POW; organizacja więc posuwała się powoli. Dopiero, gdy Kacper Niemiec wrócił z kursu oficerskiego i zwolnił się ze stanowiska nauczyciela w Łukowej w gminie Sobkowskiej - sprawa organizacji POW zaczęła szybko posuwać się naprzód. Nie będę dziś pisał dokładnej historii POW w powiecie jędrzejowskim. Podam tylko niektóre szczegóły. A więc: Komendantem okręgowym POW na całą gubernię kielecką był najpierw Kirtiklis (ps. Sewer), a jego pomocnikiem Zieliński.

Po Sewerze komendantem okręgowym był Nowowiejski, późniejszy pułkownik w Kontroli Wojskowej, a po nim ostatnio inż. Herfurt, późniejszy podpułkownik w wojskowym instytucie topograficznym (kartograficznym). Gdy komendę powiatową POW objął Kacper Niemiec, z początku przysyłano mu z Kielc pomocników (instruktorów), później jednak zorganizował się kilkuosobowy sztab pomocników komendanta powiatowego. Byli to: Tadeusz Damański, dwaj bracia Jachimowscy, młody Kulesza, Henryk Łuszczkiewicz, były nauczyciel z Jędrzejowa, Gabriel Czerwik, nauczyciel ze Skroniowa i inni.

Gdy pierwsza wojna światowa zbliżała się ku końcowi, organizacja POW w powiecie jędrzejowskim wyglądała w sposób następujący: Największe skupienie POW było w Jędrzejowie (miasto, przedmieście Piaski i Seminarium Nauczycielskie), w gminie wodzisławskiej, w gm. nawarzyckiej, w gm. sędziszowskiej oraz mniejsze skupienia w gminach: prząsławskiej, mstyczowskiej i rakowskiej, czyli przeważnie w południowej części powiatu, a także w środkowej; w północnej części w gminach Złotniki, Węgleszyn, Brzegi, Małogoszcz, Nagłowice i Imielno nie było nic. Wyjątek stanowiła gmina Sobkowska, w której była organizacja POW w samym Sobkowie.

Ogółem było oprócz tych 150 peowiaków, przydzielonych do policji - jeszcze sześć pełnych kompanii, co stanowiło liczbę nie mniej niż tysiąc osób z powiatu. W roku 1918 w czasie mobilizacji POW - 4 kompanie były dołączone do grupy majora Meraka i poszły na front ukraiński, a dwie o kilka dni później były wysłane do Kielc i tam dołączone do innych kompanii i utworzyły jednostkę wyższą.


Rok 1916.   Po zwolnieniu mnie z pracy nauczycielskiej w Łysakowie przez Austriaków - byłem nauczycielem rysunków w progimnazjum prywatnym w Jędrzejowie, prowadzonym przez p. dr Szybalską i J. Wasintyńską. Ale byłem tam nauczycielem tylko od jesieni 1915r. do końca roku szkolnego tj. do końca czerwca 1916r. Po wakacjach w roku 1916 już do tej pracy nie wróciłem. Mając więc dużo czasu, zająłem się wyłącznie robotą ludową i polityczno-wojskową przy organizacji PSL i POW. A środki pieniężne? Miałem właśnie zaoszczędzone na kształcenie się we Lwowie około tysiąca rubli carskich, które jeszcze wtedy kursowały w Kongresówce na równi z koronami i markami. Tych więc funduszów używałem powoli dla sfinansowania mojej ówczesnej działalności politycznej i społecznej. Była to okoliczność dla mnie bardzo sprzyjająca, bo umożliwiła mi intensywną działalność polityczną i wojskową.

Wincenty Mróz
Wincenty Mróz, w latach 1919-1922 poseł Sejmu
Ustawodawczego z ramienia Polskiego Stronnictwa
Ludowego 'Wyzwolenie'

Oto przy pomocy Piotra Sobczyka z Piasków, Wincentego Mroza z Mierzawy, Ignacego Chabiora ze Słaboszowic i innych zorganizowałem powiatowy Związek Kółek Rolniczych. Na prezesa wybraliśmy Władysława Wielowiejskiego, dziedzica z Przezwód. Nie był on endekiem, lecz konserwatystą.

Jeżeli endecy zaciekle zwalczali Piłsudskiego, legiony i POW, to konserwatyści tego nie robili; zajmowali więc w stosunku do ówczesnego „nowego” stanowisko nie wsteczne, a wyczekujące. Ale wybraliśmy Wielowiejskiego na prezesa Związku Kółek Rolniczych nie tylko dlatego, że był konserwatystą, ale przede wszystkim dlatego, że był nieskazitelnie uczciwym człowiekiem, działaczem bezinteresownym i prezesem powiatowego Komitetu Ratunkowego w Jędrzejowie. Pow. Kom. Ratunkowy miał spore fundusze; z tych funduszów na wniosek Wł. Wielowiejskiego było dawane subsydium na utrzymanie instruktora Kółek Rolniczych w Jędrzejowie - na ręce zarządu tegoż Związku Kółek.

Lokal dla Kółek wynaleźliśmy w Jędrzejowie przy ulicy Łysakowskiej. W tym lokalu urządziliśmy siedzibę Powiatowego Związku Kółek Rolniczych i konspiracyjną komendę powiatową POW. Przy prezesie Wielowiejskim wiceprezesami byli Piotr Sobczyk, sokołowiak, oraz Wincenty Mróz z Mierzawy, zaraniarz, a sekretarzem byłem ja, organizator nie tylko POW, ale i PSL (Polska Ludowa), a więc w tymże lokalu była również i powiatowa centrala ludowa. Wielowiejski o tym wiedział, ale mu to nic nie przeszkadzało.

Mieszkał on aż w Przezwodach w odległości 20 km od Jędrzejowa, a droga była bardzo zła, zwłaszcza po deszczu, bo rędzina. Przyjeżdżał więc do Jędrzejowa tylko raz na tydzień we czwartki na posiedzenia. Resztę dni w tygodniu Związek Kółek Rolniczych prowadziłem ja i instruktor Góralewski, zwolennik POW. Sprawy wojskowe i ćwiczebne POW załatwiał Kacper Niemiec przy pomocy H. Łuszczkiewicza, Jachimowskich i Kuleszy, sprawy ludowe i organizacyjne POW załatwiałem ja. Ale wkrótce potem przybył do Jędrzejowa również i zastępca Niemca Tad. Domański (Czarny); wszyscy więc razem dobrze i sprawnie prowadzili POW.

Gdy instruktor Góralewski opuścił Jędrzejów, na pracownika Związku Kółek przybył inżynier rolny i hodowca Zenon Łopuski, były Legionista. Ten pracował bardzo gorliwie nie tylko w Związku Kółek, ale również i w POW. Na skutek pracy Kac. Niemca, Domańskiego, Łuszczkiewicza i Łopuskiego - miałem więcej czasu na organizowanie ruchu ludowego; ale wkrótce postanowiliśmy powołać do życia Powiatową Spółdzielnię Rolniczo - Handlową. Po dłuższym wysiłku udało mi się przy pomocy Kółek Rolniczych zorganizować ową spółdzielnię. Znowu prezesem zarządu tej spółdzielni został Wielowiejski, Sobczyk wiceprezesem, a ja sekretarzem. Zarząd był siedmioosobowy, bo rady nadzorczej nie było. Byłem więc sekretarzem powiatowego Związku Kółek Rolniczych i Powiatowej Spółdzielni Rolniczo - Handlowej.

W Warszawie już w tym czasie (1917r.) powstała Centrala powiatowych spółdzielni rolniczo-handlowych. Sprawy handlowe w tej nowopowstałej spółdzielni podjął się prowadzić Piotr Sobczyk, sokołowiak; ponieważ wkrótce przywiózł on sporo garderoby męskiej oraz obuwia, przeto Tadeusz Domański przyjął w tej spółdzielni płatną pracę sklepowego; sprzedaż towarów i ich przechowywanie zostały zorganizowane w lokalu Związku Kółek Rolniczych, składającym się z dwóch izb.

Uruchomienie spółdzielni nie przeszkadzało, a raczej pomagało rozwojowi PSL, POW i Kółek Rolniczych, bo do tego lokalu co dzień przychodziło z różnych gmin dużo chłopów w celu zakupu towarów i przy ich pomocy łatwo było utrzymywać łączność w PSLu i POW. W takiej sytuacji ob. Domański pełnił w POW raczej funkcje sekretarza organizacyjnego, a zastępcą Komendanta Powiatowego POW został Hen. Łuszczkiewicz. Ja zaś, będąc odciążony w pracy Kółek Rolniczych przez Łopuskiego, w POW przez Niemca i Łuszczkiewicza, a w spółdzielni przez Sobczyka, kładłem większy nacisk na organizację PSL; ale wkrótce przybyła mi nowa praca i obowiązki, praca samorządowa.

Najwyższą instancją samorządową w gminie było Zebranie Gminne. Pisałem już o tym powyżej. Póki ludności w Kongresówce było mało, zebranie gminne było organizacyjnie sprawne, ale w przeciągu 50 lat ludność Królestwa zwłaszcza na wsi znacznie a znacznie się rozrosła. Gdyby więc na zebranie gminne przybyli chłopi z całej gminy wszyscy, posiadający przynajmniej 6 morgów gruntu, to ich liczba sięgałaby średnio do 1500 uczestników, a w dużych gminach nawet do 2000 osób. W takiej liczbie dość trudno było obradować i zebrania gminne przekształcały się w wiece dosyć tłumne. By liczbę uczestników zmniejszyć, rząd carski ogłosił, że na zebraniu gminnym mają głos tylko ci chłopi, którzy posiadają przynajmniej 6 morgów pola, ale osobiście, a nie wspólnie z żoną.

Pewna więc liczba gminniaków odpadła, ale i ci, co pozostali te z dużą liczbę stanowili i na przykład w zimie pod gołym niebem nie mogli spokojnie obradować. Krótko: zebrania gminne już wtedy stały się instytucją przestarzałą. Słusznie więc zrobiły okupacyjne władze austriackie, że ogłosiły rozporządzenie, że w gminach tworzy się Rady Gminne, wybierane na zgromadzeniach gminnych. Jednocześnie ustanowili Austriacy Sejmiki Powiatowe, składające się z delegatów Rad Gminnych (kuria drobnej własności), z delegatów kurii wielkiej własności i kurii miast.

Jędrzejów był dotąd osadą miejską, więc go też Austriacy przekształcili na miasto. Ponieważ obszarnicy (kuria wiel. włas.) mieli, ich zdaniem, za mało głosów w Sejmiku Powiatowym, przeto zaczęli agitować, by chłopi bronili zebrań gminnych, a bojkotowali wybory do rad gminnych (dosyć demokratyczne). Najgłupsi chłopi dali posłuch tym podszeptom i myśleli o bojkotowaniu wyborów. Ale organizacja PSL i Kółka Rolnicze były już w powiecie dość silne; to też i ja i Łopuski, kierownik Pow. Związku Kółek opanowaliśmy sytuację i wybory w gminach się odbyły. Oczywiście do rad gminnych weszli sami chłopi, bo to zresztą była ich kuria. Ja wszedłem do Rady Gminnej w Prząsławiu.

Rady gminne wybrały po dwóch delegatów do Sejmiku. Wszedłem więc do Sejmiku jako delegat rodzinnej gminy. Z Jędrzejowa weszło też dwóch delegatów: Laskowski (sklep kolonialny) i Józef Misztalski ślusarz. Z obu znałem się dobrze, a Misztalski był nawet zaraniarzem (a więc ludowcem). Przy jego pomocy namówiłem i Laskowskiego do tego, że kuria miejska zawarła sojusz wyborczy z kurią chłopską przy wyborach do Wydziału Powiatowego Sejmiku (był to Wydział Wykonawczy Sejmiku, składał się z 6 osób). Mając większość nad obszarnikami wybraliśmy do Wydziału Powiatowego ze swej strony 4 członków, a obszarnicy dwóch. W liczbie tych 4 członków Wydziału Powiatowego było nas ze wsi trzech: ja, Win. Mróz, Ignacy Chabior oraz przedstawiciel miasta Laskowski, a z ramienia obszarników sędzia Edward Łuszczkiewicz z Zagaja oraz Bielski z Deszna.

Przewodniczącym Sejmiku z urzędu był cywilny zastępca austriackiego Kreiskomendanta - major Leurman (Polak, konserwatysta). Ale był to przewodniczący raczej tytularny, gdyż marszałkiem Sejmiku i Wydziału Powiatowego (był taki tytuł) mógł być członek Sejmiku. Wybraliśmy więc na marszałka Sejmiku sędziego Łuszczkiewicza. Był to człowiek niezły, a jako sędzia bardzo sprawiedliwy. Wybór Łuszczkiewicza był umówiony jako łączny z drugim stanowiskiem - lustratora gmin. Na to stanowisko zostałem wybrany ja. Lustrator gmin nieco później nazywał się powiatowym inspektorem samorządu gminnego. Ówczesny Sejmik powiatowy miał wyraźnie określone dochody, nawet dosyć znaczne, i przy końcu roku 1917 był już całkiem zorganizowany. Rozpoczął więc swą działalność i wkrótce uchwalił budżet swój na rok 1918. W budżecie tym uchwalono płace miesięczne: dla marszałka sejmiku 1000 koron miesięcznie, dla lustratora gmin i dla sekretarza sejmiku 700 koron, a dla powiatowego inżyniera drogowego - 800 koron.


Zaczął się listopad 1918 roku.   Ówczesny CKN, Komenda Główna POW (Rydz-Śmigły) PPS, + PSL-Wyzwolenie i Stron. Niezawisłości Narodowej w pierwszych dniach listopada utworzyły w Lublinie - Rząd Ludowy, rząd ten ogłosił że nie uznaje Rady Regencyjnej jako rządu polskiego, że ustanawia w Polsce ustój republikański i że wzywa chłopów, robotników i w ogóle wszystkich, którzy nie chcą w Polsce monarchii, aby stanęli przy nim, aby poparli w Polsce rząd ludowy i ustrój republikański.

Część polskiego wermachtu i o najlepsza przeszła na stronę POW, szybko pomaszerowała do Lublina i pomogła rządowi ludowemu do opanowania sytuacji. Rząd ten wyznaczył w każdym powiecie swego Starostę z poleceniem przejęcia władzy w powiecie. Ci ówcześni starostowie rządku ludowego nazywali się powiatowymi komisarzami ludowymi. Otóż ja otrzymałem taką nominację na komisarza ludowego powiatu jędrzejowskiego, Z. Łopuski otrzymał także nominację do powiatu pińczowskiego.

Jednocześnie było ogłoszone że POW to armia rządu ludowego. W tejże więc chwili przystąpiliśmy do rozbrojenia tej byłej austriackiej kompanii Polaków, którzy w Jędrzejowie przebywali. Wykonał to Z. Łopuski i ja przy pomocy mocnego oddziału POW. Oficer Woźniakowski, jako prawnik, dostał nominację na wysokie stanowisko sądowe i wyjechał z Jędrzejowa, a pozostali dwaj oficerowie nie stawiali oporu. Po rozbrojeniu owej b. austriackiej kompanii - jej żołnierze i oficerowie wyjechali do Krakowa. Kompania na była rozbrojona dlatego, gdyż stała przy Radzie Regencyjne. Wieczorem tegoż dnia zażądałem od Wł. Wielowiejskiego, by mi przekazał władzę w powiecie. Uczynił to bez żadnych przeszkód. Prezesem Pow. Związku Kółek i Prezesem Powiatowej Hurtowni Rolniczo-Handlowej oczywiście pozostał nadal (...)

A więc zostałem Komisarzem Powiatowym Ludowego Rządu Lubelskiego. Pierwszą moją czynnością było odebranie przysięgi od Straży Bezpieczeństwa. Było to wykonane zaraz następnego dnia. Cała Straż Bezpieczeństwa pod komendą Jachimowskiego chętnie złożyła taką przysięgę, boć przecie składała się z samych peowiaków. Następną moją czynnością było przeprowadzenie wyborów nowych wójtów, nowych rad gminnych, i nowych sołtysów. Zarządziłem przeto starym wójtom (urzędowali całą wojnę), by natychmiast zwołali zebrania gminne i dokonali wyborów nowych wójtów i nowych rad gminnych. Na niektóre zebrania gminne pojechałem sam, a na niektóre wyznaczałem jako swego delegata i zastępcę - Stanisława Dukwicz. Tak się też stało.

Zebrania gminne były bardzo liczne; We wszystkich gminach zostali wybrani nowi wójci i zastępcy i nowe rady gminne. Wybory wójtów, zastępców i rad gminnych zaraz zatwierdziłem tak, jak byli wybrani. W tym też czasie nadszedł Dekret Rządu Ludowego, że Stare Sejmiki i Wydziały Powiatowe są rozwiązanie i że nowe Sejmiki mają się składać z delegatów od Rad Gminnych i od Rad miejskich, a Kurię kasuje się. Sędzia Edward Łuszczkiewicz a zarazem dotychczasowy Marszałek Sejmiku zrozumiał, że więcej do Sejmiku nie wróci. Był smutny, ale musiał się z tym pogodzić, tym bardziej że w Dekrecie Rządu Ludowego stało, że w nowych Sejmikach przewodniczy Powiatowy Komisarz Ludowy (Starosta).

W tym czasie (11 listopada 1918) powrócił Józef Piłsudski z Magdeburga i zjawił się w Warszawie. Rada Regencyjna - twór okupantów, nie miała za sobą nikogo. Opinia powszechna stała za Piłsudskim jako więźniu niemieckim. Więc też Rada Regencyjna przekazała mu swą władzę jako Naczelnikowi Państwa. Wtedy Rząd Ludowy przybył do Warszawy, uznał nad sobą władzę Piłsudskiego, a Piłsudski uznał za ważne wszystkie Dekrety tego rządu, poczym nastąpiła pewna rekonstrukcja tego rządu idąca tylko w tym kierunku, że na stanowisko premiera zamiast Ignacego Daszyńskiego - wszedł Andrzej Moraczewski podobno więcej zaprzyjaźniony z Piłsudskim. Inne drobne zmiany były nieistotne.

Wymieniany kilkakrotnie powyżej Zenon Łopuski został powołany na Powiatowego Komisarza Rządu Ludowego w powiecie Pińczowskim i wyjechał z Jędrzejowa. Stanisław Dukwicz, dotychczasowy sekretarz Powiatowego Komitetu Obywatelskiego, który to komitet w Polsce Niepodległej już nie działał, a Stanisław Dukwicz pomagał mi w pełnieniu funkcji Komisarza Powiatowego, wkrótce został on powołany na stanowisko Komisarza Powiatowego w Noworadomsku i na tym stanowisku starosty pozostał kilka lat (ze 3 lata) i zmarł przedwcześnie (rak w płucach - sarkoma). Szkoda go wielka! Był to człowiek b. uczciwy; b. inteligentny i dobrze znał wieś i mógł znakomicie przemawiać do chłopów z dużym skutkiem propagandowym, a jednak bez demagogii. Byłby więc dobrym nauczycielem chłopów. Szkoda wielka że zmarł i to w tak młodym wieku (38-40 lat).

W powiecie włoszczowskim Ludowym Komisarzem Powiatowym został Jan Ledczowa Woch, a w Kielcach ob. Lefler - socjalista. Pisałem powyżej, że w Mstyczowie był taki proboszcz, który ostro zwalczał „Zaranie”, prowadził tryb życia nie dający dobrego przykładu, a poza tym uważał, że majątek parafialny to majątek jego własny. Chłopi go nienawidzili. Przy zwalczaniu zarania posługiwał się sposobami nic nie mającymi wspólnego ze sprawą narodową. Jak się tylko dowiedzieli, że ja jestem starostą, zebrali się przed plebanią z całej parafii, a widząc, że Straż Obywatelska pod Komendą ob. Kowalskiego, nauczyciela z Przełaja, nie myśli się wtrącać do tej sprawy, wynieśli wszystkie rzeczy owego proboszcza (Nazywał się Kaczmarski) z plebanii na ulicę i wszelki jego inwentarz martwy, a inwentarz żywy też na ulicę wyprowadzili. Zaś na miejsce Ks. Kaczmarskiego parafianie osadzili ks. Andrzeja Huszno, który był zwolennikiem kościoła narodowego.

Objął on z woli parafian ową parafię Mstyczowską. Wyłonił tam Radę Parafialną, która miała rządzić całym majątkiem parafialnym. Rada Parafialna ustanowiła taksę parafialną za posługi religijne; opłaty za posługi pobierał Skarbnik Rady Parafialnej; a zaś ks. Huszno pobierał od Rady miesięczną pensję. Wszystkie te przepisy był uchwalone na zebraniu parafialnym i stanowiły Statut Parafialny. W tym też Statucie było powiedziane, że parafia mstyczowska jest parafią kościoła Demokratyczno Narodowego. Oczywiście ks. Huszno odprawiał nabożeństwa po polsku.

Jasna sprawa, że biskup kielecki nie chciał się na to zgodzić, i po pewnym czasie przysłał innego swojego proboszcza. Znowu się zebrali parafianie; oświadczyli temu proboszczowi biskupiemu, że go do parafii nie przyjmują, zamknęli przed nim kościół, wzięli go delikatnie pod ręce, wsadzili na wóz z tym, by go na koszt parafii do stacji w Sędziszowie odwiózł. Tak się też stało. I w tej sprawie znowu Straż Obywatelska, pilnując tylko bezpieczeństwa tego biskupiego proboszcza, do meritum spraw nie wtrącała się.

Później przybył dziekan i próbował namówić do posłuszeństwa. Na próżno! Tak przeszło kilka miesięcy, może z rok. I ks. Huszno, nie uznający nad sobą władzy biskupiej, był proboszczem we Mstyczowie, płatnym przez Radę Parafialną, nabożeństwa odprawiał po polsku, czynił też wszelkie inne powinności kościelne, jak zwykle każdy proboszcz.

A.Waleron
Michalina i Andrzej Waleron

Zaraz po rozbrojeniu Austriaków i wyekspediowaniu ich do domu, zwolnił się w Jędrzejowie przy skrzyżowaniu ulicy Strażackiej i Krzywe Koło na pierwszym piętrze lokal mieszkalny kuchnia i duży pokój; zająłem więc ten lokal, sprowadziwszy żonę z Łączyna do Jędrzejowa. Wkrótce też potem żona zwolniła się ze służby nauczycielskiej i do tej pracy w szkolnictwie już nie powróciła.

Po powrocie Piłsudskiego do Warszawy zaczęła się organizacja administracji państwowej w całej Polsce, a przede wszystkim w Kongresówce. Pomorze Zachodnie jeszcze do Polski nie należało; w Poznańskiem dopiero była walka zbrojna powstania poznańskiego z Niemcami. W Galicji Zachodniej rządy sprawowała Galicyjska Komisja Likwidacyjna z siedzibą w Krakowie. Granica wschodnia Galicji była płynna, bo Ukraińcy urządzili w Galicji Wschodniej powstanie, by się oderwać od Polski.

Rozpoczęła się też pomiędzy Ukraińcami i Polakami walka o Lwów, którą to walkę prowadziła młodzież szkolna polska z Ukraińcami oraz nieliczne oddziały b. wojska austriackiego, składające się z Polaków, które się nie zdemobilizowały. Wschodnia granica Kongresówki też była płynna, bo na Podlasiu jeszcze siedzieli Niemcy, a we wschodniej części Lubelszczyzny grasowały oddziały Ukraińskie pochodzące z Galicji Wschodniej. Rozpoczęła się też walka z Czechami o Śląsk Cieszyński. Śląsk Górny był pod panowaniem Niemców, powstanie polskie też tam wybuchło, ale nieco później.

W takiej sytuacji czas naglił. Nie było ani chwili do stracenia. To też Józef Piłsudski przystąpił szybko do tworzenia wojska, gdy inni ministrowie tworzyli administracje w swoich resortach. Wkrótce też z ramienia Min. Spraw Wojs. przybył do Jędrzejowa major Merak i Kapitan Roman Ciborowski (obaj oficerowie legionowi) i przejęli władzę nad POW w powiecie. Major Merak został komendantem na cały powiat, a Ciborowski (mój stary znajomy) został komendantem placu w Jędrzejowie. Dotychczasowy komendant Kac. Niemiec i jego zast. Hen. Łuszczkiewicz weszli pod komendę majora Meraka. Z rozkazu M. S. Woj. major Merak wybrał z powiatu 4 kompanie POW przekształcił je na batalion wojska liniowego i wyruszył z nim w Lubelszczyznę by usunąć oddziały 78 Ukraińskie, które się aż pod Kraśnik posunęły.

Przed wyruszeniem na front owe 4 kompanie złożyły w Jędrzejowie na rynku na ręce majora Meraka i moje (jako przedstawiciela Rządu) uroczystą przysięgę wojskową, którą odebrał ksiądz z Jędrzejowa, gdyż wszyscy Peowiacy byli katolikami. Na komendanta straży obywatelskiej przemianowanej na Policję Państwową został wyznaczony ob. Szanełowski, były oficer armii carskiej, Polak i b. członek Korpusu Muśnickiego. Przy tej sposobności dotychczasowy komendant Straży Obywatelskiej Jachimowski (starszy) przeszedł do wojska i niektórzy członkowie straży też; ich miejsce zajęli nowi ochotnicy. Kacper Niemiec został wydelegowany do szkoły oficerskiej M. S. Woj.

Reszta peowiaków została pod dowództwem H. Łuszczkiewicza w Jędrzejowie jeszcze kilka dni, po czym owa reszta była wysłana do Kielc i tam składała przysięgę, którą również ja odbierałem z Łopuskim i komisarzem powiatowym kieleckim Leflerem, bo przysięgę składali peowiacy z powiatu jędrzejowskiego, pińczowskiego i kieleckiego. W ten sposób cała organizacja POW z powiatu poszła do Armii i na front wedle przeznaczenia. Hen. Łuszczkiewicz, Tadeusz Domański (Czarny) obaj bracia Jachimowscy zostali wyznaczeni do szkół oficerskich. W tej liczbie poszło do wojska około kilkudziesięciu peowiaków, uczniów seminarium nauczycielskiego w Jędrzejowie. Poszedł też do wojska jako peowiak i ochotnik nauczyciel ze Skroniowa Gabriel Czerwik (rodak z Krzcięcic) jako szeregowiec, bo do szkoły oficerskiej nie zgłosił się.

Rząd Ludowy zaraz na początku swego istnienia ogłosił dekret iż Polską jest Rzecząpospolitą a nie monarchią, po czym zmontowawszy aparat państwowy ogłosił Dekret o wyborach do Sejmu Suwerennego, oraz dekret o Ordynacji Wyborczej. Zaczęły się wybory. Zorganizowałem wkrótce zebranie przedwyborcze powiatowe PSL-Wyzwolenie, które postawiło z powiatu jędrzejowskiego do Sejmu dwie kandydatury: moją i Wincentego Mroza z Mierzawy. Wobec tego zaraz zrezygnowałem ze stanowiska Komisarza Powiatowego (starosty) a na swoje miejsce postawiłem kandydaturę Józefa Kruka. Min. Spraw Wew. tą kandydaturę zatwierdziło; przekazałem więc władzę w powiecie Józefowi Krukowi, który ją pełnił chyba ze dwa lata, oczywiście nieco później już z tytułem starosty. Ja zaś zająłem się Kółkami Rolniczymi, powiatową Hurtownią Rolniczo-Handlową i przede wszystkim wyborami do Sejmu.

Jeszcze przedtem odbyły się wybory do Sejmiku Powiatowego. Każda Rada Gminna wybrała 2 delegatów do Sejmiku Powiatowego a miasto Jędrzejów 4. Ja zostałem wybrany z gminy prząsławskiej, swojej rodzinnej gminy. Sejmik Powiatowy zagaił Józef Kruk jako Starosta Powiatowy. Szło mu to zagajenie nieśmiało, bo nie był do tego przyzwyczajony. Po zagajeniu nastąpiły wybory do Wydziału Powiatowego. Ja zostałem do Wydziału Powiatowego wybrany; z miasta Jędrzejowa został wybrany Józef Mistulski, a że członków było 6, to którzy byli reszta 4 członkowie, nie pamiętam. Zaistniał więc i Wydział Powiatowy pod przewodnictwem Józefa Kruka. Na inspektora samorządu gminnego powołaliśmy Karola Piękosia, b. legionistę, na instruktora oświatowego Jana Szwaczkę, nauczyciela z Węgleńca. Sekretarzem pozostał nadal dotychczasowy sekretarz Sejmiku Powiatowego Dziewiącki, a na kierownika wydziału finansowego Sejmiku powołaliśmy Wincentego Nawrota z Piasków.

W czasie wyborów nastąpił zamach wojskowy na Rząd Ludowy zorganizowany przez pułkownika Januszajtisa i księcia Eustachego Sapiehę. Udało się zamachowcom nawet uwięzić niektórych ministrów, np. Thugutta. Dopiero oddziały wojskowe, stojące przy Piłsudskim, zlikwidowały 79 zamachowców i uwolniły aresztowanych członków rządu. Ciekawe, że J. Piłsudski złapanych zamachowców puścił na wolność zamiast ich za warcholstwo przykładnie ukarać. A nawet wręcz przeciwnie - księcia Sapiehę - Naczelnik Państwa zamianował wtedy nawet na ambasadora Polski w Anglii. W ten sposób Sapieha zamiast do więzienia - pojechał do Londynu i w dodatku na rządowy koszt.

Zaraz po tym zamachu nastąpiła zmiana rządu. J. Piłsudski udzielił Rządowi Ludowemu dymisji, a na jego miejsce powołał rząd Paderewskiego. Paderewski, jako głośny artysta - muzyk, znał b. dobrze Francję, Anglię, Stany Zjednoczone A. Pół. Był to człowiek zamożny, a nawet bogaty. Pod względem poglądów społeczno-politycznych był to człowiek zbliżony do Narod. Demokracji. W dziedzinie zaś polityki zagranicznej miał znacznie większe możliwości działania niż przedstawiciel endeków Roman Dmowski, który jako jaskrawy antysemita miał z tego powodu dużo przeciwników pomiędzy dyplomatami mocarstw zachodnich, którzy to ówcześni dyplomaci zachodni, a zwłaszcza angielscy i amerykańscy, byli przeciwnikami antysemityzmu.

A Paderewski antysemitą nie był, albo przynajmniej tego nigdy nie okazywał, choć był katolikiem. Piszę to dlatego, bo już wtedy mówiło się, że to właśnie Paderewski jako premie pojedzie na Konferencję Pokojową do Wersalu, a towarzyszyć mu ma jako drugi delegat Roman Dmowski. O tym, żeby tam na tą konferencję miał jechać jakiś delegat lewicy, np. minister spraw zagranicznych Rządu Ludowego - Leon Wasilewski (PPS) nie było mowy. Mówiło się natomiast że lewica nie ma takich ludzi, którzy by się do tego nadawali. Czy tak było nie wiem. Wiem tylko, że ówczesna Konferencja Pokojowa w Wersalu składała się w dużej większości ze zdecydowanej kapitalistycznej prawicy. Może więc Piłsudski chciał się do tego dostosować a może nie wierzył już wtedy w siłę lewicy! I jedno i drugie jest możliwe. Ale jak to było, nie wiem.

Mówiło się więc wtedy w Warszawie po cichu, że Piłsudskiemu ze względu na Wersalską Konferencję Pokojową zawadzał Rząd Ludowy i Leon Wasilewski i że chcąc się go pozbyć, zainscenizował zamach Januszajtisa na ten rząd, by mieć podstawę do jego dymisjonowania, jako ośmieszonego. Czy tak było, nie wiem. Ale nie jestem pewien, czy te pogłoski były prawdziwe, czy też błędne. Jedno wiem, że usunięcie Rządu Ludowego podczas wyborów nie wyszło na dobre obozowi ludowemu. Niełatwa to była sprawa zorganizować wybory do Sejmu, gdy administracja państwowa była dopiero w zalążku. Ale udało się, a głównie dlatego, iż miny już były uporządkowane i działały sprawnie, a Urząd Powiatowy z Józefem Krukiem też już był zmontowany, a Straż Obywatelska również.

Prezesem Okręgowej Komisji Wyborczej został Zygmunt Nowicki (Wyzwoleniec) zesłannik jako prezes Sądu Okręg. w Kielcach. Okręg wyborczy stanowiły powiaty Kielecki, Jędrzejowski i Włoszczowski. Kandydatami ludowymi byli: z pow. jędrzejowskiego: And. Waleron i W. Mróz, z pow. Włoszczowskiego Jan Ledwoch i F. Jęczmyk, z Kieleckiego - Piwko i ob. Boruń, lista miała kolejkę: A. Waleron, Jan Ledwoch, Piwko, W. Mróz, F. Jęczmyk, Boruń. Lista ta otrzymała № 3, № 2 otrzymała lista socjalistyczna, a numer 1 nosiła zdaje się lista ND. № 4 miała zdaje się lista żydowska. Były też jakieś listy dzikie, bez znaczenia.

Ponieważ te wybory były w Polsce pierwszy raz i nie było doświadczenia, przeto popełniono w powiecie błąd organizacyjny, bo wyznaczono za duże obwody głosowania. Oczywiście walka w okresie wyborów była b. duża i ostra, ale tylko z Nar. Dem. Z PPSem walki żadnej nie było: mówiło się: kto chłop, głosuj na 3, a kto robotnik na 2.

Na liście PPS stał na pierwszym 80 miejscu Lefler znany w Kielcach działacz socjalistyczny a zarazem niepodległościowy. Znałem się z nim b. dobrze. Mogę o nim pisać tylko dobrze, a nawet jak najlepiej. Na endeckiej liście stał M. Sejda z Poznania, Walenty Równicki, chłop z powiatu Jędrzejowskiego (Brynica Mokra) i inni

Endecy wynajęli z Poznania całą chmarę agitatorów i puścili ich w teren. Mieliśmy więc z nimi walkę. Hasłem endeków była niby obrona wiary, mówili i krzyczeli: brońcie wiary, bo ją socjaliści i wyzwoleńcy zniszczą i głosujcie na numer „narodowy”. My zaś mówiliśmy: kto chce, by Polską rządzili chłopi i robotnicy i by była reforma rolna, niech głosuje na 3, to jest na numer chłopski. Pieniędzy na akcję wyborczą nie mieliśmy żadnych, więc zrobiliśmy składkę pomiędzy działaczami chłopskimi, a kandydaci - ja i Mróz też się pieniężnie do tej sprawy przyczyniliśmy.

W gminie Małogoszcz głównym naszym działaczem był Stanisław Forczewski z Ludwinowa, w Brzegowskiej - Walenty Michalski i jego syn Stefan Michalski, w gminie Sobkowskiej - Paweł Woźniczko, mój uczeń, i Andrzej Kondras, ówczesny wójt tej gminy; w gminie Rakowskiej - agitowali działacze: Stanisław Wrona z Węgleńca i A. Chabior z Łączyna; w gminie Imielskiej najpoważniejszym działaczem był Ludwik Kowalski i Franciszek Krakowski, obaj z Kawęczyna, w gminie Nawarzyckiej przywódcą był Andrzej Wójtecki z Nugosławic i oraz Iz. Kubicki z Nawarzyc, w gminie Wodzisławskiej wodzami byli: Walenty Turek, Stanisław Samek, i Stanisław Turek z Promyka, w gminie Sędziszowskiej przywódcą był Ignacy Chabior ze Słaboszowic, w gminie Mstyczowskiej - Marcin i Władysław Lubonie, w gminie Nagłowickiej o wybitnego przywódcę było niełatwo, ale znaleźliśmy światłego chłopa, Antoniego Siomka z Nagłowic, a oprócz tego był tam bardzo wpływowym stary przyjaciel mojego ojca młynarz Antoni Równicki ze Zdanowicz.

W gminie Węgleszyńskiej cieszył się dużą powagą światły i inteligentny chłop - Kazimierz Golka. W gminie złotnickiej wodzami byli Raus z Wygnarowa, P. Szatański z Kasznic i stary a mądry chłop z Wali Teserowej, który wtedy powrócił z emigracji w Związku Radzieckim. W mojej rodzinnej gminie Prząsławskiej przywódcami byli: Andrzej Czerwik z Deszna, Wincenty Pakuła z Potoka, Piotr Rogowski ze Skroniowa. W samym Jędrzejowie miałem też kilku przyjaciół jak Józef Misztalski - zaraniarz, Józef Kruk - starosta (powiatowy Komisarz Ludowy), Jan Szwaczka, Wincenty Nawrot i inni.

Podczas tych wyborów zorganizowałem kilkadziesiąt wieców w powiecie. Dostarczyliśmy też wszystkim kartki z numerem 3. Ostatni wiec 25 stycznia 1919r. urządziłem w Kozłowie małogoskim i rano przybyłem do Sudołu; po śniadaniu dnia 26 stycznia 1919r. poszedłem do głosowania do Prząsławia. Frekwencja była stuprocentowa, tłok straszny, bo jak powyżej nadmieniłem obwody były za duże. Tłok był we wszystkich obwodach w całym powiecie. Głosowanie w Prząsławiu trwało całą niedzielę, całą noc z niedzieli na poniedziałek, cały poniedziałek i skończyło się dopiero późno w nocy z poniedziałku na wtorek. Komisja Obwodowa obliczyła głosy dopiero rano, a we wtorek wysłała i kartki wyborcze i protokół do Kielc do Okręgowej Komisji Wyborczej. Pełnomocnikiem listy był Jan Sznuczka.

Wynik głosowania był następujący: Zostali wybrani z listy №3 - ja, Jan Ledwoch, Piotr Piwko i Wincenty Mróz. Z listy №2 - wybrano na posła Leflera, a z listy endeckiej M. Sejdę i Walentego Równickiego z Brynicy Mokrej. Ale zaraz po wyborach był złożony protest przez endeków, że ja, Ledwoch i Piwko podczas wyborów byliśmy na państwowych stanowiskach administracyjnych i z tych stanowisk oddziaływaliśmy na wyborców. Sprawę sądził Sąd Najwyższy. Okazało się, że ja zaraz na początku wyborów, gdy tylko była wysunięta moja kandydatura, ustąpiłem ze stanowiska powiatowego komisarza rządu (starosty), a Ledwoch tego nie uczynił, zaś Piwko podczas wyborów 81 pełnił funkcję państwowego leśniczego w pow. Kieleckim. To też Sąd Najwyższy unieważnił mandaty J. Ledwocha i P. Piwko, a na ich miejsce weszli zastępcy Fran. Jęczmyk i Stanisław Boruń. W ten sposób ja i inni ludowcy weszliśmy jako posłowie do pierwszego Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej.