Wszelkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania i publikacji fragmentów lub całości bez zgody autorów

 

Pamiętniki Andrzeja Walerona    (odcinek 11)

b 8a

ciąg dalszy rozdziału:

część V   Działalność parlamentarna w okresie międzywojennym

Dnia 5 grudnia 1929 roku wreszcie sesja budżetowa Sejmu została otwarta, a wtedy trzy kluby centrum (Piast, CHD, NPR) i trzy kluby lewicy (PPS, Wyzwolenie i Stron. Chłop) złożyły wniosek o wotum nieufności dla rządu. W taki sposób powstał Centrolew liczący 40% głosów. Wniosek ten uzyskał dużą większość Sejmu. Rząd podał się do dymisji i prezydent ją przyjął. Centrolew montowaliśmy uporczywie; najwięcej koło tej sprawy krzątał się poseł Wrona.

Sprawa zaś zjednoczenia Ruchu Ludowego, propagowana ustawicznie przez Stronnictwo Chłopskie, znajdowała na wsi pośród chłopów coraz więcej zwolenników. Na ten temat najwięcej napisał w „Gazecie Chłopskiej” Jan Dąbski i A. Waleron. Zmiana rządu trwała długo, chodziło przecie o to, by nie dać Sejmowi pracować i by nie wydał żądnej przez Trybunał Stanu oceny przekroczeń budżetowych ministra Czechowicza.

Wreszcie po długich naradach i pertraktacjach prezydent powołał rząd Bartla, z tym, że pozostali w nim w większości ministrowie dotychczasowi, oprócz 4 nowych; ci nowi byli: Józefski - sprawy wewnętrzne, Maksymilian Matakiewicz - roboty publiczne, Dutkiewicz - sprawiedliwość, Leśniewski - rolnictwo. 10 stycznia 1930r. premier Bartel wygłosił w Sejmie expose w duchu pojednawczym. Stronnictwa Centrolewu odpowiedziały żądaniem przestrzegania przez rząd konstytucji, praworządności i poszanowania dla parlamentaryzmu. Tymczasem był to ze strony Piłsudskiego i rządu manewr w celu uśpienia opozycyjnego stronnictwa Centrolew jednak o tym nie wiedział. To też budżet na rok 1930/31 został w Sejmie przegłosowany w myśl zasady, że budżet daje się państwu, a nie rządowi (zasada nie zupełnie słuszna). Ale wobec skrócenia sesji sejmowej o dwa miesiące Sejm nie zdążył załatwić żądanej przez Trybunał Stanu oceny celowości przekroczeń budżetowych co dla Czechowicza była z tego powodu zagwozdka (o co właśnie rządowi chodziło).

Myślano w centrolewie o złożeniu wniosku, by przedłużyć sesje o dwa miesiące, rząd zaś myślał o tym by do tego nie odpuścić i postanowił niespodziewanie podać się do dymisji. Niespodziewanie pojawiła się ku temu okazja. Oto PPS wymusiła dla ministra Prystora wotum nieufności. Sejm uchwalił, ale ustąpił nie sam Prystor, a cały rząd. Nastąpiła znowu przerwa w obradach sejmu. Przesilenie było rozmyślnie przewlekane, a w tym czasie sejm nie obradował. W czasie tego przesilenia Piłsudski zażądał dalszych ograniczeń praw sejmu. Ponieważ do zwołania sesji budżetowej pozostało jeszcze kilka dni, a konstytucyjnie podczas przesilenia sejm mógł obradować, to Daszyński zorganizował posiedzenie Sejmu i Komisji sejmowych, by dokończyć sprawy Czechowicza. Wtedy stuosobowy klub BBWR zagroził, że będzie robił na posiedzeniach taką obstrukcje, by się posiedzenia nie mogły odbywać. Daszyński doszedł do przeświadczenia, że obstrukcja klubu stuosobowego istotnie uniemożliwi obrady Sejmu i sprawy przekroczeń budżetowych Czechowicza na posiedzeniu Sejmu nie postawił. Sejm wiec przyjął ustalenia w formie ustawy o budżecie na rok 1930/31 nie poruszając sprawy Czechowicza.

Marzec dobiegł końca. Budżetowa sesja Sejmu została zakończona i zamknięta. Wtedy dopiero prezydent ogłosił listę nowego rządu. Na premiera został wyznaczony Sławek, reszta pozostała bez zmian z wyjątkiem tym, iż ministrem spraw wewnętrznych znowu został Składkowski, sprawiedliwości - Car, ministerstwo rolnictwa objął Janta Połczyński obszarnik - konserwatysta.

Sławek jako premier oświadczył, że ten Sejm nie będzie miał głosu. Tak się rząd i obóz rządowy bał sprawy Czechowskiego. To też w maju roku 1930, podczas sejmowych sesji, posłowie sześciu klubów centrolewu zgłosili do prezydenta wniosek o zwołaniu nadzwyczajnej sesji sejmu. Prezydent zgodnie z konstytucją zwołał nadzwyczajną sesje sejmu na dzień 29 maja. Daszyński postanowił zaraz na pierwszym posiedzeniu postawić sprawę oceny przekroczeń budżetowych Czechowskiego, którą to sprawę można było załatwić w ciągu jednego posiedzenia Sejmu, ale prezydent i rząd (t.j Piłsudski) postanowili do tego nie dopuścić; to też gdy się posłowie zebrali w Sali sejmowej, odczytano im pismo prezydenta, że sesja sejmowa jest odwleczona na 30 dni. Było jasne, że chodzi Czechowicza i że rząd i Piłsudski bali się dokończenia tej sprawy.

Ciekawe jest to, że były minister skarbu Czechowicz żądał zakończenia tej swojej sprawy, widocznie ujawnić, kto i na co te przekroczone sumy użył i kto od niego żądał tych przekroczeń; to też jako poseł przeciw przewlekaniu wystąpił z BBWR i powody tego kroku ogłosił w „Robotniku”. W artykule tym ogłosił, że Polska miała pewność, że dostanie pomocną pożyczkę zza granicy i że gdy w Polsce rozpoczęto walkę z Sejmem zagranica zaczęła „unikać Polski”.

W tym czasie w prasie prorządowej zaczął się atak na Daszyńskiego oraz ukazały się artykuły żądające wprost unicestwienia wolnego Sejmu, nawet na drodze bezprawnej, a grupa Jaworowskiego, która wystąpiła z PPS i działała w łączności z BBWRem zorganizowała kilka napadów na działaczy PPS, zginęło kilka osób, jeszcze więcej było rannych. Opozycja obawiała się zamachu stanu. W tym stanie rzeczy opozycja postanowiła odwołać się do wyborców, do społeczeństwa. W tym celu postanowiono zwołać w dniu 29 czerwca 1930 roku do Krakowa wielki Kongres centrolewu i poinformować naród o sytuacji politycznej. Na zebraniu organizowanym w Warszawie dnia 20 czerwca Jan Dąbski obwieścił cele tego Kongresu:
1) Ustąpienie rządów dyktatury Józefa Piłsudskiego
2) Utworzenie Konstytucyjnego rządu, opartego na zaufaniu narodu, rządu który by pracował zgodnie z Sejmem.

Na Kongres przybyło, pomimo różnych szykan i przeszkód ze strony policji, kilkadziesiąt tysięcy ludzi, może około 80 tysiecy. Najpierw odbyło się zebranie posłów, senatorów i czołowych działaczy wszystkich sześciu stronnictw w Sali Starego Teatru w Krakowie; na zebraniu tym przemawiali przedstawiciele wszystkich sześciu stronnictw po dwóch z każdego. Z ramienia wyzwolenia mówił Róg i Malinowski ze stronnictwa chłopskiego - Dąbski i Waleron, Piasta - Witos i (zdaje się) Kiernik, kto przemawiał z ramienia PPS i innych stronnictw centrolewu, nie pamiętam. Po zakończeniu zebrania w Sali teatru odbyło się wielkie zgromadzenie na placu Szczepańskiego. Przewodniczył (zdaj się) Popiel.

Przemawiali przedstawiciele wszystkich sześciu stronnictw ; z ramienia Stronnictwa Chłopskiego przemawiał dr. Wrona. I na sali teatralnej i na placu Szczepańskim zebrani uchwalili:
1) Walkę z dyktaturą Piłsudskiego, aż do zwycięstwa.
2) Powołanie rządu, który miałby zaufanie.
3) Walczyć z próbą zamachu.
4) A gdyby powstał rząd drogą zamachu stanu odmówić mu wszelkich świadczeń.
5) Na każdy objawy terroru odpowiadać.
6) Prezydent (Mościcki) winien ustąpić.

Był to najważniejszy Kongres w Polsce. Kongres Krakowski miał być wstępem do akcji ogólnopolskiej. Na dzień 14 września wyznaczono zorganizowanie w Polsce 21 kongresów lokalnych pod hasłem dyktatury, zwołanie sejmu, walka z kryzysem. W odpowiedzi na to rząd Sławka 23 sierpnia ustąpił, a na jego miejsce 25 sierpnia był wyznaczony rząd Piłsudskiego, zresztą z tymi samymi ministrami; zaraz też po objęciu urzędu ogłosił on w swym nowym wywiadzie zaciekły atak posłów (oczywiście opozycyjnych) nazywając ich łotrami (chyba za to, że się domagali praworządności); zaś dwa dni później „nieznani sprawcy” napadli na chorego Jana Dąbskiego wicemarszałka Sejmu i przewodniczącego Stronnictwa Chłopskiego, ciężko go pobili i spowodowali jego śmierć przedwczesną. Sprawców wojskowych, oczywiście że policja nijak starała się ich wykryć.

Wreszcie 30 sierpnia nastąpiło rozwiązanie Sejmu i Senatu i wyznaczenie głosowania do czwartego a Senatu trzeciego na dzień 16 i 23 listopada 1930 roku. Zorganizowany na terenie parlamentu związek Centrolewu okazał się w walce dość zgrany. Postanowiono więc i do wyborów iść razem w tymże związku, który na wybory przybrał nazwę: Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu. Z tego Centrolewu wyłączyła się tylko Chrześcijańska Demokracja a weszły do stronnictwa: NPR, PSL- Piast, Wyzwolenie, Stronnictwo Chłopskie i PPS. W odpowiedzi na to aresztowano w nocy 19 posłów stronnictw opozycyjnych, a mianowicie Liebermana, Barlickiego, Pragiera, Ciołkosza, Duboisa i Mostka (PPS) Bagińskiego i Putka, (Wyzwolenie), Sawickiego (Str. Chłop.), Witosa i Kiernika (Piast), Aleksandra Dębskiego i J. Kwiatkowskiego (ND), Celewicza, Kohnta, Leszczyńskiego, Paliewa i Wisłockiego (Ukraińcy), Karwala Popicla (NPR), a nieco później aresztowanych potajemnie wywieziono do Brześcia i osadzono tam w twierdzy, w wwiezieniu wojskowym tak, by nikt nie wiedział, gdzie oni są.

Kierownikiem nad tym więzieniem był Pułkownik Kostek Biernacki; znany ze swej surowości służbowej. Tam więźniów bito, znęcano się nad nimi, ubliżano im, straszono rozstrzelaniem, zmuszano do mycia ustępów bez szczotek i ścierek itd. Niezależnie od tego w szeregach opozycji aresztowano wielu innych działaczy, w liczbie przeszło 80 osób. Aresztowanych osadzono w różnych więzieniach. Ze Stronnictwa Chłopskiego aresztowano posła dr. Wronę osadzono go w więzieniu w Warszawie, posła Dobracha i osadzono go w więzieniu w Opatowie i pos. Józefa Mochnieja i osadzono go we Wronkach.

Mnie też policja chciała aresztować, alem się na początku okresu wyborczego ukrywał w Warszawie w (…) Polański. Ponieważ policja nie mogła mnie przyłapać, to wytoczono mi dwa zarzuty prasowe: jedną za ubliżanie rządowi drugą za podjudzanie chłopów przeciw (…) rzekomo wykonane w „Gazecie chłopskiej”, której byłem wydawcą. Na rozprawach się nie stawiłem. Dostałem dwa wyroki po 3 miesiące. Mój adwokat złożył odwołanie przewlekła (…) na rok.

Ten terror i te represje miały oczywiście doprowadzić do tego, żeby zniszczyć opozycje i żeby rząd wygrał. Ponieważ jednak Centrolew był sprytny i dobrze zorganizowany i aresztowani, przewidując swe aresztowanie, wyznaczyli pełnomocników list wyborczych i dali im pisemną zgodę na kandydowanie to pomimo tych aresztowań - akcja przebiegła normalnie. Chłopów, więc nie potrzeba było agitować; a BBWR był znienawidzony.

Widząc to obóz rządowy pieniędzmi i groźbą nakłaniał innych działaczy do zdrady. Mało to pomogło, ale zdrajcy jednak byli i to we wszystkich stronnictwach. W swoim okręgu wyborczym - Kieleckim zdradził Centrolew poseł J. Ledwoch z powiatu włoszczowskiego. Wydał nawet odzew przeciw Centrolewowi, ale odezwa pozostała bez skutku, a Ledwocha chłopi znienawidzili. Dużą pomoc przy organizowaniu wyborów w okręgu wyborczym kieleckim okazał poseł i działacz PPS - Karpiński: on to organizował akcje wyborczą w powiatach kielecki i włoszczowskim, a moi przyjaciele i rodacy w powiecie jędrzejowskim.

W tym czasie policja sanacyjna urządziła napad na centralny sekretariat Stronnictwa Chłopskiego i i na redakcje „Gazety Chłopskiej”. Oto niejaki Różański, kierownik Biura Urządzeń Rolnych, Sukiennik, agitator polityczny usunięty z Wyzwolenia oraz wymieniony wyżej Jan Ledwoch z grupą tajniaków sanacyjnej Policji 6 października 1930 roku napadli na lokal Stronnictwa Chłopskiego i redakcje „Gazety Chłopskiej”, zajęli samowolnie ten lokal i „Gazetę Chłopską”, zorganizowali tam posiedzenie fikcyjnej Rady Naczelnej i uchwalili, niebyła Rada Naczelna postanawia, by Stronnictwo Chłopskie wystąpiło z Centrolewu i by wobec tego chłopi nie głosowali na listę Centrolewu.

Sekretarzem naczelnym Stron. Chłop. Był wtedy Jan Kulisiewicz, który na szczęście miał u siebie w mieszkaniu listę członków Rady Naczelnej Stron. Chłop. Oraz listę prenumeratorów „Gazety Chłopskiej”. Ukrywałem się wtedy w Warszawie w mieszkaniu adwokata J. Kujzy. Dowiedziałem się o tym telefonicznie. Spotkaliśmy się z Kulisiewiczem, dostaliśmy w teatrze Ateneum (ul. Czerwonego Krzyża) sale, zakupiliśmy bilety na telegramy, rozpisaliśmy depesze do wszystkich członków prawdziwej Rady Naczelnej, by przybyli na posiedzenie tej rady w dniu oznaczonym. Dopełniwszy obowiązków obaj z Kulisiewiczem nadaliśmy depesze kilkunastu urzędach pocztowych. W każdym po kilka depeszy.

W dniu oznaczonym przybyli członkowie Rady Naczelnej do teatru „Ateneum” i tam pod moim przewodem (byłem prezesem Rady Naczelnej Stronnictwa Chłopskiego) i przy udziale Kulisiewicza, który był sekretarzem Rady Naczelnej, Rada Naczelna uchwałę uchwaliła, że Stronnictwo Chłopskie do wyborów idzie w bloku z Centrolewem i pod jednym wspólnym numerem i skrytykowaliśmy łobuzów którzy napadli na nasz lokal i podszywając się pod Radę Naczelną Stronnictwa Chłopskiego. Uchwałę tą wydrukowaliśmy jako odezwę i wysłaliśmy prenumeratorom :Gazety Chłopskiej”. Gdy prenumeratorzy otrzymali w sfałszowanym nakładzie „Gazetę Chłopską” uchwałę fałszywej Rady Naczelnej, jednocześnie otrzymali, odezwę prawdziwej Rady Naczelnej. Z nazwiskami prawdziwych członków tejże Rady i z uchwałą, iż Stronnictwo Chłopskie idzie do wyborów w bloku z Centrolewem i pod jednym numerem. To samo przetaczali w „Robotniku”, organie PPS, a w „Wyzwoleniu” i w „Piaście” sprawa więc byłą wyprostowana, fałsz się nie udał, Centrolew nie został rozbity.

Cóż wtedy robili Różanowski i Sukennik i Ledwoch? Rozkazali lokal Stronnictwa Chłopskiego Polakiewiczowi, który już od dwóch lat był w sanacji - na sekretariat sanacyjnego związku młodzieży „Zielone Koszule” i zamknęli wydawanie „Gazety Chłopskiej”. Rozesłaliśmy więc okólnik (ja i Kulisiewicz), że podczas wyborów członkowie Stronnictwa Chłopskiego będą obsługiwani przez tygodni „Wyzwolenie”.

Gdy lista państwowa Centrolewu była w Warszawie złożona w Głównej Komisji Wyborczej, gdy została przyjęta i otrzymała № 7 i gdy w okręgach listy okręgowe również były złożone i gdy w Kielcach lista okręgowa Centrolewu była zgłoszona z moim nazwiskiem na pierwszym miejscu i przez Okręgową Komisje byłą przyjęta, wtedy udałem się do okręgu wyborczego, by szerzyć osobiście propagandę pomiędzy chłopami, by głosowali na listę Centrolewu z numerem 7. Aresztowania się już nie obawiałem, bo moja sprawa rządowa była już po apelacji, a oprócz tego - po złożeniu okręgowych list wyborczych - aresztowania ustały.

Ponieważ sanacyjna policja liczne zebrania przedwyborcze z zasady rozwiązywała, przeto musiałem po powiecie jędrzejowskim jeździć i chodzić tak, by policja zgubiła mój ślad, a zebrania robiłem codziennie dwa - jedno w południe drugie wieczorem, oczywiście zebrania były nieliczne na kilka lub kilkanaście osób. To samo robił w kieleckim powiecie włoszczowskim tamtejszy działacz Stronnictwa Chłopskiego Józef Wójcik z Bałkowa.

Okręg kielecki dobrze więc był poinformowany jak należy głosować. Nastroje pomiędzy chłopami i robotnikami były wszędzie za Centrolewem. Sądzę, że to samo było we wszystkich innych okręgach. Rządowa partia BBWR wiedziała, że ani terror, ani aresztowania większości nie przestraszyły, chwyciła się więc nowego sposobu, a raczej trzech: jeden unieważniania list wyborczych, drugiego przerabiania wyników wyborów w Starostwach. Gdy wiec okręgowa komisja wyborcza unieważniła okręgowa listę wyborczą opozycji, to wyborcy tego okręgu, ci którzy chcieli głosować listę opozycyjną, nie mieli na kogo głosować i wszystkie mandaty z tego okręgu były przyznawane stronnictwu rządowemu, opozycja nie otrzymywała żadnego mandatu, choć 70 lub 80 procent wyborców chciało na nią głosować.

Już pisaliśmy, że Skłodkowski jako minister spraw wewnętrznych wydał zarządzenie, by protokoły komisji wyborczych były wysyłane nie wprost do komisji obwodowych, a z każdego powiatu do właściwego starostwa. Po co? Oczywiście po to, by w Starostwach można było te protokoły przerabiać i dopiero przerobione (sfałszowane) przesłać do Komisji Okręgowych. BBWR chcąc więc za wszelka cenę mieć w Sejmie większość, zastosował te dwa sposoby. Bywało więc nieraz tak, że pełnomocnik okręgowej listy Centrolewu otrzymał od wszystkich obwodowych mężów zaufania Listy Centrolewu informacje ile padło głosów na numer 7 każdym obwodzie, głosy te policzył i widział, ile głosów padło na centrolew w całym okręgu wyborczym. Gdy wiec na posiedzeniu okręgowej komisji wyborczej ujawniano liczbę mniejszą, pełnomocnik już wiedział, że w starostwach protokoły okręgowe fałszowano. Wnoszono w takich wypadkach protokoły do Sądu Najwyższego, ale protesty leżały bez załatwienia, aż do rozwiązania Sejmu.

Chwytem też było unieważnianie głosów przez komisje obwodowe. Podczas wyborów w roku 1930 unieważniono 482 tysiące głosów, oczywiście opozycji. Po zastosowani przez sanacje wszystkich tych łajdackich chwytów wynik wyborów ogłoszono przez okręgowe i główną komisje. Wyniki były następujące: BBWR 247 mandatów. Prawica / stronnictwo rządowe 62 mandaty. Centrolew: Ch. Dem. - 15 mandatów, NPR - 10 mandatów i Piast 15 mandatów. Lewica: Stronnictwo Chłopskie 18 man, Wyzwolenie 15 man, PPS 24 man. Lewica Chłopska 1 man, Komuniści 4. Mniejszość narodowa.

Ponieważ Sejm ustawowo liczył 444 posłów przeto BBWR zdobył więcej niż połowę. Zaraz też po wyborach nastąpiła zmiana stanowiska premiera, ustąpił Piłsudski przekazując stanowisko premiera Sławkowi, zatrzymując sprawy wojskowe. Otwarcia Sejmu i Senatu dokonał nowy premier Sławek. Na marszałka Sejmu większość wybrała K. Świtalskiego, w Senacie W. Raczkiewicza. Obaj marszałkowie objęli swe urzędy dopiero po uzyskaniu zgody Prezydenta. Był to nowy fakt zmierzający do poddania parlamentu pod opiekę Prezydenta.

Jak tylko zebraliśmy się w Sejmie, pierwszym naszym czynem było połączenie się trzech ludowych grup w jeden klub. Ponieważ Jan Dąbrowski dotychczasowy prezes klubu Stronnictwa Chłopskiego był chory, a poseł Wrona siedział w więzieniu, przeto zebrałem tych posłów Stronnictwa Chłopskiego, którzy na otwarcie Sejmu przybyli. Zrobiłem naradę i na mój wniosek postanowiono połączyć się z grupą Wyzwolenia i Piasta. To samo zrobił w klubie wyzwoleniowym poseł Róg, a piastowym poseł Madejczyk, po czym 10 XII 1930 r dokonaliśmy połączenia trzech grup parlamentarnych i stworzyliśmy jeden parlamentarny klub ludowy. Prezesem tego zjednoczonego klubu został poseł M. Róg, wiceprezesem - ja i Madejczyk.

Znalazło się jednak kliku posłów w grupie Piasta, którzy nie chcieli się łączyć i pod kierownictwem posła Michałkiewicza utworzyli kilkuosobową grupę, współpracującą z BBWRem. Połączenie zaś trzech stronnictw ludowych odbyło się 15 marca 1931 roku w Warszawie. W tym celu zebrały się trzy rady naczelne łączących się trzech stronnictw i dokonały połączenia. Zjednoczone stronnictwo nazwało się wprost „Stronnictwem Ludowym”.. Prezesem kongresu tego połączenia został M. Malinowski, Prezesem Rady Naczelnej W. Witos, wiceprezesem A. Waleron i dr Putch, a prezesem klubu parlamentarnego jak wyżej nadmieniłem - M. Róg i dwaj wiceprezesi, ja i Madejczyk. Rada Naczelna wybrała 12 osobowy Naczelny Komitet wykonawczy, którego prezesem został dr. Wrona, zaś kierownikiem organizacyjnym został K. Bagiński.

Na usilne naleganie grupy b. Stronnictwa Chłopskiego Naczelny Komitet wykonawczy zorganizował wkrótce organ zjednoczonego SLu w postaci tygodnika „Zielony Sztandar” ; redaktorem „Zielonego Sztandaru „ został M. Rataj, były marszałek drugiego Sejmu, który przy wyborach Brzeskich utracił mandat poselski. Po wyborach więźniów brzeskich przewieziono do Radomia, a po pewnym czasie zwolniono, tak że Witos, Kiernik i Bagiński byli już w dniu 15 marca na zebraniu pierwszej zjednoczonej Rady Naczelnej.

Już powyżej nadmieniłem, że oprócz wypadków brzeskich było jeszcze na początku okresu wyborczego aresztowanie kilkudziesięciu działaczy Centrolewu. Teraz po wyborach odbył się cały szereg procesu policyjnych, przy czym sanacyjna policja starała się popierać oskarżenia różnymi świadkami stawionymi, by udowodnić winę oskarżonym. Przy badaniach sądowych i zeznaniach świadków wychodziło to nieraz na niekorzyść policji i stanowiło kompromitacje ówczesnej policji. Jeżeli o mnie idzie, to ponieważ apelacji sąd nie zmienił wyroku pierwszej instancji (dwa wyroki po 3 miesiące) przeto na przeczytaniu wyroku zrzekłem się prawa nietykalności poselskiej i nie prosząc nikogo u ułaskawienie zgłosiłem się do więzienia w Warszawie na Daniłowiczewskiej i odsiedziałem oba wyroki i wróciłem do Sejmu.

Tymczasem rozpoczął się proces w Sądzie okręgowym warszawskim przeciw jedenastu więźniom brzeskim, a mianowicie przeciw: Liebermanowi, Bawlickiemu, Witosowi, Kiernikowi, Putkowi, Bagińskiemu, Pragierowi, Ciołkosowi, Dubois, Mastkowi i Sawickiemu. Bronili ich najwięksi adwokaci warszawscy. Ponieważ na sądzie nie mogli udowodnić więźniowie, jak się nad nimi znęcano, bo sąd do tego, nie dopuszczał, to przeto szczegóły tych znęcań się nad nimi były ogłoszone w interpelacji poselskiej i ujawniono publicznie. Oskarżanie, jako zwolnieni z widzenia, odpowiadali z wolności; wyłożyli oni na sądzie najwyraźniej, że chodziło ówczesnemu rządowi sanacyjnemu nie o to, co oskarżeni mówili na Kongresie Krakowskim, bo nic przeciw prawu nie mówili, a o to by ich wyborców zastraszyć i wygrać wybory, czyli ich aresztowanie stanowiło cześć akcji wyborczej.

Przemówienie oskarżonych były dla oskarżycieli tak druzgocące, że ów proces brzeski był w rzeczywistości publicznym oskarżeniem ówczesnego sanacyjnego rządu i tych, którzy z ramienia tego rządu wybory brzeskie organizowali. A jednak pomimo to sąd skazał oskarżonych na kare więzienia od lat 3 do półtora (W. Witos otrzymał półtora roku). Tylko poseł A. Sawicki (Str. Chłop) był uniewinniony. Dwóch sędziów głosowało za skazaniem, jeden przeciw zgłaszając swoje wotum separatum sprawa ta na początku roku 1933 znalazła się w Sądzie Apelacyjnym. Obrońcy zażądali wyłącznie jednego z sędziów, gdyż jego stronniczość była w tej sprawie znana. Sąd wniosek obrońcy uchylił i wyrok Sądu Okręgowego ostatecznie zatwierdził.

Obrona zgłosiła kasacje do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy 9 maja 1933 ze względów formalnych sądu apelacyjnego uchylił i polecił mu ponowne rozpatrzenie tej sprawy. Wobec tego Sąd apelacyjny rozsądził ją w inny składzie osobowym powtórnie i wyrok pierwszy Sądu Okręgowego zatwierdził. Wtedy większość więźniów a w tej liczbie W. Witos, W. Kiernik, K. Bagiński, wyjechała przez zielona granicę do Czechosłowacji, a kilku pozostałych odsiadywało więzienie.

Ale wróćmy do Sejmu. Ponieważ wszyscy wiedzieli, że większość sejmowa powstała z wyborów zafałszowanych, to taki Sejm tracił w społeczeństwie powagę i był używany przez opozycje jako trybuna z której można było swobodnie przemawiać. Zaraz po wyborach 4 grudnia 1930 roku ustąpił ze stanowiska premiera Piłsudski, a jego miejsce zajął z powrotem Sławek. Innych poważnych zmian w rządzie nie było. Zaraz też Sejm mając sanacyjną większość zatwierdził owe przekroczenia budżetowe z lat poprzednich, a o które to przekroczenia b. minister Czechowicz był pod Trybunałem Stanu.

Gdy wiec owe przekroczenia były zatwierdzone, automatycznie sprawa ta w Trybunale Stanu wygasła. Rząd Sławka złożył też w Sejmie projekt nowej konstytucji, ale się nie śpieszył z jego forsowaniem. Widocznie odkładał na koniec sejmowej kadencji. W końcu maja 1931 ustąpił Rząd Sławka. Stanowisko premiera obijął Prystor, który zajmował to stanowisko dwa lata. Tym razem nastąpiły w rządzie zmiany, a mianowicie: ministrem spraw wewnętrznych został Pieracki, oświaty - Jędrzejowicz, rolnictwa Ludkiewicz, spraw zagranicznych - Bek. Dwie kolejne sesje budżetowe z roku 1931/32 i z roku 1932/33 przebiegły spokojnie, przy czym sanacyjna większość zawsze obdarzała prezydenta szerokimi pełnomocnictwami na te miesiące w których sejm nie obradował; było to przyzwyczajenie społeczeństwa do tego, że Sejm ma być przy prezydencie organem doradczym.

Siedmioletnia kadencja prezydenta Mościckiego wyczerpała się. Nastąpiły wybory. Opozycja, a więc i Stronnictwo Ludowe postanowiło je zbojkotować. Nie przybyła więc opozycja na Zgromadzenie Narodowe. W wyniku tego Ignacy Mościcki został ponownie wybrany. Jasna sprawa, że opozycja nie udała się też na zamek królewski i nie była na przysiędze prezydenta. Pamiętam, że w obozie sanacyjnym uczepiło to wrażenie przygnębienia. Pamiętam też, że i nasi wyborcy też mieli o tej sprawie zdanie mieszane: niektórzy mówili, że trzeba było być na Zgromadzeniu Narodowym postawić na prezydenta kandydata i na niego głosować.

W roku 1933 Hitler doszedł w Niemczech do władzy. Było jasne, że Niemcy będą wyciągać ręce o nasze ówczesne ziemie zachodnie. Górny Śląsk, woj. Poznańskie i pomorskie. W odpowiedzi na to były polepszone stosunki ze Związkiem Radzieckim; nawet znaczne zbliżenie. Jest ciekawe, że Roman Dmowski wódz endecji twierdził, że Hitler stosuje w Niemczech dyktaturę za słabą. Było z tego jasne że sejmowy klub endecki, aczkolwiek też należał do opozycji, nie był jednakże zgranym towarzyszem centrolewicowej opozycji w sejmie. Kto bowiem sympatyzuję z dyktaturą w Niemczech też nie może być sojusznikiem tych, którzy ją zwalczają w Polsce. Zwróciłem wtedy pilną uwagę na tą taktykę endecji i dostrzegłem, że była tam nieśmiała myśl pogodzenia się z obozem sanacyjnym kto bowiem pochwala dyktaturę w Niemczech też nie będzie jej zwalczał w Polsce.

W roku 1933 była uchwalona w Sejmie ustawa samorządowa. Zaraz też na podstawie tej ustawy nastąpiły wybory do rad gminnych, przy których wyborach starościńska biurokracja dokonała takich fałszerstw, że gminnicy patrzyli na to na to z najwyższym zdziwieniem i pluli z obrzydzenia, a chłopi w moim rodzinnym powiecie mówili: „A to mamy polską inteligencje urzędniczą! Przecież to łajdacy!” Ci na ówczesnego starostę jędrzejowskiego patrzyli jak na pospolitego gałgana. Z tego też powodu musiał powiat opuścić: przeholował w nikczemnej gorliwości i służalstwie.

Zaznaczam wreszcie, że w ustawie samorządzie terytorialnym obniżono prawa wyborcze obywateli, a mianowicie podniesiono cenzus wieku wyborczego: czynnego na lat 24, a biernego na lat 30. W tych latach Sejm większością głosów sanacyjnych uchwalił kilka ustaw, zmierzających do ograniczenia swobód obywatelskich jak na przykład: ustawa o zgromadzeniach, ustawa o stowarzyszeniach, ustawa ograniczająca autonomie uniwersytetów, ustawa o zawieszeniu niezależności służbowej sędziów, ustawa pogarszająca zdobycze socjalne robotników itd. Wszystko to zmierzało do skłócenia społeczeństwa i ustawienia go w takie dyby, by było bezsilne przeciw dyktaturze ówczesnej sanacyjnej biurokracji.

Tymczasem sprawy gospodarcze przedstawiały się marnie: był kryzys, t.j. zastój i bezrobocie a ceny na produkty rolne były tak niskie i nieopłacalne, że Stronnictwo Ludowe musiało się chwycić tak ostrego i niezwykłego środka jak strajk chłopski, t.j. zbojkotowanie przez chłopów jarmarków i powstrzymanie się od dostaw do miast żywności. Była to sprawa bardzo ciężka do przeprowadzenia. To też im mocniejsza byłą w powiecie organizacja Stronnictwa Ludowego, tym strajk wypadł lepiej. Powtarzam, ciężki to był wyczyn polityczny i gospodarczy, ale się na ogół udał.

Jasna sprawa, że i gdy robotnicy i nasi chłopi w swej walce sanacyjnym rządem chwycili się sposobu najostrzejszego bo strajku, to w takiej chwili zdążały się częste walki chłopów i robotników z policją. W walkach tych policja nie żałowała kul karabinowych. To też wielu chłopów i robotników padło, a ziemia polska w wielu miejscowościach krwią świata pracy nasiąkła. Wreszcie Sławek znowu wrócił na stanowisko i zaczął w Sejmie forsowanie projektu nowej konstytucji. Nikt mu nie przeszkadzał bo opozycja, idąc za inicjatywą klubu Stronnictwa Narodowego, zagrała w najgłośniejsza trąbę opozycyjną tj. zbojkotowała posiedzenia Komisji Konstytucyjnej; to też gotowy projekt nowej konstytucji został postawiony na porządku obrad Sejmu; i znowu opozycja, t.j. endecy i centrolew zbojkotowali to posiedzenie; to też klub BBWR, nie mając na Sali sejmowej przeciwników szybko uchwalił konstytucje.

Byłem wtedy w Sejmie w bibliotece, boć byłem przecież lojalny wobec postanowień klubu i na sale obrad nie poszedłem. Gdy posłowie BBWRu uchwaleniu konstytucji wychodzili z Sali sejmowej w kuluary, spotkałem się z nimi i wtedy zaczęli sobie ze mnie drwić, mówiąc: „takich głupców jak wasza opozycja - jeszcześmy nie widzieli!” Toć przecież gdybyście wszyscy byli na Sali i wzięli udział w głosowaniu, to my BBWR w stosunku do powiększonej izby głosujących, nie mielibyśmy kwalifikowanej większości do uchwalenia nowej konstytucji, brakuję nam kilku głosów. Gdyście na sale posiedzeń nie przyszli i nie musieli swoich głosów przeciwko nam to nasz klub BBWR uchwalił nową konstytucję jednogłośnie.”

Byłem tam jak uderzony obuchem w głowę. Wróciłem do biblioteki, z ołówkiem w ręku, przeliczyłem głosy BBWRu i polskiej opozycji i aspiracji mniejszości narodowych, to wyszło, że sam BBWR istotnie nie miał tej wymaganej większości. „Endekom się nie dziwie, że zainicjowali tak ostrą opozycję. Im demokracja parlamentarna wcale nie była potrzebna, a nowa konstytucja, która odpychała świat pracy od rządów, była im w sam raz dana, a to że nie oni ją przeprowadzili tylko Sławek, mogło im to nie robić różnicy. Takie były moje myśli w bibliotece Sejmowej.

Co się tyczy prezesów klubów opozycyjnych, którzy wszak byli promotorami takiego podejścia to nie wiem, co odegrało role główną w ich niedorzecznej taktyce bojkotowej: czy niedopatrzenie, czy też strach przed Sławkiem, by w razie utracenia projektu konstytucji nie zaczął łamać im kości. Jak to już znacznie wcześniej z trybuny sejmowej groził. Gdym zapytał wtedy prezesa klubu ludowego Michała Roga odpowiedział krótko: „Popełniliśmy błąd!”. Działo się to w końcu kwietnia lub w pierwszych dniach maja 1935 roku.

Józef Piłsudski był już wtedy ciężko chory i dogorywał. Zdążył jeszcze przed śmiercią, jako minister spraw wojskowych podpisać egzemplarz nowo uchwalonej konstytucji, ale był już nie całkiem przytomny, bo w tym jego podpisie brak jednej litery. Widziałem pantograficzne zdjęcie tego egzemplarza konstytucji i dobrze pamiętam, iż w podpisie Piłsudskiego w środku tego podpisu jednej litery było brak, a sam podpis był wykonany tak niedołężnie, iż było widać, że położył go człowiek bardzo ciężko chory. Wkrótce też Józef Piłsudski zmarł. Mówiono, że przyczyną śmierci był rak wątroby. Kto wie, czy przyczyną tych jego wywiadów prasowych przeciw posłom nie byłą choroba, która go kilka lat przed śmiercią żarła i pozbawiała równowagi nerwowej i umysłowej.

A sama konstytucja Sławkowa? Nie będę jej tu analizować. Każdy historyk znajdzie ją w „Dzienniku Ustaw” tych czasów. Gdym się jednak spokojnie zastanawiał nad treścią i sensem tej konstytucji i nowej ordynacji wyborczej, którą też wkrótce sejm uchwalił, doszedłem do przekonania, że konstytucja ta czyniła z prezydenta Polski wszechpotężnego dyktatora. A sposób wybierania tego prezydenta był taki, że następny prezydent po ustępującym, mógł być tylko ten, którego wskazał ustępujący. A jeżeli wskazał na siebie, to mógł to zawsze przeprowadzić, a jeżeli wskazałby swego przyjaciela to też mógł jego kandydaturę przeprowadzić, gdyż miał ku temu wszelkie możliwości. Krótko: Piłsudski uważając Polaków jako głupców, chciał w tej konstytucji w sposób zakonspirowany wprowadzić monarchię w osobie prezydenta dożywotniego, a następcę dziedzicznego, ale nie w sposób fizyczny, lecz ideologiczny po ustępującym prezydencie mógł być wybrany tylko ten, kogo by ustępujący wskazał. Uważam to za dziedziczność ideową. To też w dniu uchwalenia nowej konstytucji skończyły się dzieje polskiego parlamentaryzmu Polski niepodległej okresu międzywojennego.

Czwarty Sejm rozwiązano w Końcu lata 1935 roku. Dwa następne Sejmy piąty i szósty, były już tylko posłusznymi narzędziami prezydenta i rządu. A teraz wracam do sprawy, jakie było współżycie ludowców w połączonym Stronnictwie Ludowym oraz do zagadnień jaki oddźwięk wsi wywołało to połączenie. Połączenie klubów przeprowadziło trzech posłów: ja, Michał Róg i Madejczyk. Co się tyczy połączenia stronnictw to dłuższy czas sprzeciwiał się temu M. Malinowski; trzeba było wymyślić dla niego honorowe stanowisko prezesa kongresu zjednoczonego stronnictwa, dopiero się zgodził. Śmieszne to, ale niestety prawdziwe. Grupa byłego Stronnictwa Chłopskiego nie miała wtedy żadnego czasopisma bo Gazeta Chłopska była rozbita przez sanacyjny dywersantów (Różański, Sukiennik i inni). Stanęło więc przed nami zagadnienie: wznowić wydawanie „Gazety Chłopskiej”, czy też nie. Poszliśmy w kierunku finansów łatwiejszym tj. nie w kierunku wydawania „Gazety Chłopskiej przez kilkunastu posłów, lecz w kierunku wydawania naczelnego organu zjednoczonego organu ludowego - oczywiście przez wszystkich posłów połączonych, co dla nas z byłego Stron. Chłopskiego finansowo łatwiejsze.

Ku naszemu zdziwieniu, gdybyśmy ta sprawę postawili na Centralnym komitecie, grupa piastowa i wyzwoleniowa wypowiedziały się przeciw, ale że Maciej Rotta był wtedy bez mandatu poselskiego i materialnie było mu bardzo ciężko, porozumieliśmy się z nim, że on będzie redaktorem (oczywiście płatnym) tego naczelnego organu, o ile grupa piastowa będzie za tym głosować. Podjął się wiec Rataj namówić Piastów na wydawanie centralnego organu, i to zadanie wykonał. Gdy więc było wiadomo, że grupa Witosowa jest zaagitowana, po raz drugi postawiliśmy sprawę na Centr. Kom wykonawczym sprawę centralnego organu. Tym razem Cent. Komitet uchwalił wydanie centralnego organu głosami Witosów i Stronnictwa Chłopskiego kontra grupy wyzwoleniowej. Ustalono też nazwę tego centralnego organu na „Zielony Sztandar”.

Stan. Traugutt, któremu nie podobała się współpraca z Władysławem Grabskim wywietrzała z głowy i który powoli wracał do ruchu ludowego, żartował, że i tego zjednoczenia nie radykalnego nic nie wyniknie, bo przecież zielone drzewa nie chcą się palić. Na to nie zwracaliśmy uwagi i „Zielony Sztandar” jako centralny organ zjednoczonego obozu ludowego zaczął wychodzić pod redakcją Mac. Rataja. Przekazaliśmy administracji nowego dziennika wszystkie adresy b. „Gazety Chłopskiej” (kilka tysięcy) i myśleliśmy, że witosowcy i wyzwoleńcy uczynią to samo. Jakież było nasze zdziwienie i zasmucenie, gdy obie grupy swoich adresów nie dały i „Piasta” i „Wyzwolenie” nadal wydawały. W rzeczywistości więc „Zielony Sztandar” w takiej sytuacji czytali tylko członkowie b. Stronnictwa Chłopskiego, bo witosowcy nadal czytali „Piasta”, a wyzwoleńcy „Wyzwolenie”. Można by więc takie zjawisko polityczne scharakteryzować słowami chłopskiego powiedzenia: „Pójdę do kościoła, bo muszę, ale ani gębą nie ruszę” (by się pomodlić).

Takie to było zjednoczenie! Kto by w to nie uwierzył to szperając po bibliotece znajdzie i „Zielony Sztandar” i „Piasta” i „Wyzwolenie” wychodzące jednocześnie. Ja zaś piszę o tym, by dać świadectwo prawdzie. A jakiż to rezonans wywołało to zjednoczenie pośród mas chłopskich? Może wywołało ożywienie walki na wsi? Nic podobnego! Wywołało uspokojenie i pewnego rodzaju zastój. Widocznie chłopi myśleli, że to zjednoczenie to nawet bez ich udziału wytworzy taką siłę, że oni mogą już siedzieć spokojnie i czekać, aż im zjednoczony obóz ludowy wszelkie dolegliwości usunie. Takie zachowanie się chłopów też było dla mnie niespodzianką. Połączenie stronnictw, jak wyżej już pisaliśmy, odbyło się 15. III 1932r. Lato więc tegoż roku użyliśmy na tworzenie połączonych zarządów Sl na poziomie wojewódzkim i powiatowym.

Wracając jeszcze na chwile łączeniowego zebrania potrójnej Rady Naczelnej SLu, podaję do wiadomości, albo raczej przypominam, że na tym łączeniowym posiedzeniu potrójnej rady naczelnej postanowiono przejąć od Stron. Chłopskiego dla zjednoczonego obozu ludowego zieloną koniczynę czterolistną jako odznakę Slu oraz flagę partyjną koloru zielonego, co w obozie ludowym pozostało do dziś (1961r), jak również obyczaj święta chłopskiego Zielonego Święta. Kiedyśmy się już uporali złączeniowym zjazdami powiatowymi i wojewódzkimi (zostałem prezesem SLu na województwo kieleckie), to na koniec roku t.j pożną jesienią, wziąwszy urlop w Sejmie, poszedłem do więzienia przy ulicy Daniłowiczowskiej w Warszawie, by odsiedzieć oba wyroki, o których już pisałem powyżej. Gdym wyroki odsiedział, zawiozłem tam na swoje miejsce posła [...], który już tam po mnie swój wyrok odsiedział, trzeci zaś poseł Józef Mochniej odsiadywał swoją porcje więzienia we Wronkach.

Na początku lata 1932 roku wszyscy trzej byliśmy już wolni. Wkrótce potem odbył się pierwszy kongres zjednoczonego stronnictwa. Zwołał go i na nim przewodniczył M. Malinowski. Tu znowu spotkała nas gruba niespodzianka bo gdy poseł St. Wrona rozpoczął na tym kongresie jako kierownik działu organizacyjnego składać sprawozdanie ze swojej działalności organizacyjnej, - rzuciła się na niego z kijami grupa piastowców pod kierownictwem Krzeptowskiego z Kościelisk, by go pobić i zrzucić z trybuny. Niezawodnie byli oni przez kogoś z czołowych witosowców do tej akcji zorganizowani i wyznaczeni. Na szczęście poseł M. Róg z kilkunastoma wyzwoleńcami rzucił się na obronę posła Wrony odepchnął napadających piastów uniemożliwił posłowi Wronie złożenie niesprawozdania.

Tego kongresu już dobrze nie pamiętam, ale pamiętam, że Kongres ten wykonał swe zadanie, t.j powziął uchwałę o walce z sanacją oraz wybrał nowy Centralny Komitet Wykonawszy oraz ustalił skład osobowy Rady Naczelnej.. Po zakończeniu Kongresu, gdy trzeba było wybrać kierownika, a raczej prezesa Centralnego Komitetu Wykonawczego. Nastręczyło to duże trudności przy wyborze jego powtórnym na prezesa CKWykonawczego SLu, chociaż to stanowisko było uzgodnione na osobie dr. Wrony. Z trudem i to nieznaczną większością udało się nam zainstalować go na tym stanowisku.

To, że obok „Zielonego Sztandaru” grupa witosowa wydawała „Piasta” a wyzwoleniowa - „Wyzwolenie” grubo nam się nie podobało, nam b. członkom b. stron. Chłop, którzy nie mieli żadnego organu frakcyjnego. Grubo się nam też nie podobało wymieniony powyżej napad na dr. Wrony, prezesa CKW-SLu Postanowiliśmy się na wszelki wypadek nieco zabezpieczyć, a przede wszystkim zrównać się z naszymi towarzyszami partyjnymi. W tym celu grupa poselska z byłego Stronnictwa Chłopskiego rozpoczęła wydawać na swój koszt tygodnik p.t. „Polska Ludowa”. Ja redagowałem przy pomocy Mieczysława Kopta, ówczesnego studenta UW, a obecnego profesora tejże uczelni. Rozpoczęliśmy w tym tygodniku dyskusje propagandową, która przybrała bardzo żywy i ciekawy charakter. Miedzy innymi sprawami przedyskutowaliśmy nawet sprawę spółdzielczego władania ziemią, czyli sprawę kolektywnej gospodarki rolnej, zwanej dziś spółdzielczością produkcyjną.

Tego rodzaju dyskusja wywołała żywe zainteresowanie w masach chłopskich. Lista prenumeratorów rosła i zaczęliśmy i zaczęliśmy już dochodzić z „Polską Ludową” do samowystarczalności, a przy tym wprowadziliśmy masy chłopskie i bierności i zastoju. Ale to się przecie nie podobało naszym najbliższym sąsiadom z tegoż samego SLu. To też zaczęli na posiedzeniach CKW atakować nas i żądać zamknięcia „Polski Ludowej”. Oświadczyliśmy, im że jeśli oni sami zamkną wydawnictwo „Piast” i „Wyzwolenie”, to my tegoż dnia zamkniemy „Polskę Ludową”, a jeśli oni nie zamkną, to i my też nie zamkniemy, bo chcemy mieć takie samo prawo jak oni i nie mniejsze. Walka o „Polskę Ludową” trwała więc kilka miesięcy i zatruwała atmosferę świeżo zjednoczonego SLu. Ale kto tu był winien? Czy my z b Stronnictwa Chłopskiego, że robiliśmy to, co i oni? Czy też oni, że zabraniali nam tego, co sami robili? Oczywiście oni, t.j grupa witosowa i wyzwoleniowa.

Największym naszym przeciwnikiem w grupie Witosowej był Mikołajczyk, a w grupie wyzwoleniowej - Snioła. Jan Dąbski w tym czasie był ciężko choryi wkrótce zmarł, a Witos był już na emigracji za granicą. Było też widać jak najwyraźniej, że grupy witosowa i wyzwoleniowa działają zgodnie. Ponieważ Kongres postanowił prowadzić ostrą walkę opozycyjną z Sanacją, to na wniosek Bagińskiego CKW Slu powziął uchwałę, by członkowie SLu wycofali się ze wszystkich organizacji gospodarczych, samorządowych i spółdzielczych w tym celu, by się z rządem nie stykali i by ta opozycyjna walka byłą skuteczniejsza.

Taka taktyka mogła by mieć uzasadnienie, ale tylko wtedy, gdyby SL zdecydował się na konspiracje i walkę rewolucyjną; ale na taką taktykę współczesny SL nie był zdecydowany; a więc miał zamiar prowadzić walkę jawną, legalną, a do takiej walki usuwanie się od działalności gospodarczej nic nie pomaga, a przeciwnie - szkodzi. To też uchwała CKW SLu, jako przesadna- była szkodliwa. Podług tej uchwały ludowcy mieli się wycofać z Kółek Rolniczych, ze spółdzielni, z Wydziałów Powiatowych i rad gminnych, czyli zamiast te instrukcje zdobywać, - mieli z nich uciekać.

Oczywiście witosowcom i wyzwoleniowcom łatwo było w CKW -SL za takimi wnioskami głosową, bo oni przeważnie w życiu gospodarczym nie uczestniczyli; ale dla b. Stronnictwa Chłopskiego,, które i w organizacjach rolniczych i samorządowych, spółdzielczych głęboko tkwiło, taka uchwała byłą niezrozumiała. Krótko: czy było rozumne żądać, by chłopi wycofali się z kółek rolniczych w tym celu, by zaostrzyć walkę z rządem i sanacją? Było to prawie równoznaczne, gdybyśmy walczącym doradzali, by przestali jeść, to ich walka opozycyjna będzie skuteczniejsza. To też wielu chłopów i działaczy gospodarczych ustąpiło z szeregów SL, a pozostało w organizacjach gospodarczych. Piszę to dlatego, bo przy tej sprawie powstał poważny zatarg pomiędzy członkami b. Stronnictwa Chłopskiego, a witosowcami i wyzwoleńcami.

Ale szczytem taktyki bojkotowej było zbojkotowanie wyborów prezydenta. Gdy bowiem profesor Mościcki dokończył swej siedmioletniej kadencji na stanowisku prezydenta R.P, trzeba było przeprowadzić wybory. Znowu pośród całej opozycji powstał projekt zbojkotowania tych wyborów. To też gdy się zebrał Sejm i Senat, by dokonać wyboru prezydenta, cała opozycja nie przybyła na to wspólne posiedzenie obu izb prawodawczych. To wywołało w całym kraju zdziwienie. Bo niestawienie się na Zgromadzeniu Narodowym, które wybiera prezydenta, miałoby sens wtedy, gdyby po takim fakcie posłowie i senatowi bojkotujący wybory - złożyli mandaty i ustąpili z Sejmu. Ale tkwić w Sejmie i jednocześnie bojkotować jego ważne polityczne uprawnienia - to jest akcja nierozumiana i poważna. To też bym bojkot wyborów prezydenta - nie przysporzył opozycji ani chwały ani powagi. Moim zdaniem trzeba było na Zgromadzenie Narodowe iść, postawić swojego kandydata, uzgodnionego przez opozycje, i na niego głosować. Takiego byłem zdania, ale niestety większość klubu uchwaliła bojkot i trzeba się było do tego lojalnie dostosować.

Następnym ważnym wydarzeniem w życiu zjednoczonego SLu było posiedzenie Rady Naczelnej stronnictwa. O ile mnie pamięć nie myli, było to w lecie 1934r. Ponieważ Witos był za granicą (w Czechosłowacji), przeto ja, jako wiceprezes otwarłem posiedzenie rady i na nim przewodniczyłem. Zaraz na początku posiedzenia Rady przedstawiciele piastowców i wyzwoleńców postawili dwa wnioski: jeden, by zamknąć „Polskę Ludową” i drugi by poseł dr Wrona ustąpił z prezesury CK Wykonawczego Sl. Nad tymi wnioskami wzniosła się dyskusja, która trwała prawie do wieczoru, t.j. cały dzień. Było widoczne, że obie grupy - piastowa i wyzwoleniowa działają w porozumieniu. W dyskusji mniej mówiono o „Polsce Ludowej”, a więcej o dr Wronie

. Przedstawiciele piastowców i wyzwoleńców żądali zamknięcia „Polski Ludowej” i ustąpienia dr Wrony ze stanowiska prezesa C. Kom. Wyk. SLu, twierdząc, że działa on na szkodę stronnictwa. Mówcy zaś z b. Stron. Chłopskiego twierdzili, że gdy się żąda zamknięcia „Polski Ludowej”, to należy zamknąć „Piasta” i „Wyzwolenie”, a gdy zaś dwie grupy wydają: jedna - „Piasta”. Druga „Wyzwolenie” to trzecia grupa b. Stronnictwa Chłopskiego również ma prawo wydawać „Polskę Ludową”. Co się zaś tyczy dr. Wrony - jego obrońcy ze Stroni. Chłop. Żądali ujawnienia, co dr. Wrona zrobił takiego, co jego przeciwnicy uważaj za szkodliwe.

Ogółem przemawiało w tej sprawie przynajmniej ze trzydziestu przeciwników dr. Wrony, ale żaden nie wymienił i nie ujawniał, co mianowicie uczynił dr. Wrona szkodliwego dla sprawy ludowej lub dla S. Lud. Niektórzy tylko napominali, że próbował zorganizować w C. Komitecie Wykonawczym SLu większość, jakby zabiegi o zorganizowanie większości i sprawniejsze działanie dawnego kolegium było działalnością szkodliwą.

Po długiej dyskusji wieczorem zapadła uchwała, twierdząca, że dr. Wrona jako prezes CKW - SL działał na szkodę stronnictwa i że winien opuścić to stronnictwo, oraz że „Polska Ludowa” powinna być zamknięta; natomiast Rada Naczelna nie nakazała zamknięcia „piasta” i „Wyzwolenia”. Każda z łączeniowych grup ludowych miała w Radzie Naczelnej 1/3 części personalnego składu Rady. Za powyżej wymienionymi uchwałami głosowali piastowcy i wyzwoleńcy, jasne jest więc, że zabronili grupie chłopskiej wydawać „Polskę Ludową”, ale nie zabronili sobie wydawać pism grupowych. Co się tyczy dr. Wrony, to ten podług mojego zdania powinien był ustąpić z prezesury CK Wyk, a pozostać w tym Komitecie jako członek. Tymczasem on ustąpił ze ustąpił ze Stronnictwa i ogłosił, że występuję dlatego, że stosunki w tym stronnictwie są niezdrowe, a powróci, gdy ulegną poprawie.

Oczywiście na miejsce dr. Wrony wszedł do CK Wyk inny przedstawiciel b. Stron. Chłop., zdaje się Czernicki. Na prezesa zaś CK Wyk. Obie dogodne między sobą grupy tj. piastowa i wyzwoleniowa, wybrały Mikołajczyka. Odtąd zaczęła się w SLu dyktatura Mikołajczyka. Co się zaś tyczy „Polski Ludowej”, to kilkunastoosobowa grupa poselska b. Stronnictwa Chłopskiego zamknęła wydawnictwo tego tygodnika. Możliwe, że obie zgrane grupy może liczyły na to, że grupa chłopska za przykładem dr. Wrony też opuści SL i że w ten sposób będą mogły ją łatwo zniszczyć. Ale grupa chłopska lojalnie uchwałę większości Rady Naczelnej i dała tym jasny dowód, że wydając „Polskę Ludową” - nie miała celów separatystycznych.

Gdy się po uchwałach Rady Naczelnej zapytał posła Wrony, dlaczego obie grupy łączeniowe tak go prześladują i niszczą, odpowiedział: „Bardzo to prosta sprawa. Obie te grupy, które tak mnie prześladują, zwołały tajny sojusz z Chrześcijańską Demokracją i Paderewskim, że tworzą tj. „Front w Morges”. Jestem zdania - mówił dr. Wrona - że Chrześcijańska Demokracja działa tu w tajnym porozumieniu z endekami i że ten front w Morges to nic innego jak tylko wstęp do - wciągnięcia całego obozu ludowego w objęcia endeków, czyli coś w rodzaju mocno rozszerzonego dawnego chyjenopiatsa To też, gdy się do mnie - mówił Wrona - zgłosił z ramienia Paderewskiego - jego pełnomocnik Strakacz, by się ze mną porozumieć: jak ma być front w Morges w obozie ludowym zorganizowany, odpowiedziałem, ze jako Prezes CK Wyk, jestem przeciwny takiemu łączeniu ruchu ludowego z prawica.”

Ta opinia dr. Wrony o froncie w Morges była w zupełnej zgodności z poglądami politycznymi wszystkich posłów z byłego Stron. Chłop. Front Centrolewu bardzo chętnie byśmy tworzyli, ale frontu w Morges, jako wstępu do bloku centro - prawicowego, nie mogliśmy akceptować. Dopiero po takim wyjaśnieniu, zrozumieliśmy, że obie grupy ludowe usuwają przeciwnika frontu w Morges po to, by na to stanowisko powołać Mikołajczyka, zdecydowanego zwolennika wszelkich kombinacji politycznych centro - prawicowych.

W maju 1935r. było w Sejmie głosowanie nad projektem Sławkowej Konstytucji. O bojkotowanie posiedzenia Sejmu podczas głosowania nad tą sprawą i uniemożliwieniu uchwalenia tego projektu - już pisałem powyżej. Teraz tylko dodam, że wszyscy pilnie śledzili, jak się zachowa bezpartyjny ludowiec dr. Wrona. Wielu jego przeciwników myślało, że dr. Wrona będzie głosował razem z sanacją i tym niejako usprawiedliwi paszkwile i oszczerstwa, które na niego rzucali na Radzie Naczelnej. Ale spotkał ich zawód, gdy zachował się i głosował tak, jakby należał do klubu SLu.

Po uchwaleniu Konstytucji Sławkowej uchwalono też i sanacyjną ordynację wyborczą, tym bardziej, że do tego potrzeba było tylko zwykłej większości głosów. Wedle tej ordynacji - wyborcy mieli głosować nie na listy kandydatów oznaczone numerami, a na osoby, a kandydatów na posłów miały stawiać nie stronnictwa, a ustawowo określone kolegia wyborcze. Ordynacja do Senatu była podobna do ordynacji wyborczej do Sejmu, z małymi różnicami. Znowu zwolennicy bojkotu wysunęli na Centr. Kom. Wyk. wniosek, by opozycja w ogóle zbojkotowała wybory. Ja i moi przyjaciele polityczni, t.j. posłowie ludowi z b. Stron. Chłop. Byliśmy zdania, że w tej sprawie należy dać działaczom ludowym wolną rękę, t. znaczy, że jeśli kogoś kolegium wyborcze postawi jako kandydata do Sejmu, to ma wolną rękę kandydować lub nie, a jeśli będzie wybrany, to może do Sejmu wejść, oczywiście jako poseł ludowy. Członkowie zaś Cent. Kom. Wyk. Piastowego i wyzwoleniowego byli za bezwzględnym bojkotem. Postanowiono wreszcie przekazać tą sprawę do zdecydowania najbliższemu Kongresowi SLu.

Tymczasem kadencja Sejmu dobiegała końca. Został on wreszcie rozwiązany. Przestaliśmy posłować. Było o na początku roku 1935. Jasna sprawa, że po usunięcia dr. Wrony ze stanowiska prezesa CK Wyk SLu za to, że sprzeciwiał się frontowi w Morges i po objęciu tego stanowiska przez Mikołajczaka - SL był już rękami i nogami we froncie Morges. To też Mikołajczyk, jako prezes CKW- SL i szef organizacyjny, tak organizował ten drugi Kongres SLu, żeby sprawa uczestnictwa SL na froncie w Morges była zapewniona. Zrobił to bardzo prosto: przywiózł z Małopolski tylu delegatów piastowego oblicza, ilu chciał, i zorganizował nocną straż, która wielu czołowych działaczy byłego Stronnictwa Chłopskiego jako zwolenników koncepcji Centrolewu z przeciwników frontu w Morges w ogóle na sale Kongresową nie wpuściła. Tylko Adolf Sawicki, były poseł grupy Stron. Chłopskiego, brał udział w obradach Kongresu, bo wszedł na sale obrad jeszcze przed rozstawieniem straży, nawet się zapisał do głosu, ale mu piastowcy nie pozwolili mówić.

W takim stanie przy zupełnym braku opozycji Kongresu uchwalił zupełny bojkot wyborów, co miało obowiązywać i kandydatów na posłów i wyborców. Po takim przebiegu Kongresu czołowi działacze b. Stronnictwa Chłopskiego zebrali się, by się naradzić nad wytworzoną sytuacją. Sprawa bowiem wyglądała tak: SL schodziło z drogi jawnej i legalnej działalności na drogę rewolucyjną, nie mając do tego żadnego przygotowania. Gdyby tą walkę rewolucyjną SL chciało prowadzić w orbicie centrolewu, a więc w przyjaźni z obozem robotniczym, nie mielibyśmy nic przeciw temu, ale robienie rewolucji we froncie w Moreges, bez obozu robotniczego, po to, by po zwycięstwie takiej rewolucji, zresztą bardzo, a bardzo wątpliwym zapanował zepsuł centro - prawicowy, czyli dawno chyjeno - piast, to taki wyczyn uważalibyśmy dla siebie nie do przyjęcia.

Nawoływać chłopów do walki rewolucyjnej pod kierownictwem Mikołajczyka po to, by po wątpliwym zwycięstwie zapanowała piastowo - endecka dyktatura - nie mogliśmy się podjąć, ani się z taką polityką solidaryzować. Uważaliśmy, że napędzilibyśmy chłopów w matnię, gdybyśmy taką politykę Mikołajczyka akceptowali. Przy tejże sposobności zaznaczam, że zupełnie odmienną linie postępowania miał Zw. Mł. Wiejskiej „Wici”, którzy też zaostrzyli swą walkę z sanacją w kierunku rewolucyjnym, ale czynił to w poufnym porozumieniu z obozem robotniczym. Niby taktyka była podobna do SLu, ale cele były zupełnie inne.

Po kilkudniowym namyśle opuściliśmy szeregi Sl, bo i tak już Mikołajczyk zepchną nas poza margines tego ówczesnego Stron. Ludow. Wyszło nas około dziesięciu. Motywację pisemną naszego kroku przesłaliśmy i Mikołajczykowi i wyzwoleńcom: - nie została wydrukowana. Żadnej akcji, by z nami wychodzili z SLu także chłopi - nie robiliśmy.

Po jakimś miesiącu najniespodziewaniej ku naszemu z dziwieniu wyszli z SLu także i czołowi przywódcy wyzwoleńców, jak na przyk. M. Malinowski, M. Rog, Bł. Stolarski i inni - łącznie z tygodnikiem „Wyzwolenie”. Natomiast z czołowym działaczem B. Stron. Chłopskiego pozostał Andrzej Czapski, a z PSL-Wyzwolenia - Irena Kosakowska, AL. Bogusławski. Grupa wyzwoleniowa, która wyszła z SLu wydrukowała w Wyzwoleniu swoją deklarację wyjściowa umieszczając pod nią swoje nazwiska i nasze. Nie mogliśmy przeciw temu protestować, gdyż nie mieliśmy żadnej prasy.

A teraz zastanówmy się nad tym, dlaczego sklecona z takim trudem jedność ludowa nie utrzymała się? Nie ulega żadnej wątpliwości, iż dlatego, że sprawa tej jedności nie dojrzała w umysłach wszystkich trzech grup łączeniowych i że ci przywódcy nie mogli się wyzbyć przyzwyczajeń, które nabyli przed połączeniem. A jeżeli tak było, to dlaczego doszło do połączenia? Do połączenia doszło dlatego, że chłopi żądali tego połączenia, a kto się temu sprzeciwił tracił u nich zaufanie. Drugą przyczyną, że doszło do połączenia była potrzeba walki z sanacją. Dopiero w tej walce i przy szukaniu sprzymierzeńców do tej walki - zaszło znowu to samo rozdwojenie, które było przed przełączeniem, bo jedni usiłowali prowadzić tą walkę we froncie Morges, a drudzy w postaci centrolewu.

Dużo się przyczyniła do rozbicia również niechęć, a może również zamaskowana nienawiść ze strony dwóch grup, które się łączyć nie chciały, do tej grupy, która usilnie do tego łączenia parła t. j. do grupy b. Stronnictwa Chłopskiego. Ale była jeszcze jedna przyczyna nienawiści do Stronnictwa Chłopskiego; przyczyna jasna: toć przecie składało się ono z tych, co wyszli z PSL „Wyzwolenia” i z tych, co wyszli z grupy Piasta. Hasło zjednoczenia rzucił w tłumy chłopskie i rozdmuchał Jan Dębski, a podjął je, walczył o nie i doprowadził do skutku niżej podpisany autor pamiętników niniejszych. Poseł zaś St. Wrona zjednoczenie stronnictwa zmontował, a dużo się przyczynił do rozbicia tej jedności St. Mikołajczyk i jego najbliżsi przyjaciele, stanowiący skrajnie prawe skrzydło w grupie Piasta. Krótko: jedno chcieli centro prawu, a drudzy centrolewu; razem się połączyli, ale poglądów wcale się nie pozbyli. To też nie mogąc uzgodnić swych poglądów, zaczęli się rozchodzić.

A teraz pytanie: czy wyjście czołowych przedstawicieli b. Stronni. Chłopskiego z SLw roku 1935 było konieczne i czy można było w inny sposób oddalić się od centro-prawicowej polityki Mikołajczaka? Ponieważ piszę pamiętniki i te sprawy rozpamiętuje spokojnie, wiec też na podstawie wyników rozważań oświadczam, że nasze wyjście w roku 1935 było czynnością przejaskrawioną oczywiście pod wpływem zdenerwowania. Wystarczyło, by dr. Wrona ustąpił z prezesury CKW-SLu i pozostał jako członek tegoż CKW po uchwale Rady Naczelnej. Wystarczyło, też by po Kongresie z roku 1935 grupa chłopska oświadczyła, że wycofuje się z czynnego życia politycznego (a nie z szeregów SL). Takie oświadczenie było lepsze, niż wyjście z SLu, które dawało pretekst do rzucania plotek i oszczerstw, że wyszli z SLu, a poszli do sanacji, co akurat nie odpowiadało prawdzie.

Dotychczas pisałem o swojej działalności politycznej jako poseł do czterech kolejnych sejmów w Polsce okresu międzywojennego. Obecnie choć krótko napisze o swoje działalności społecznej poza sejmem. Od początku sejmowania, aż do wybuchu drugiej wojny byłem członkiem Zarządu Głównego Centralnego Związku Kółek Rolniczych w Warszawie, aż po unifikacje CZKRu z CTOiK. byłem członkiem Rady Głównej CTOiK. Byłem z osiem lat członkiem zarządu Wojewódzkiego Związku Kółek Rolniczych w Kielcach i trzy lata wiceprezesem Wojewódzkiego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych również w Kielcach. Od 1920 roku do 1935 roku byłem sekretarzem lub wiceprezesem Powiatowego Związku Kółek Rolniczych w Jędrzejowie.

Oprócz tego od roku 1920do 1935 roku byłem stale członkiem Sejmiku Powiatowego i Wydziału Powiatowego i interesowałem się w Sejmiku sprawami rolniczymi i drogowymi. W okresie czasu od 1927 do 1930 byłem trzy lata byłem członkiem Wydziału Wojewódzkiego w Kielcach, a w latach 1930 do 1933 byłem trzy lata prezesem Powiatowej Kasy Komunalnej w Jędrzejowie Niezależnie od tego w latach 1930 - 1935 założyłem w powiecie powiatową spółdzielnie zbytu inwentarza żywego, która później przekształciła się na Powiatową Spółdzielnie Rolniczo - Handlową, a obecnie nazywa się Pow. Zw. Gm. Spółdzielni Samo. Chłop. (PZGS)w Jędrzejowie.

Niezależnie od tego często organizowałem wiece poselskiego w okręgu kieleckim lub innym. Cała ta praca polityczna i społeczna została zakończona w Końcu lata 1935 roku, kiedy Sejm został rozwiązany, a nie było żadnych widoków, by przy nowej Sławkowej Konstytucji i Ordynacji Wyborczej można było w ogóle kandydować.