Wszelkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania i publikacji fragmentów lub całości bez zgody autorów

Opowieści o świecie i zmierzchu    (odcinek 12)

b-1a

Gdy ksiądz Wesołowski proboszcz z Imielna dowiedział się, że Janek Zając ulubiony jego ministrant a także nadworny furman kościelnej bryczką zaczął schodzić na manowce, czyli wkroczył na złą, bolszewicką drogę, postanowił natychmiast go ratować. Kazał zaprzęgać konie i ruszył do Jędrzejowa.
Janek Zając twierdzi, że już wtedy cała ta sprawa z nagłą wizytą księdza Wesołowskiego wyglądała bardzo dziwnie. Komuś zależało chyba żeby w ten sposób skompromitować nowego szkolnego przewodniczącego ZMP i pod znakiem zapytania postawić jego polityczne przekonania. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że ksiądz z jakiejś małej wioski bez żadnych przeszkód zwolnił Janka z lekcji i wyprowadził na przyszkolne boisko sportowe. Cała szkoła zamarła wtedy z wrażenia. Wszyscy stali w oknach, nauczyciele również i patrzyli na przedstawicieli dwóch przeciwstawnych ideologii spacerujących po boisku. A oni chodzili, o czymś gadali i chodzili.

Zbyszek Ciałowicz twierdzi, że dylemat sprowadzał się wtedy do jednego tylko pytania. Czy ksiądz Wesołowski zdoła nawrócić Janka na drogę cnoty? Czy też Janek Zając nawróci księdza Wesołowskiego na marksizm leninizm?

- Tak źle nie było – śmieje się dziś Janek. Rozmawialiśmy o szkole, o mojej pracy wśród młodzieży, o potrzebie przyzwoitości w życiu. Pamiętam, że na koniec przyrzekłem księdzu, iż obojętnie jakie przyjmę poglądy, zawsze będę się starał być przyzwoitym człowiekiem.
Ci, którzy Janka znają, twierdzą, że słowa tamtego dotrzymał.

Żeby jednak dołożyć trochę pikanterii do tej opowieści o Janku i księdzu, przytoczę protokół z zebrania Zarządu Szkolnego ZMP w sprawie, że tak powiem światopoglądowej. Rzeczone bowiem zebranie odbyło się zaraz po tamtej wizycie księdza Wesołowskiego w jędrzejowskim liceum i dotyczyło Rzymu i Papieża.
Zeszyty z takimi protokołami znalazł Janek Zając na śmietniku jędrzejowskiego liceum, gdy po tak zwanej odwilży w 1956 roku likwidowano ZMP. Wtedy je zabrał i teraz przekazał mnie na potrzeby tej książki.
Jakież tam są perełki, ludzie! Czyta się to jednym tchem, bo i zdarzenia znajome i nazwiska bliskie. A jakie różne rzeczy na tych zebraniach wygadywano. Uwierzyć aż trudno.

Protokół z zebrania Zarządu Szkolnego Koła ZMP przy Liceum Ogólnokształcącym w Jędrzejowie
z dnia 28 października 1950 roku (tekst i pisownia oryginalne)

Porządek zebrania:

1. Zagajenie
2. Walka o Pokój na świecie
3. Sprawy organizacyjne:
    a) zobowiązania w związku 33-cią rocznicą Wielkiej Rewolucji Październikowej
    b) analiza pracy Samorządu Szkolnego.
    c) omówienie uchwały Rady Naczelnej ZMP
    d) Omówienie zabawy szkolnej.
4. Dyskusja
5. Uchwały i wnioski.

Zebranie otworzył i zagaił kol. Jan Zając. Referat na temat walki o Pokój na świecie wygłosił kol Cieślik Stanisław.
„Młodzież całego świata – powiedział – stoi na stanowisku walki z podżegaczami wojennymi”
Następnie kol. przewodniczący mówił, że klątwa jaką grozi nam papież, jest niesprawiedliwa i krzywdząca. Widać tu wyraźnie działalność idącą po myśli obozu imperialistycznego. Czemu papież nie rzucił klątwy na zbrodniarzy hitlerowskich a grozi nią bojownikom o pokój i lepszą przyszłość świata pracy. My jako młodzi członkowie ZMP stanowczo przeciw temu protestujemy, Należy z całą siłą przeciwstawiać się wstecznictwu kleru i reakcyjnemu kościołowi.
W sprawach organizacyjnych omówiono przygotowania szkoły do obchodów święta Rewolucji Październikowej oraz zobowiązań na jej cześć. W każdej klasie członkowie ZMP powinni zorganizować masówki na podłożu dialektyki marksistowsko – leninowskiej.
Na zebraniu ogólnym, każda klasa przedstawi swoje zobowiązania w nauce i postępie w zaangażowaniu politycznym. Obchody święta Rewolucji są też okazją żeby poznać życie i prace Narodu Radzieckiego. Młodzież ZMP- wska powinna chodzić zbiorowo na filmy radzieckie, które są wartościowe w przeciwieństwie do amerykańskich. Powinny być one analizowane na zebraniach i lekcjach wychowawczych. Za bilety odpowiedzialna jest osobiście kol. Kuliś, która wykupuje bilety.

W punkcie 2 -gim poddano analizie pracę Samorządu Szkolnego.

Kolega Wiejacz Józef, jako prezes Samorządu był już zawieszany w członkostwie ZMP-wskim, co źle o nim świadczy. Był pod wpływem wroga, ale widać, że się przełamuje. Należy na niego zwracać uwagę, bo może się maskuje.

Zantfos Halina jest bierna. Charakteryzuje ją dwulicowość i pochodzenie szlacheckie.

Szyrmer Jan: wroga ideologia, sprzeczny z natury.

Samorząd za mało współpracuje z organizacją ZMP-ską.
 
Punkt 3. Omówienie Uchwały Rady Naczelnej ZMP.

Zgodnie z uchwałą Rady Naczelnej ZMP o czystości szeregów i walce ideologicznej z wrogami nowej rzeczywistości, Zarząd Szkolny ZMP postanowił usunąć albo zawiesić w czynnościach następujących członków:

Klimczak Jerzy - usunięty z organizacji za kolegowanie z bikiniarzami i dżokerami.

Gleń Marian – za lekceważenie organizacji i wrogi do niej stosunek

Nurczyńską Barbarę – bo obca klasowo.

Jerzy Szczygieł, Malarski Zbigniew, Rogulska Jadwiga, Afanasjew Krystyna, Dębska Barbara oraz kol. Orlińska – za wrogi stosunek do nowej rzeczywistości.

W prawach członków ZMP zawieszeni zostali:

Kol.Czapla Władysław, Halina Chatys, Leśniewska Julia, Szczygieł Eżbieta, Chrzanowski Jan, Osiński Zdzisław – zawieszeni na 2 miesiące za brak ideologicznego zaangażowania.

Korona Wiesław ponieważ złożył samokrytykę, zawieszony na 1 miesiąc.

W kolejnym punkcie porządku omówiono złe zachowanie młodzieży zetempowskiej na potańcówce szkolnej zorganizowanej przez Zarząd ZMP.
Sprawę omówił kol Tarach Julian. Zabawa nie przyniosła rezultatów jakich sie spodziewano. Członkowie Zarządu ZMP zamiast świecąc przykładem źle się zachowywali. Walczymy z pijaństwem, ale na zabawie młodzieżowej były wypadki pijanych członków, czego przykładem jest Pełka z 10c, Jerzy Szczygieł, Lucjan Pawlik i Stanisław Kowalczyk. Należy podjąć w stosunku do nich konsekwencje Pojawiły się też na zabawie tańce kosmopolityczne. Należy je tępić w naszej organizacji. Walczymy o socjalistyczna kulturę. Solidaryzowanie się z wrogiem klasowym jest równoznaczne z wrogą działalnością.

Wnioski:

Całkowicie zlikwidować pijaństwo wśród młodzieży. Całkowita walka z kosmopolityzmem.
Kol. Włodarczyk podał projekt, by nie grać rumb. Kol Ostrowski samokrytycznie zaznaczył, że był odpowiedzialny za tańce na zabawie, ale kiedy grali rumby, to akurat wyszedł.
W wolnych wnioskach poruszono sprawy szkolnego Towarzystwa Przyjaźni Polsko Radzieckiej. Należy je zaktywizować.
Kol. Jan Hatys powiedział, że przyjaźń trzeba związać z lekturami. Na przykład przy omawianiu Komsomołu przeczytać książkę pt. „Młoda Gwardia".
W tym samym temacie opowiedział się kol. Cieślik. Dla poparcia szkolenia ideologicznego należy omawiać literaturę pisarzy radzieckich: Jak hartowała się stal” albo „Daleko od Moskwy”. Należy też uczyć młodzież postępowych piosenek jak: „Wara od Odry”, „Zdobywczym krokiem”, „Pieśń Przyjaźni”, „Na barykady”.

Zebranie zakończono odśpiewaniem hymnu Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej.

Sekretarz

Stańczak Regina

 

Przewodniczący

Przew Zarz. Szk. ZMP

Jan Zając

 

A ten hymn ŚFMD, to pamiętacie jeszcze starzy ZMP-wcy, jak go się wtedy na szkolnych apelach śpiewało?

Naprzód młodzieży świata
Nas braterski połączy dziś marsz
Groźne przeminą lata
Hej, kto młody pójdź z nami i walcz.
Na lądzie i na wodzie
Na wschodzie i na zachodzie
W marszu po szczęście pokój radość
Zgodnie nasz dźwięczy krok.

    refren:
Nie zna granic ni kordonów
Pieśni zew, pieśni zew, pieśni zew.
Wiec śpiewajmy nie zamilknie
Wolny śpiew, wolny śpiew!
Przez cały świat słowa pieśni tej
Niech niesie wiatr.
Nie zamilknie nie ucichnie wolny śpiew
Wolny śpiew, wolny śpiew!

(muzyka, kompozytor radziecki A,Nowikow. Słowa polskie K.I. Gałczyński).

 

Curriculum vitae
Jan Zając - liceum

Wśród ludzi którzy pamiętają jeszcze pierwsze powojenne, lata pada często stwierdzenie, że „my byliśmy inni”. I jest w tym chyba sporo prawdy. Bo pokolenie nasze miało już przecież za sobą ciężkie wojenne i okupacyjne doświadczenia. Emocjonalnie więc, a i fizycznie również dojrzewaliśmy szybciej niźli nasi rówieśnicy z czasów już pokojowych. W dniu zakończenia wojny miałem ledwie czternaście lat i już za sobą rok pracy u krawca w charakterze ucznia i cztery miesiące przymusowego kopaniu rowów strzeleckich na Nidą przy niemieckich umocnieniach frontowych.
Gdy po ukończeniu podstawówki w Imielnie wyjeżdżałem do szkoły średniej w Jędrzejowie, byłem już zafascynowany rewolucyjnymi hasła nowej władzy ludowej. Pochodziłem przecież ze wsi z całą jej biedą i nierównością społeczną. Widziałem, że byli ludzie wyzyskiwani i tacy, którzy wyzyskują i że chleb nie był dzielony sprawiedliwe. Z całym więc młodzieńczym zapałem dołączyłem do ludzi, którzy chcieli żeby wreszcie zapanowała równość, żeby wszyscy mieli prawo do nauki i pracy i żeby na świecie był pokój.

Ja naprawdę tego chciałem, gdyż całe tamto spektrum demokratycznych żądań było w zupełnej zgodzie z moim krótkim ale jednak doświadczeniem życiowym.
Któregoś dnia, już po wojnie, mój bogaty wuj zabrał mnie ze sobą jako furmana jego bryczki do znajomych na drugą wieś. I tutaj zadrwił sobie ze mnie jakoś tak bardzo boleśnie, że utkwiło to we mnie niczym taka zadra na całe lata.
Wyprzęgnąłem wtedy konie z bryczki i wszedłem do domu, gdzie mój wuj biesiadował już z gospodarzami. Stanąłem w drzwiach bosy w ręku międliłem czapkę. I wtedy gospodarz spytał: Kto to ?
Wuj odpowiedział: „zięcia wam przywiozłem”. Macie przecież dwie córki, nie?
Do dziś pamiętam tamten ich śmiech. Zarykiwali się niczym z najlepszego dowcipu. Naigrywali się z mojej biedy. Ja i ich córki, też pomysł.
Muszę tu dodać, ze żaden późniejszy wykład ideologiczny poddający krytycznej analizie istotę różnić klasowych, nie dokonał w mojej świadomości większego przełomu niż tamto właśnie zdarzenie. Dziś oczywiście patrzę na to wyrozumiałością i uśmiechem.

Ale w tamtych czasach byli również ludzie, którzy się temu naszemu pragnieniu równości społecznej sprzeciwiali. Chcieli utrzymać stare porządki. My młodzi odwrotnie. Byliśmy niecierpliwi i bezpardonowi. Chcieliśmy jak najszybciej oglądać owoce tego naszego entuzjazmu. Wszystkie niepowodzenia kładliśmy na kark wrogich działań przeciwników ustrojowych. Szukaliśmy ich wszędzie, w najbliższym otoczeniu również. Bezsporne sukcesy w odbudowie kraju, stabilizująca się sytuacja polityczna i gospodarcza utwierdzały nas w przekonaniu, że robimy dobrze i że my tylko mamy rację.

W tamtych latach, jeszcze przed zjednoczeniem organizacji młodzieżowych w jedno ZMP, istniały już wyraźne podziały wśród gimnazjalnej młodzieży. Jedni bowiem pochodzili ze środowisk chłopskich i robotniczych, a drudzy od burżuazji i miejskiej inteligencji. Młodzież chłopską i robotniczą jednoczyły wówczas liczne organizacje o charakterze lewicowym jak OM TUR, ZWM, czy ZMW „WICI”. Ja zapisałem się wtedy do OM TUR –u, czyli Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych, która mieściła się w parterowym pawilonie gdzie dziś stoi budynek Banku Narodowego. Nie byłem jeszcze wtedy ani działaczem, ani aktywistą młodzieżowym lecz z wypiekami na twarzy chłonąłem wszystko, co mówili nam tacy doświadczeni już działacze jak Heniek Cudzik, Olek, Zdzichu i Janina Patrzałkowie, Włodek Garycki, Jan Wiejacz, Staszek Cieślik, Renia Stańczak, Staszek Ostrowski, Szmit, Fiuk...
Naszą szkołę odwiedzał również Pan Babinicz – dyrektor Uniwersytetu Ludowego w Pawłowicach koło Sędziszowa. Legendarna postać z tego okresu. Był doskonałym pedagogiem, organizatorem, fantastycznym gawędziarzem. To on właśnie wykształcił całe pokolenie działaczy i organizatorów życia kulturalnego na wsi.

Nas młodych, lewicowych ideowców łączyły jeszcze bijatyki z rosłymi i wysportowanymi harcerzami spod znaku „skautingu”. W naszym jędrzejowskim gimnazjum, trzeba to nazwać po imieniu, była to bojówka kierowana przez naszego zacnego prefekta. Nie wspominam nazwisk tych kolegów, bo często siedzieliśmy z nimi w jednej ławce, a i czas te antagonizmy spopielił, wymazał z pamięci
Zjednoczenie organizacji młodzieżowych wypadło na okres wakacji. We wrześniu wróciliśmy do szkoły jako ZMP- owcy. Od Władka Kulisa – on był na Zjednoczeniowym zlocie, dostałem w prezencie znaczek ZMP- wski, który mam do dziś.
Zaczęła się żmudna organizatorska praca w tworzeniu nowych struktur i wyłaniana ich zarządów. W tej pracy brałem już aktywny udział nie tylko na terenie szkoły, ale powiatu również. W każdą sobotę i niedzielę całymi grupami wyjeżdżaliśmy w teren na wieś do młodzieży. Tak było weselej i bezpieczniej. Z tym „jeździliśmy” to nie była zupełna prawda. Najczęściej już od pociągu szło się piechotą do wyznaczonej miejscowości i wracało się podobnie. Pamiętam, że kiedyś, późną jesienią w 1948 roku wracaliśmy razem z Romanem Wiśniewskim członkiem Zarządu Powiatowego ZMP ja ze Staniewic a on z Lipia koło Sobkowa. Padał deszcz ze śniegiem, a my nocą piechotą szliśmy na stacje w Sobkowie. Dotarliśmy tam około północy jak dwa sople lodu. Dla mnie skończyło się to katarem i kilkudniowym leniuchowaniu w łóżka, u Romana zaś zapaleniem płuc, długą chorobą i gruźlicą.
No ale cóż. Daliśmy się ponieść nowym ideałom, a także, co dotarło to do mnie znacznie później, byliśmy też mocno manipulowani i instrumentalnie wykorzystywani. Co by jednak dzisiaj nie powiedzieć, to osiągnięciem na miarę wręcz historyczną był nasz udział w walce z analfabetyzmem. W roku 1945 było w Polsce około 25% analfabetów, to jest ludzi którzy wtórnie albo od urodzenia nie umieli pisać, ani czytać. Nasz szkolny zarząd ZMP podjął wnet zobowiązanie w tym temacie i rozpoczął nauczanie. Wyniki przeszły wszelkie oczekiwania.

Było się z czego cieszyć, ale nie brakowało też powodów do zmartwień. W moim bowiem domu rodzinnym zaczęła się bieda. Gdzieś od początku 1949 roku nastąpiło wyraźne zwiększenie nacisków na kolektywizację, podniesiono obowiązkowe dostawy płodów rolniczych na rzecz Państwa, a ceny materiałów do produkcji rolnej poszły w górę. Wszystko to plus koszty mojej stancji w Jędrzejowie powodowało, że żyło się coraz ciężej do tego stopnia, że rozważałem nawet przerwanie nauki.
b-opowiesci 14Z pomocą przyszło mi wojsko. Przeprowadzano wtedy we wszystkich szkołach średnich taką akcję werbunkową pod hasłem „nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Armia nasza potrzebowała bowiem oficerów. Trwał przecież konflikt zbrojny na półwyspie koreańskim, gdzie ścierały się dwa ustroje. Nasz socjalistyczny z ich imperialistycznym ze Stanami Zjednoczonymi na czele.
Połknąłem ten haczyk i po tak zwanej małej maturze we wrześniu 1949 roku znalazłem się w Oficerskiej Szkole Artylerii w Poznaniu. Ojciec aż odetchnął. Odpadło mu opłacanie stancji i co oficer, to oficer.
Nie trwało to jednak długo, bo już w trzy miesiące potem stwierdzono na podstawie moich dokumentów, że elew Jan Zając jest niepełnoletni i jako taki nie może być dalej słuchaczem szkoły.
Przywdziałem więc cywilne ubranie, wróciłem do Jędrzejowa i swojego ogólniaka. Straciłem co prawda rok ale w nagrodę spotkałem się w tej samej klasie z dziewczyną „w seledynowej sukience”, czyli moją Ireną Wielińską.

 * * *